Kategorie
Homilia

Wszystkich wiernych zmarłych – niedziela

Dlaczego listopad poświęcony modlitwie za zmarłych? (za tych, którzy są w czyśćcu). Przemijalność przyrody uświadamia nam naszą przemijalność w tej ziemskiej wędrówce. Ale przyroda obumiera, aby znowu się odrodzić. Nasze życie jest dojrzewaniem: nie do śmierci, lecz do wieczności.

Wspomnienie w niedzielę: to pozwala nam lepiej zrozumieć – na śmierć patrzymy celebrując śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa (niedziela!).

Śmierć jako Boże miłosierdzie. „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł».” –te słowa siostry Łazarza wyrażają o wiele więcej, niż ona mogła sobie uświadamiać. Ona myślała o śmierci fizycznej swojego brata, a słowa te po dziś dzień opisują adekwatnie tragedię śmierci duchowej, tej śmierci, która dokonuje się w człowieku przez odejście od Boga i przez grzech. Jeżeli ktokolwiek traci życie Boże, czyli łaskę uświęcającą, jeżeli ktoś traci nawet wiarę – dzieje się tak dlatego, bo znalazł się daleko od Jezusa.

Gdybyśmy w naszych rodzinach i innych środowiskach więcej troszczyli się o to, żeby Pan Jezus był z nami, nie byłoby tylu tragedii duchowych, nie byłoby tyle grzechu i tyle załamań w wierze. „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”.

Dlaczego Jezus zapłakał nad grobem Łazarza? Przecież wiedział, że za chwilę go wskrzesi. Tylko jedna odpowiedź: Jezus zapłakał nad ludzką śmiercią. Nie było wolą Boga, żeby człowiek umierał. Jak czytamy w Księdze Mądrości: „Bóg śmierci nie stworzył, ani się nie cieszy ze zguby żyjących – śmierć przyszła na świat przez zawiść diabła”.

Jak w śmierci objawia się Boże miłosierdzie? Wszystko, co w ludzkiej śmierci związane jest z bólem, lękiem, samotnością – jest skutkiem grzechu. Skoro jednak człowiek śmierć na siebie sprowadził, Bóg ulitował się nad nim i pragnie, aby nawet śmierć miała w sobie coś niosącego nadzieję. Jezus wyraźnie nam mówi: „Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”.

Nie bać się tego, co po śmierci1 J 3,2: Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Św. PawełFlp 1, 21-24: Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. 22 Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. 23 Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem*, bo to o wiele lepsze, 24 pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne”.  Nie pytaj, dlaczego Bóg kogoś zabrał. Pytaj: dlaczego mnie tu pozostawił….

A jeśli ktoś nie odchodzi z tego świata czysty, gotowy stanąć przez Najświętszym Bogiem? Czyściec – kolejny dar Bożego miłosierdzia. Tam może dokończyć swojego oczyszczenia. Podobnie darem Bożego miłosierdzia jest to, że możemy się modlić za zmarłych i że te nasze modlitwy rzeczywiście pomagają im w ich ostatecznym dojrzewaniu do życia wiecznego.

Czyściec – modlitwa za zmarłych. Gdybyś zobaczył tonącego chłopca, porwanego przez nurt rzeki, a mógłbyś go uratować, wyciągając rękę i chwytając go, czyż nie pomógłbyś mu?! Przez całe życie pamiętałby, co dla niego zrobiłeś, i mógłbyś być pewien, że zawsze cieszyłby się, mogąc tobie pomóc w jakikolwiek sposób.

Dotykamy tajemnicy czyśćca. Cierpienie, które jest mocne, ale niesie w sobie nadzieję. Nie można oglądać Boga mając w sobie cień grzechu. (nie włożysz do szafy z czystymi ubraniami wybłoconej kurtki – najpierw ją oczyścisz)

Kościół jest Ciałem Chrystusa, gdzie jest wzajemna współzależność i pomoc (wczoraj Kościół w niebie). Możesz modlitwą pomóc duszom w czyśćcu. One same nie mogą sobie pomóc. Tak jak tonący chłopiec nie mógł pomóc sam sobie. One cierpią i dużo się modlą, ale nie mogą ofiarować tych modlitw za siebie. Jedynie my i święci w niebie możemy ofiarować nasze modlitwy za nie i w ten sposób pomóc im dostać się do nieba. Zawsze, gdy to czynimy, otrzymujemy wdzięczność ze strony tych dusz czyśćcowych, które mogą swoje modlitwy ofiarować za nas.

Pewnego dnia św. Ojcu Pio ukazała się święta dusza czyśćcowa prosząca o modlitwę, o to, aby mogła dostać się do nieba. Ojciec Pio obiecał, że następnego dnia ofiaruje w jej intencji Mszę świętą. Kiedy dusza usłyszała, że będzie musiała czekać, zawołała: „To okrutne”, po czym rozpłakała się i zniknęła. „Ta skarga – powiedział św. Ojciec Pio – pozostawiła w moim sercu ranę, którą odczułem i będę odczuwał przez całe życie. W rzeczywistości mógłbym natychmiast wysłać tę duszę do nieba, ale skazałem ją na pozostanie w płomieniach czyśćca przez kolejną noc”.

Wszystko, co czynimy konkretnie dla zmarłych (czyste groby, znicze, km pokonywane, spotkania i ‘pogaduchy’ przy grobie) to konkretny wyraz miłości, której śmierć nie przerwała. Odpusty i wypominki – nie zastanawiajmy się, czy im jeszcze potrzeba czy już nie [modlitwa to nie kg mydła]; Msze – ale też codzienna modlitwa za zmarłych. Najważniejsze: modlić się za zmarłych.

Gdy się pamięta, że Bóg jest miłością, człowiek stara się iść drogą miłości przez życie. Wtedy śmierć nie niweczy miłości. Wtedy nabiera sensu modlitwa za tych, którzy już odeszli. Bo ludzka miłość trwa na zawsze w Miłości.

Nasze życie w tym samym punkcie ma swój początek i swój koniec: w Bogu. Śmierć nie ma ostatniego zdania. Uczestnicząc w Eucharystii, która jest spotkaniem ze zmartwychwstałym Chrystusem, możemy, jak Hiob, z ufnością zawołać: „Wybawca mój żyje!”. Pełni wiary w nasze zmartwychwstanie i życie wieczne, polecajmy Bogu naszych zmarłych.

Maryjo, Matko Świętych Dusz, wykorzystuj moje modlitwy i ofiary, aby pomagać swoim dzieciom dostać się do nieba.