Kategorie
Homilia

XV niedziela zwykła „B”

Ewangelie opisują sceny gdy Jezus „widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. My też przypominamy niekiedy takie owce bez pasterza, błąkając się po tym świecie bez konkretnego ostatecznego celu. A świat ma w oczach Bożych swoją logikę i cel. Życie człowieka także. O tym mówi dzisiejsze Słowo Boże. Jak zawsze słuchając Słowa, lepiej rozumiemy i Boga i nas samych, cel naszego życia. Z wiarą pochylmy się nad dwoma prawdami płynącymi z wysłuchanego Słowa.

Pierwsza mówi o tym, że nasza godność jednakowa = wszyscy wybrani przez Boga i przeznaczeni do świętości. Św. Paweł: „W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” – wszyscy mamy tę samą godność: wybrani darmowo przez Boga. Jeszcze przed stworzeniem świata widział nas godnych udziału w Jego życiu = świętość.

Dalej: „Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa„. Przeznaczenie do świętości = jedyne przeznaczenie jakie zna nasza wiara. Przeznaczenie do bycia dziećmi Bożymi. Bóg naszym najlepszym Ojcem. To daje nam mocny fundament odwagi.

Ten, kto jest świadom swego synostwa Bożego, nie powinien w życiu obawiać się niczego. Bóg zna najlepiej nasze rzeczywiste potrzeby. Jest mocniejszy od nas i jest naszym Ojcem. Powinniśmy więc uczynić tak, jak to dziecko kapitana statku, które pośród burzy na morzu spokojnie bawiło się swoimi zabawkami, podczas gdy marynarze lękali się o swoje życie. Kiedy po przycumowaniu zapytano je, jak mogło pozostać tak spokojne pośród tak okrutnie rozszalałego morza, odpowiedziało: „Bać się? Przecież ster był w ręku mojego ojca!”. Kiedy staramy się utożsamić swoją wolę z wolą Boga, ster życia trzyma Bóg, który dobrze zna kurs i który prowadzi bezpiecznie do portu. Ster pozostaje w dobrych rękach, zarówno w czasie pogody, jak i nawałnicy. Dlatego, że jest naszym Ojcem, Bóg nad nami stale czuwa i stale o nas pamięta.

2-ga prawda – Misja proroka. To misja, która jest właściwa każdemu z nas. Błędne skojarzenia: nie trzeba stawać na skrzyżowaniach i krzyczeć: Nawróćcie się!! Całe życie ma stać się czytelnym znakiem obecności Boga. Dobry znak nie skupia uwagi na sobie, lecz pomaga podróżować, żyć. Dlatego trzeba nam być prorokiem Boga, Dobrej Nowiny, a nie własnych pomysłów na urządzanie świata, jakby Królestwo Boże miało być wieczne tu na ziemi. Jednocześnie świadomość własnej ułomności, która nie zwalnia z misji proroka. Jak Amos:  „Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory” – świadomość niegodności.

Ale również powinna nam towarzyszyć świadomy wysiłek bycia wiernym Ewangelii: obojętne, czy to się komuś z wielkich tego świata podoba czy nie. Ta wierność wyznacza często szlak męczenników, jakich Kościół wydał w przeciągu swojej historii. Dziś też może nas spotkać męczeństwo, zwłaszcza cywilne: pogardy i odrzucenia ze strony świata. Nawet tego ’pobożnego’ w naszym kraju. Czy jednak warto sprzedać wierność Boga za srebrniki ludzkiej chwały?! Dlatego ciągle potrzebujemy Bożej łaski, pomocy.

Jezus najpierw przywołał uczniów, potem dopiero ich rozsyłał. Nikt nie stanie się misjonarzem, zanim wpierw nie doświadczy bliskości Jezusa i wspólnoty z braćmi i siostrami w wierze. Najpierw trzeba otrzymać życie Boże, by można je było przekazywać innym. Bo sensem Kościoła i każdego z nas w nim jest dawać światu Jezusa. Tylko tyle i aż tyle. Nic więcej. To czas, by odnaleźć swoje miejsce w Kościele: przejść od bycia klientem w instytucji do bycia współodpowiedzialnym przez służbę we wspólnocie braci i sióstr.

Posłuchajmy jeszcze słów psalmu responsoryjnego: mówi nam, że jesteśmy uczestnikami wielkiego Bożego dzieła. „Spotkają się ze sobą łaska i wierność, * ucałują się sprawiedliwość i pokój. Wierność z ziemi wyrośnie, * a sprawiedliwość spojrzy z nieba”. Oto istota Bożego dzieła zbawienia: Bóg jest sprawiedliwy: dla każdego ma swój dar zbawienia, każdego kocha taką samą miłością. Nie zabiera wolności, dlatego od każdego oczekuje walki o wierność. Nie bezbłędności, lecz walki: to znak naszej ludzkiej odpowiedzi na Bożą miłość. Na to, że czyni nas uczestnikami – i pośrednikami – swojego zbawienia.

Boimy się nieprzychylności, drwiny, lekceważenia, lecz na to Pan daje nam radę „Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!” (Mk 6, 11). Idźmy drogą Chrystusową, starajmy się w każdym miejscu i o każdym czasie działać w Imieniu Chrystusa, przyjmować reakcje i odpowiedzi jak Pan. Potwierdzajmy świadectwem naszą wiarę, naszą miłość i wierność Bogu, sobie.

Warto to rozesłanie przemyśleć w perspektywie różnych wakacyjnych wyjazdów. Oby nie było to powtarzanie młodzieńczej głupoty: nikt mnie nie zna, więc mogę zachowywać się jak mi się podoba. Bóg zawsze nas widzie, zawsze jest z nami. Odpoczynek nie oznacza zerwania relacji z Bogiem. Wakacje z Bogiem: pogłębić relację z Nim i rozumienie siebie jako człowieka wiary. Jako posłanego.