Wielu tęskni za podróżami, gdy jest obowiązek pozostania w domach. Słuchając Ewangelii o mędrcach, którzy przebyli długą drogę, zanim dotarli do nowo narodzonego Jezusa, trochę im zazdrościmy. Ale to nie opis zwykłej krajoznawczej podróży. To przede wszystkim pielgrzymka wiary. Czy w tym też chcielibyśmy ich naśladować? Tej duchowej wędrówki im zazdrościmy?
Taka bywa droga wiary. Mędrcy wyszli z domu jako poganie, a wrócili jako ci, którzy w Jezusie uznali jedynego Króla i Władcę. Jakie są nasze wędrówki codzienne? Gdy rano wstajemy i ruszamy w drogę naszych obowiązków, wieczorem wracamy bardziej wierzący czy bardziej jako poganie?
Popatrzmy na postawę Mędrców ze Wschodu. „Upadli na twarz i oddali Mu pokłon„. Gest Mędrców był znakiem uznania w Jezusie jedynego Króla, Mesjasza. Za tym gestem stoi wytrwałe zdążanie w poszukiwaniu prawdy. Przyjąć Jezusa za swojego Pana oznacza wytrwałość na drodze walki z kłamstwami Złego. Trzeba czuwania, bo te kłamstwa są często 'opakowane’ piękniej niż świąteczne prezenty. Mędrcy mogą nam pomóc dokonać rewizji naszej wiary.
Nasza wiara jest światłem, osobistym powołaniem każdego przez Boga. Moja obecność w Kościele to odpowiedź na zaproszenie przez Boga, a nie przynależność do stowarzyszenia z legitymacją, miesięcznymi składkami i wydarzeniami, w których trzeba brać udział. Wiara to relacja, w której Bóg nas przyciąga, byśmy Go poszukiwali. Wezwanie, które może komplikować całe nasze życie, wstrząsnąć całą skalą moich życiowych wartości, albowiem domaga się, abym przylgnięcie do Boga postawił na szczycie mojego życia i wszystko temu podporządkował. Mędrcy pozostawili swoją ojczyznę i ruszyli w wielką podróż. Czy czuję się osobiście powołany przez Boga? Czy też moja wiara to przynależność do pobożnego stowarzyszenia? Utrwalone schematy, które człowiek wypełnia z przyzwyczajenia… Trzeba wyjść… z zaklętych rewirów lęku i strachu…
Są dwie drogi docierania do Boga. Jedna to przez naturę. Mędrcy obserwowali przyrodę, gwiazda pomogła im wyruszyć w drogę, szukać. Mirosław Hermaszewski to pierwszy i jedyny Polak, który był w kosmosie. W jednym z wywiadów powiedział tak:
„Nie znam nikogo, kto był wierzący i wrócił stamtąd ateistą, ale znam takich, co polecieli w kosmos jako niewierzący, a wrócili z wiarą. Mam tu na myśli głównie kolegów ze Wschodu. Właściwie 95 procent radzieckich kosmonautów nawróciło się„. I dodał: „Jak się na to patrzy z bliska, ma się wtedy wrażenie… Co ja mówię, ma się pewność, że musi być ktoś, kto kręci tą wielką korbą„. Jakby słychać głos Psalmisty: „Gdy patrzę na niebo, dzieło Twoich palców, na księżyc i na gwiazdy, które uczyniłeś, (wtedy pytam): kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz, kim syn człowieka, że Cię tak obchodzi?” (Ps 8, 4-5).
Sam porządek kosmosu jednak nie gwarantuje odnalezienia Boga. Gdy mędrcy byli blisko, świat przyrody stał się niewystarczający. Gwiazda znikła im sprzed oczu. Wtedy posłuchali tego, co mówi Pismo Święte. Pomogli im arcykapłani i uczeni, na rozkaz Heroda. Sami nie słuchali słowa, ale ich przekaz pomógł mędrcom ze Wschodu (można cytować z pamięci Biblię, a nie być wierzącym). Prawdziwą gwiazdą jest dla nas Słowo Boże: pod warunkiem, że jesteśmy mu posłuszni, bo jest głosem Boga, który codziennie zaprasza nas na swoje drogi.
Chrześcijanin – być pomocą dla innych w znalezieniu Jezusa. Mędrcy wrócili do ojczyzny drogą prawdy i z pewnością stali się apostołami Dobrej Nowiny. „Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was”. Św. Paweł z pokorą uznaje, że wszystko, co posiada otrzymał od Boga, z Jego wolnej woli. Nigdy nie chełpi się, jakby coś posiadał dzięki swoim zasługom. Przyznaje, że starał się ze wszystkich sił odpowiedzieć na Bożą łaskę. Świadom swej słabości, jednak z mocnym przekonaniem wyznaje: wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.
A jednocześnie rozumie, że wszystko co otrzymał nie jest na własną tylko korzyść, lecz darem, który ma przekazać dalej, innym, czyniąc ich uczestnikami Bożego obdarowania. Kiedy więc stajemy się przekazicielami otrzymanych darów, stajemy się jak sam Chrystus, Epifanią – objawieniem miłości Ojca, który w swoim Synu daje wierzącym życie wieczne.
Sens święta pięknie objaśnia św. Piotr Chryzolog (+450), który mówi, że kiedy Mędrcy ujrzeli Jezusa, dowiedli swymi darami, że wierzą bez rozprawiania: kadzidłem wyznają w Nim Boga, złotem Króla, a mirrą wieszczą śmierć Jego. Oby to nasze spotkanie dziś z Dziecięciem, do którego przyprowadzili nas Trzej Królowie, napełniło nas odwagą do ciągłego spoglądania w niebo i wybierania prawdziwej gwiazdy wiary w naszej pielgrzymce.
