W Krzyżu zbawienie
Cierpliwość Boga a cierpliwość nasza. Jej nie kupisz w aptece. 1 czyt: Lud na pustyni traci cierpliwość. Złorzeczy Bogu i Mojżeszowi, ich przewodnikowi. Kara Boża – jadowite węże. Lud uznaje swój grzech. Mojżesz na prośbę ludu wstawia się. Bóg pełen miłosierdzia daje znak, że tylko w Nim jest zbawienie: wąż miedziany na palu, aby wszyscy mogli na niego spojrzeć i doświadczyć ratunku. Ten obraz staje się zapowiedzią Krzyża Chrystusa. Nasze zbawienie pochodzi od Jezusa wywyższonego na krzyżu.
Dlaczego potrzebujemy zbawienia? Bo dzieła rąk naszych stawiamy na pierwszym miejscu. Ubóstwiamy. A one nigdy nie dadzą nam szczęścia wiecznego. Przeciwnie: stają się przeszkodą.
Bo czy historia narodu wędrującego przez pustynię nie powtarza się w naszych czasach? Tak jak naród wybrany, odwracamy się do Tego, który nas umiłował i szukamy boga mniej wymagającego, ulepionego według miary naszych serc. Taki bóg, którym można rządzić, przenosić tu i tam. Dlatego uczynili cielca ze złota na podobieństwo tych, jakie widzieli w Egipcie.
Ileż bałwochwalstwa w naszych czasach, niby tak postępowych! Adorowanym bożkiem staje się drugi człowiek, czyjś głos, oblicze, nogi, które dobrze odbijają piłkę, bilety, zielone lub niebieskie, nawet jeśli stare i poplamione… I wobec tych bożków współczesny człowiek oddaje pokłony, dla nich się trudzi, podejmuje różne ofiary, nie żałując niczego. Patrzymy na wędrujących Izraelitów, dziwimy się im, a jesteśmy tacy sami: lud o twardym karku, który za wszelką cenę chce iść swoimi drogami, a nie tymi, jakie wyznaczył nam Bóg… Obyśmy nigdy w grzech bałwochwalstwa mocno nie popadli, a jeśli już, byśmy go uznali i porzucili. Obyśmy zwrócili oczy na jedynego prawdziwego Boga, któremu na nas zależy, który prawdziwie nas zbawia. I gdy służymy bożkom, prawdziwie cierpi.
Rodzice dziwią się, boleją nad tym, gdy dziecko, które – ich zdaniem – otrzymało wszystko, odrzuca ich miłość, w nieposłuszeństwie wybiera drogi bezbożne, albo złe i niszczące. A każdy z nas jest dzieckiem Bożym. Skąd u nas nieposłuszeństwo i zdziwienie, że Bóg chce byśmy żyli Jego miłością?! Przecież odkupił nas z grzechu za wielką cenę: „stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył ”. To nie jest mania prześladowcza, albo jakiś masochizm. To świadomość, że wszelkie dobro przychodzi od Boga, zło zaś nigdy od Niego, zawsze od nas.
To co Jezus powiedział do Nikodema streszcza całą historię zbawienia. Bóg nas kocha. Daje nam swojego Syna. Daje nam Go nieustannie. Dlaczego? Bo Jego miłość jest wielka, nieustanna. On kocha nas niezależnie od tego czy w to wierzymy czy nie. Czy odwzajemniamy tą miłość czy nie. Bóg z nami nie walczy. Nie potępia nas. Nieustannie daje nam szansę. Dla zbuntowanego narodu wybranego szansą był wąż. Wystarczyło na niego spojrzeć, aby być ocalonym. Dla nas ocaleniem jest spoglądanie na krzyż Jezusa. ((Co znaczy „spojrzeć na Krzyż”?? – dlaczego boję się podnieść oczy i spojrzeć na Krzyż?))
Krzyż = Oto Miłość, która umiłowała grzesznika do końca. Dlatego często czujemy niepokój, kiedy spoglądamy na krzyż ponieważ budzą się refleksje odnośnie przyjęcia tej Miłości i naszej odpowiedzi na Nią. Jezus wypowiada na Krzyżu: Pragnę!
Leon XIV podkreślił, że na krzyżu Jezus nie jawi się jako zwycięski bohater, lecz jako żebrzący o miłość. Zaznaczył, że pragnienie Ukrzyżowanego jest przede wszystkim wyrazem głębokiego pragnienia miłości, relacji, komunii. „Ewangelia pokazuje nam, że miarą naszego człowieczeństwa nie jest to, co możemy osiągnąć, lecz zdolność, by pozwolić się miłować, a kiedy trzeba, także sobie pomóc” – mówił papież.
Stanąć pod Krzyżem, spojrzeć w górę: Na wcieloną Miłość. To pragnienie Jezusa: Wyraziła to w wierszu Beata Obertyńska:
Nie zachodź krzyża daremnie z tyłu – od pustej strony…
Ból każdy i trud beze Mnie, Czczy będzie i stracony. Samo życie…
14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, mniej więcej, w co drugim polskim kościele będzie zapewne śpiewana pieśń „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie”. Niektórzy tej pieśni nie lubią, bo przecież cierpienie to nic dobrego i nie powinno się go wychwalać. Otóż jej autorem jest ks. Karol Antoniewicz, który o cierpieniu wiedział bardzo wiele. Przede wszystkim wiedział, że nawet największe cierpienie można przemienić w krzyż.
Przypomnijmy podstawowe fakty, z których ta pieśń wyrosła. Karol Antoniewicz był szczęśliwym mężem i ojcem. Ale utracił kolejno wszystkie pięcioro dzieci, a na koniec – miał wtedy zaledwie 32 lata – umarła mu żona. Inny na jego miejscu zapewne by się załamał, uległ rozgoryczeniu, a może obraziłby się na Pana Boga, może nawet zacząłby Bogu bluźnić.
On w tych strasznych swoich nieszczęściach nie przestał Bogu ufać i ze wszystkich sił starał się przylgnąć do Pana Jezusa. Wiedział całą duszą, że Bóg kocha nas również wtedy, kiedy spadają na nas jakieś nieszczęścia. Antoniewicz, po przejściu tego huraganu nieszczęść podjął gorliwą aktywność charytatywną, a w końcu wstąpił do zakonu jezuitów, przyjął święcenia kapłańskie i stał się jednym z największych kaznodziejów, jakich nasza Polska miała w XIX wieku. Autorem innych pieśni: Nie opuszczaj nas, Chwalcie łąki umajone.
Jezus zaprasza cię pod swój Krzyż. Mówi: Pragnę twojej miłości, pragnę twojej wierności… Każda Eucharystia. Dlaczego wobec swojej bezradności, swojego krzyża miotać się po domu, narzekać – a nie przyjść, również w dzień na tygodniu, na Eucharystię, w środę na chwilę adoracji? Nie spoglądaj na zegarek, ale na Krzyż. Kiedy Jezus wzywa nas do pójścia za Nim i dźwigania krzyża, to oznacza, że nie zostawia nas, zawsze jest z nami. Nasze własne siły są niewystarczające. Dobra wola jest ważna, ale decydującym jest ufać Bożej łasce, która w Duchu Świętym porusza nas ku dobru i umożliwia wytrwanie na drodze do życia wiecznego. W krzyżu zbawienie…
