Kategorie
Homilia

XVI Niedziela zwykła „C”

Jezus w gościnie u Marty i Marii. Może więc warto krótko rozważyć dziś o znaczeniu stołu w życiu rodziny. Ale nie tylko. Po kolei.

Czy wystarczy bogato, różnorodnie zastawiony stół, aby gromadząca się przy nim rodzina była szczęśliwa? Może być tak, że są wszyscy, ale nie dla siebie, bo każdy wpatrzony w ekran swojego telefonu. Młodzi często zaczynają uważać, że prawdziwe spotkanie to tylko przez media komunikacyjne. Rodzice powinni konsekwentnie egzekwować (i samemu dawać przykład): żadnych mediów podczas wspólnego posiłku. Rozmowa. Miejsce i czas poznawania siebie, bycia ze sobą. By tak się stało, trzeba nauczyć się słuchać. Słuchać, aby kogoś starać się zrozumieć. Może być i tak, że ktoś tylko po to słucha, aby wpaść w oddech mówiącego i jak najszybciej zacząć mówić samemu. Odkryć radość obecności.

„Pewna ośmioletnia dziewczynka tak opisała swoją rodzinę w krótkim wypracowaniu szkolnym: – W moim domu są dwa pokoje, dwa łóżeczka, jedno małe okienko i biały kot. W moim domu jemy tylko wieczorem, kiedy tato wraca do domu z torebką pełną chleba i suszonej ryby. W moim domu wszyscy jesteśmy biedni, ale tato ma niebieskie oczy, mama ma niebieskie oczy, brat ma niebieskie oczy i nawet kot ma niebieskie oczy. Kiedy wszyscy siedzimy przy stole, wydaje się, że w naszym domu jest niebo” (Ferrero, Skowronek i żółwie, s. 46).

Niebo jest tam, gdzie jest Bóg. A On jest tam, gdzie dwaj albo trzej zebrani są w Jego imię (praktyczny wniosek z dzisiejszej Ew: błogosławieństwo posiłku). Tajemnica obecności Boga: „Jest nią Chrystus pośród was – nadzieja chwały. Jego to głosimy” (2 czyt.). Rozpoznać Pana Boga w siedzącym przy stole. Zanim rozpoznamy Go w potrzebującym, usłużymy Mu, przyjmiemy Go w gościnę… Jak Abraham pod dębami Mamre. Czy tylko po to, aby zaspokoić jego potrzeby? Nie wszystkim proszącym mogę przyjść z pomocą, datkiem. Ale mogę się na chwilę zatrzymać i chwilę porozmawiać z nim…

Abp Donald Joseph Bolen półtora dnia spędził na ulicach kanadyjskiego Saskatoon między bezdomnymi i żebrał o pieniądze. W rozmowie z Radiem Watykańskim powiedział: „Było to ważne i pouczające doświadczenie. Od tego czasu widzę moje środowisko innymi oczyma„. Stając się żebrakiem abp Bolen przebrał się w dżinsy, bluzę, koszulę w kratę i czapkę bejsbolówkę. „To ciekawe, że prawie nikt nie spojrzał na nas. Byliśmy praktycznie niewidoczni. Myślę, że tak zwykle postępujemy z ludźmi, którzy proszą nas na ulicy o pomoc lub pieniądze. Stają się dla nas niewidoczni„.

Ale wróćmy do stołu. Czy jest czymś normalnym być na imieninach u dziadka i nie słuchać tego, co on ma do powiedzenia? Czy będzie to tylko brak ogłady, dobrych manier? Czy nie dominuje w polskiej gościnności postawa: zastaw się, ale postaw się? Ambicja: pokaż się z jak najlepszej strony niezależnie od ceny, wysiłku….Można u kogoś być i nie być z nim. Można żyć z kimś nawet długie lata i nie spotykać się z tą osobą (rozmowa staje się najwyżej zwykłą wymianą grzeczności przy stole). Ale można też przychodzić na Mszę św. całe życie i za każdym razem wychodzić bez spotkania.

A teraz popatrzmy nas: siedzimy (jesteśmy) wokół eucharystycznego stołu. Czy nie boimy się postawy poznawania Jezusa, które bierze się ze słuchania Jego słów? Bo aktywizm życia przynosimy i tutaj. Wtedy Msza dobra, kiedy coś się dzieje, kiedy możemy być aktywni… A cierpliwie słuchać, widzieć własne życie, poznawać, czego oczekuje ode mnie Jezus… jest niekiedy bardzo trudne.

Maria odkryła to spontanicznie, sama. Może była bardziej wrażliwa, może w miłości inaczej stawiała akcenty: potrafiła dostrzec najpierw ukochanego człowieka i jego duchowe bogactwo, a dopiero potem potrzeby ciała. Iluż ludzi wokół mnie, którzy byliby wdzięczni, aby z nimi posiedzieć i ich posłuchać….

„Oczywiście, wiara ma swoje życiowe konsekwencje, wiara owocuje uczynkami – bez nich jest martwa – to chyba jasne. Ale wiara ma swoje źródło, a jest nim Bóg: nie nasza aktywność, lecz Boży dar, który przyjmujemy. I takie są praktyczne wnioski dla nas: najpierw trzeba być Marią, potem Martą. Niekiedy sytuacja jest taka, że działanie musi być natychmiastowe i nie ma czasu na modlitwę, ale modlitwa i tak musi być ważniejsza, nawet jeśli pilniejsza jest praca. Wtedy szybko zrób, co trzeba, a zaraz potem pomódl i podziękuj Bogu. Uczmy się więc od Marii wybierać i kochać to, co najważniejsze, a od Marty pracować. Resztę pozostawmy Jezusowi.” (x Pohl)

Bo o wiele więcej znaczy to, co Bóg czyni i mówi do ludzi, niż to, co ludzie mogą uczynić dla Niego. Ptak ma dwa skrzydła, by móc lecieć… Człowiek ma dwa płuca, by w pełni głęboko oddychać… Wiara potrzebuje także dwóch postaw: zasłuchania (kontemplacji) i czynu. W takiej kolejności. Ale zawsze razem. Obyśmy posiedli tę mądrość opartą na wsłuchiwaniu się w Słowo Boże i praktykowaniu dzieł miłosierdzia. Amen.