Choroba jest doświadczeniem, które nie tylko zaburza rytm życia, ale też powoduje, że człowiek stawia wiele pytań: dlaczego ja, po co… Jest też doświadczeniem ludzkiego ograniczoności i bezradności. Dziś Jezus każe nam zatrzymać się wobec tajemnicy choroby na przykładzie trądu.
Spotkanie Jezusa z trędowatym. Dwa słowa wyrażające dwie postawy: przybliżyć się i dotknąć. Mamy przybliżyć się (nie uciekać!) do potrzebującego i być gotowym wyciągnąć do niego rękę. Ręce służą czasami, by uderzyć, odrzucić, kogoś od siebie odsunąć. Jezus używa swoich rąk, aby przebaczyć, pomóc, podtrzymać chwiejących się, poprowadzić tego, kto nie może odnaleźć drogi. Potwierdza to uzdrowienie trędowatego. Jedyne, czego wymaga to wiara, ufność w Nim pokładana.
Lekcja dla nas w naszej relacji do chorych. Jezus nie tylko przywrócił mu zdrowie. Przywrócił mu również godność człowieka, przez chorobę wyrzuconego poza nawias społeczeństwa. Jezus uczy nas osobistej obecności w cierpieniach i potrzebach innych ludzi. Nie chodzi, aby coś dać, lecz dać siebie. Pokazać cierpiącemu: to, czego doświadczasz, mnie obchodzi i wzrusza mnie.
Ale scena z trędowatym również uczy nas wszystkich jaką postawę wiary przyjąć w momencie choroby. Ukazuje nam pełną ufności, pokorną modlitwę prośby trędowatego: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić„. Sytuacja po ludzku beznadziejna, ale on się nie poddaje. Pesymizm jest tam, gdzie zamykamy się lub odrzucamy Boga! Ufność wyrażamy w wytrwałej modlitwie.
Modlitwa, kiedy przedstawiamy Panu Bogu nasze potrzeby, nie może być rodzajem szantażu: „Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża” (Mt 27,41) (arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali). Wręcz przeciwnie: świadomość różnych przejawów trądu, jakie nas targają wewnętrznie i zewnętrznie (zmartwienia, depresje, pycha, urazy, zazdrość czy choroby fizyczne) winna nas prowadzić do prostoty: „wiem, że Ty, Jezus wszystko możesz: pomóż mi postępować naprzód. Oczyść moją pokorę z tego, co mnie oddala od Ciebie; uzdrów wszelkie rany, poprzez które się wykrwawiam i sam stawiam na marginesie – po prostu nie żyję prawdziwie”.
Trędowaty niczego Jezusowi nie narzuca. On ufnie prosi: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić„. Nigdzie nie znajdziemy, w tak niewielu słowach i cichości głosu, klucza dotarcia aż do Boga samego: pokora. Taki był też m.in. klucz, jakiego użył Bóg, aby wejść w nasz świat: stał się człowiekiem.
Nasza modlitwa: „Jeśli zechcesz, Panie”, daj mi trochę światła. Często jestem zakłopotany. Nie zawsze wybieram właściwe ścieżki życia. Sieję, i nie tylko nie zbieram, ale koszę coś przeciwnego. „Jeśli zechcesz, Panie”, daj mi garść nadziei. Bo budzi we mnie niepokój, a nawet zmartwienie kiedy to, co mnie otacza, przeciwne jest misji, jaką Ty mi zlecasz. „Jeśli zechcesz, Panie”, spraw, abym czuł się jak żebrak. Ale żebrak Twojej miłości. Abym Cię potrzebował, tyle lub bardziej, jak ten trędowaty, który będąc odrzucony przez innych, pokorą swą podbił Twoje serce.
Coniedzielna Eucharystia, spotkanie z Bożym Słowem i z Chrystusem Zmartwychwstałym, jest dla nas chrześcijan zastrzykiem niezbędnych sił, aby na nowo wypełniać swoją misję w społeczności, gdzie nie zawsze góruje prawdziwe dobro człowieka. Nie zapomnijmy, iż to Chrystus nas zobowiązuje do bycia tam solą (choćby szczypała) i światłem (choćby nawet oślepiało).
Świadectwo wciąż na nowo podejmowane: że z Jezusem czujemy się dobrze. Że obecność Boga w życiu, choć nie odbiera zmartwień, daje radość życia. Niech będzie zaraźliwa dla tych naszych braci i sióstr, którzy zanurzeni w trąd materializmu, hedonizmu, indywidualizmu, ubóstwa ducha pośród bogactwa materii, mogą wyjść z tego stanu i na nowo powrócić do życia z Bogiem.
Nie zapomnijmy, że grzesznikom nie pomaga się banalizując ich grzech, ale towarzysząc im w nawróceniu. „Nic się nie stało” to cyniczne kłamstwo świata wrogiego Ewangelii. Tylko świadomość grzechu pełna ufności w Miłosierdzie Boże prowadzi do skruchy, zaś skruszone serce pozwala żyć w prawdzie.
Jezus ma moc Bożą: uzdrawiania duszy i ciała. Podczas pielgrzymki do Brazylii Jan Paweł II odwiedził wioskę trędowatych. Poruszony widokiem cierpienia wielu chorych, powiedział: – „Czasem chciałbym zapłakać jak dziecko, ale na co komu płaczący papież? Ja muszę natchnąć ich siłą”.
Jeśli Chrystus chce zbawić wszystkich, wyzwolić z różnych trądów grzechu, to trzeba z Nim współdziałać. Najpierw: uznać, że to mnie też dotyczy. Trędowaty pokazał swój trąd i poprosił o lekarstwo. Jego wyznanie jest pełne pobożne i ufne. Uznaje, że moc uleczenia jest w rękach Jezusa. Nie bój się szukać u Jezusa uzdrowienia z każdego trądu grzechu.
