Jesteśmy przyzwyczajeni do sondaży opinii publicznej. Trudno jednak do końca im wierzyć: w sondażach nie do końca wiarygodna metodologia badań; wątpliwość co do szczerości odpowiedzi.
Jezus nie przeprowadza ankiety (sondażu) wśród apostołów: nie chce poprawić sobie humoru, ani wprawić w zakłopotanie uczniów. W Ewangelii Bóg pyta człowieka. Nie dlatego, by czegoś nie wiedział. Chce, by człowiek odpowiadając jasno uświadomił sobie ściśle określoną prawdę. Jak długo Bóg pyta i czeka na naszą odpowiedź, żyjemy w świecie łaski. Bóg dostrzega człowieka, chce z nim mówić – to wydarzenie niezwykłej miary.
Zwłaszcza odpowiedź na to drugie pytanie: A wy za kogo Mnie uważacie? staje się fundamentem naszego życia, tego wiecznego, które tu się rozpoczyna.
My często zostajemy przy tym: Co inni sądzą o Jezusie. Nie szukamy odpowiedzi w życiu konkretnych ludzi, którzy doświadczyli przemieniającego działania Boga (np. program Ocaleni). Najgorzej, że często bezkrytycznie oglądamy, słuchamy czy czytamy to, co o Nim czy Jego Kościele mówią ci, którzy chcą nas od Jezusa odciągnąć. Zohydzić Jego i Kościół. Bo wtedy będą mogli takim ludziom sprzedać swoje ideologie. Niby za darmo, ale konsekwencje tego są tragiczne. I dziś wielu katolików, również w Polsce, daje się bezmyślnie karmić tym wszystkim.
Jezus chce dziś każdemu z nas powiedzieć: Nie mów mi tyle, co inni o Mnie sądzą… Powiedz, kim tak naprawdę jestem dla ciebie!
Trzeba nam się dziś szczerze zapytać: czy Jezus ma jakieś znaczenie w naszym codziennym życiu? A może zamykamy Go tu w kościele? Czuję Jego bliskość jak innych członków rodziny? Odgrywa jakąś rolę przy podejmowaniu moich decyzji osobistych czy rodzinnych? Pytam Go w modlitwie, co mam czynić? Widzę Jego kroki przed sobą na ścieżce mojego życia?
Opowiadają o pewnym profesorze, a działo się to dawno, gdy jeszcze w tramwajach jeździł konduktor i sprzedawał bilety… Tenże profesor napisał piękną biografię Jezusa (R.Vilariño, Vida de Nuestro Señor Jesucristo). Była wówczas bestsellerem. Jechał kiedyś tramwajem i jak miał zwyczaj, w swoim sercu rozmawiał z Jezusem. Gdy podszedł do niego konduktor, instynktownie poprosił o dwa bilety, co oczywiście wzbudziło radość konduktora. Jednak w tym wydarzeniu widać wyraźnie jak rzeczywisty był dla niego Jezus.
Jezus nie jest ciekawskim teologiem czy profesorem, On jest Przyjacielem i chce wiedzieć, czy może liczyć na swoich przyjaciół: kim jestem w twoim życiu? Jest w nim rzeczywiste miejsce dla Mnie? On nieustannie daje się nam poznać.
Jezus przypomina swoją tożsamość: zapowiada Go prorok Izajasza i sam w Ewangelii: ma wypełnić plan Ojca, plan naszego zbawienia. Nie jest łatwo Go w pełni poznać czyli zaakceptować. Zachowanie Piotra to potwierdza.
Kiedy z pomocą Bożego natchnienia wyznał, iż Jezus jest Mesjaszem, to jednak chyba sam do końca tego nie zrozumiał. Bo w chwilę później chciał by Jezus porzucił swoją misję i otrzymał najgorsze chyba określenie: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”. Ten, któremu Jezus powierzy swój Kościół tu na ziemi, w tak krótkim okresie czasu przechodzi tak wielką zmianę w określeniu: kim jest Jezus! Potrafi wierzyć w Boskość Jezusa, ale nie umie się otworzyć na tajemnicę Jego Krzyża.
Czy nie tak dzieje się i z nami? Może tu w kościele gotowi jesteśmy całym sercem przylgnąć do Jezusa, a gdy stąd wyjdziemy, gdy otoczy nas twarda rzeczywistość.. Tak, z nami dzieje się tak samo. Też mamy trudności pójścia za Jezusem po Jego drodze: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Ale kiedy patrzymy na Piotra, to budzi się w nas nadzieja: trzy razy co prawda zaparł się Jezusa, potem trzykrotnie wyznał Mu swoją miłość, a prawdę tego wyznania potwierdził śmiercią męczeńską.
Drugie czytanie przypomina, że nasza wiara jest nie tylko sprawą pomiędzy Panem Bogiem a nami. Jesteśmy częścią wielkiego organizmu mistycznego Ciała Chrystusa, zjednoczonego przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Kiedy więc miłujemy swojego bliźniego, miłujemy naszego Pana. Czym my potwierdzamy prawdę naszego wyznania wiary? To konkret naszej postawy: w czynie i w modlitwie. Jak w życiu dzisiejszych błogosławionych (kard. Wyszyński, matka Róża Czacka).
Miłość bliźniego to także troska o zbawienie innych. Każdego bez wyjątku. Wanda Boniszewska (1907-2003), stygmatyczka i mistyczka, w czasie wojny cierpiała w intencji nawrócenia największych zbrodniarzy owego czasu: Stalina i Hitlera. A po wojnie, gdy siedziała w sowieckim łagrze, do Stalina dołączyła innych stalinowskich zbrodniarzy. Kaci nawracali się pod jej wpływem („Mistyczki” s. 57-58). W tym samy czasie niemiecka mistyczka, Teresa Neumann cierpiała za Hitlera. Duchowa rzeczywistość przerasta ziemską wyobraźnie.
Jezus pyta każdego z nas o to, kim dla nas jest. Pełnej odpowiedzi trzeba szukać w chwilach doświadczania tego, co On, cierpiący Sługa Jahwe, niż w chwilach entuzjazmu. I mieć pełny obraz Jezusa Zbawiciela. Bo gdybyśmy tak naprawdę w naszej duszy i naszym umyśle mieli prawdziwy obraz Jezusa z Nazaretu, nie oddalalibyśmy się od Niego, dając często pierwszeństwo w naszym życiu absurdalnym rzeczom tego świata.
