Kategorie
Homilia

VI niedziela wielkanocna „A”

Nigdy nie będziemy samotni

Kiedy dorosłemu człowiekowi, zdolnemu do samodzielnego życia, umierają rodzice, nie przyjdzie nam do głowy nazwać go sierotą. Sierotą nazywamy dziecko, które utraciło swoich rodziców. Ono ojca i matkę potrzebuje każdą komórką swojego ciała i duszy, ale niestety nie ma ich już na tym świecie.

Dorosły również. Opowiadano, że w jednym z DPS mieszkała osoba jeszcze w pełni sił. Przychodziły do niej listy od jej bliskich, ale nigdy się tam nikt nie zjawił. Jej córka i syn, dobrze życiowo ustawieni, mający idealną pracę – nie odwiedzali matki. Personel, który tam pracował wiedział, że listy te kobieta pisze sama do siebie, bo było jej przykro przed innymi, że nikt nie pamięta o jej imieninach, Dniu Matki, o świętach. Listy przychodziły, pisane jej własnoręcznym pismem, a ona z uśmiechem na twarzy otwierała kopertę, ciesząc się i pokazując na zewnątrz swoją radość, bo przecież ktoś o niej pamiętał.

To do dorosłych swoich uczniów Jezus powiada: „Nie zostawię was sierotami”. Po prostu w drodze do życia wiecznego nikt z nas nie jest dorosły i samodzielny. Bez Niego nikt – choćby był nie wiem jak dojrzały duchowo – nie byłby w stanie ani uzyskać życia Bożego, ani go w sobie zachować, ani też dojść do życia wiecznego. Bez Pana Jezusa bylibyśmy dokładnie sierotami, to znaczy zostawieni sami sobie w naszej drodze do życia wiecznego, i niewątpliwie zginęlibyśmy.

Obecność w Kościele Jezusa i Ducha Świętego. „Nie zostawię was sierotami” (J 14, 18). Nie jesteśmy skazani na samotność. Dzięki Kościołowi – wspólnocie zgromadzonej wokół słowa Bożego i sakramentów – mamy duchowy dom, korzenie, tożsamość. W Kościele, wspólnocie uczniów, trwa obecność Zmartwychwstałego i Ducha Świętego. Święty Ireneusz piał, że Syn Boży i Duch Święty to jakby dwie ręce Boga Ojca. Te Ojcowskie „Dłonie” ciągle nas formują, składają w całość, gdy się rozpadamy, pomagają utrzymać pion. Kościół ma elementy widzialne i duchowe. To, co widzialne, jest przedłużeniem tajemnicy Jezusa – Wcielonego Boga. To, co niewidzialne, jest dziełem Ducha. Jedność tych dwóch elementów jest istotna. Łatwo o skrajności. Jedna to przeakcentowanie elementów widzialnych Kościoła (budynki, struktura, hierarchia…) kosztem ducha. Druga – przekreślenie widzialnych struktur, bo „najważniejszy jest duch”. Tymczasem zdrowie to równowaga. (xJaklewicz).

Obiecuje nam Pan Jezus dwie rzeczy: że będzie prosił dla nas o innego Pocieszyciela, Ducha Prawdy, oraz że również On sam do nas przyjdzie. To właśnie dzięki Duchowi Świętemu będziemy zdolni do życia wiecznego, bo to właśnie On sprawia naszą jedność z Chrystusem.

Dwa warunki musimy jednak spełnić, abyśmy mogli otrzymać Ducha Świętego. Musimy kochać Pana Jezusa oraz być posłuszni Jego przykazaniom. „Jeżeli Mnie miłujecie i będzie zachowywać moje przykazania”, Ja uproszę wam innego Pocieszyciela.

Masz nadzieję, że jutro się obudzisz? Potrzebujemy małych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują nas w drodze. Jednak bez wielkiej nadziei, która musi przewyższać pozostałe, są one niewystarczające. Tą wielką nadzieją może być jedynie Bóg, który ogarnia wszechświat, i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć – pisał Benedykt XVI w encyklice „Spe salvi” (nr 31). Nadzieja wynika z wiary. A wiara działa przez miłość – przykazania. Miłość musi być konkretna (kwiaty, ofiara, walka z nałogami).

Bóg jest fundamentem nadziei – nie jakikolwiek bóg, ale ten Bóg, który ma ludzkie oblicze i umiłował nas aż do końca: każdą jednostkę i ludzkość w całości. Jego królestwo to nie wyimaginowane zaświaty, w przyszłości, która nigdy nie nadejdzie; Jego królestwo jest obecne tam, gdzie On jest kochany i dokąd Jego miłość dociera. Tylko Jego miłość jest dla nas gwarancją, że istnieje to, co jedynie mgliście przeczuwamy, a czego mimo wszystko wewnętrznie oczekujemy: życie, które prawdziwie jest życiem” (Spe salvi 31).

Jeśli Mu uwierzymy, to może świat nas znienawidzić. Mogą opuścić nas bliscy. Poczujemy się jak sieroty. Nawet posiadanie psa czy kota tego nie zmieni. Warto wtedy sobie przypomnieć słowa Boga z Księgi Izajasza (49, 15): „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie”.

W tym sensie prawdą jest, że kto nie zna Boga, chociaż miałby wielorakie nadzieje, w gruncie rzeczy nie ma nadziei, wielkiej nadziei, która podtrzymuje całe życie (por. Ef 2, 12). Prawdziwą, wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg – Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje «aż do końca», do ostatecznego «wykonało się!» (por. J 13, 1; 19, 30). „Nie zostawię was sierotami” – obiecał i cały czas tej obietnicy dotrzymuje.