Kategorie
Homilia

VI NIEDZIELA ZWYKŁA „C”

Nadzieja: Błogosławieni… i biada….

Pamiętamy prawdy naszej wiary? Jedna z nich brzmi: Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze. Jaki obraz Boga rodzi to w mojej głowie? Bóg srogi i karzący? A gdzie miłosierdzie?

„Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi” (Pwt 30, 19-20). Bóg do każdego z nas mówi nieustannie: Wybieraj! Jesteś człowiekiem umiłowanym przez Boga, a na Jego miłość możesz odpowiedzieć tylko w wolności. A jeśli wolność, to i odpowiedzialność.

Nie możemy zapominać o konsekwencjach naszych wolnych wyborów. Pozytywne przynoszą dobro, swawola – zło. Bóg przebacza grzechy, ale nie znosi konsekwencji złych wyborów (obżarstwo – choroba). Pragnie nazywać cię błogosławionym, a nie mówić: Biada ci!

On podniósł oczy na swoich uczniów” (dziś na nas). Jezus wypowiada błogosławieństwa patrząc w oczy ubogim, głodnym, płaczącym… One są opisem ucznia Jezusa. Przewartościowują naszą logikę widzenia człowieka i świata. Uczą bowiem spojrzenia z Bożej perspektywy. W oczach tego świata owe błogosławieństwa oznaczają ludzi przegranych. W oczach Boga są szczęśliwymi: bo On o nich stale pamięta. „Z Jezusem udręka przechodzi w radość” (Benedykt XVI). W błogosławieństwach obecna jest logika krzyża i zmartwychwstania. Przecież Jezus Ukrzyżowany był takim człowiekiem (w fizycznej rzeczywistości i w oczach świata): ubogim, głodnym, spragnionym, znienawidzonym, wyłączonym ze społeczności (mało motywów, aby płakać?!). W Jezusie Boża miłość schodzi ku ludzkiej niedoli, aby wyprowadzić z niej ludzi, by dzięki tej Miłości zmartwychwstali. Podobnie musi czynić uczeń Chrystusa. Błogosławieństwa nie są pochwałą biedy, głodu czy smutku. Są nadzieją dla ludzi doświadczanych przez los, cierpiących przez innych.

Kim są ubodzy, szczęśliwi w oczach Bożych? To ci, którzy potrafią radować się tym, co niewiele posiadają, a nawet tym się dzielić. Którzy znoszą cierpliwie i z dobrym humorem starość swoich rodziców i dziadków, czy długą chorobę swojej samotnej ciotki; Ci, którzy napotykają na wrogość czy impertynencję przełożonego w pracy, który cie cierpi osób, które nie wstydzą się swojej wiary; Ci, którzy broniąc jakiejś sprawiedliwej sprawy zostali dotknięci przez ślepą ludzką sprawiedliwość. Wszyscy ci są błogosławieni w oczach Bożych.

Takim jesteś ty, bo: nie gonisz za wszelką cenę za dorobieniem się; bo nie zaspokajasz wszystkich swoich kaprysów; bo płaczesz nad własnym grzechem i nieszczęściami innych; bo nie wyrzekasz się wiary, mimo że śmieją się z ciebie.

Ale Jezus mówi też mocne: „Biada wam„. Ostrzeżenia przed nieszczęściem, a nie przekleństwa. Słowa zrodzone z miłosiernej miłości. Ich celem, ratowanie człowieka. By się nie zamykać w iluzji szczęścia (bogactwa zdobywane za wszelką cenę, pochlebstwa innych), w postawie pychy i samowystarczalności. Szczęście jest „na nizinach”, tam, gdzie widzi się i kocha tych, którzy źle się mają.

Kim są owi „biada” ze słów Jezusa? To ci, którzy indywidualnie lub w grupach, odkładają na bok swoją wiarę i popierają tych, dzięki którym się najbardziej wzbogacą, nie zważając na żadnego tego konsekwencje (ani dla wiary ani dla społeczeństwa); ci, którzy podstępem walczą o swoje interesy, choć przy tym niszczą innych (korupcja); ‘alpiniści’, którzy wspinają się w społecznej hierarchii depcząc po drodze innych; różni pracownicy, dla których w imię interesu własnego czy firmy wszystko jest dozwolone. Oni wszyscy są bałwochwalcami, adorującymi Cielca ze złota; winni nieszczęścia innych przez swoją chciwość.

Dwie drogi, a właściwie jedna droga życia prawdziwego, a druga wegetacji, która tylko stwarza pozory życia. I dziś droga tych, którzy uważają się za „królów życia”, którzy całą nadzieję pokładają w ciele prowadzi do śmierci. Tylko droga ufności pokładanej w Bogu wiedzie do pełni życia. „Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu” – ref. Człowiek wierzący pokłada nadzieję w Jezusie Chrystusie Zmartwychwstałym: w tym życiu i w sprawach życia wiecznego.

Wtedy „Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi. Nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście. Także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców„. Popatrzmy, gdzie są umieszczone korzenie naszego życia: w Bogu i Jego woli, czy w siłach i kaprysach naszego ciała? W kumulacji bogactwa czy naśladowaniu hojności Pana Boga? W Eucharystii nasze źródło!