Co mam czynić?
Pamiętamy treść Ewangelii z ostatniej niedzieli? Św. Jan Chrzciciel zachęcał nas: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego!”. Czy przez ten tydzień stało się to dla nas jasne? Nie zawsze. Przychodzimy więc i pytamy go dziś: – Co mamy czynić? O co chodzi w tym pytaniu?
O to, jak ułożyć właściwie relację z Panem Bogiem. On zawsze na 1-szym miejscu. On wie, jaka droga jest dla mnie najważniejsza. Nie narzuca mi, lecz proponuje. Jednak jeśli idę do Boga, to dlaczego pytam świata „co mam czynić”?! Nie tyle ważna jest treść pytania, lecz kogo pytam, u kogo szukam odpowiedzi. Trzeba dać się przekonać, że nigdy nie będziemy dobrymi sędziami w swojej własnej sprawie, ani lekarzami we własnych chorobach. To prawda, że Bóg dał nam światło, obecne w naszych sumieniach, światło, które czasami jest wyrzutem, mającym nas skłonić do wyboru tego, co najlepsze. Jednak własny ogląd nie jest najlepszym doradcą we właściwym rozwiązywaniu niektórych ważnych spraw. Co więcej, może się zdarzyć, że mamy sumienie zdeformowane (tak często pytamy świata), albo że istnieją w nim pewne ograniczenia, które determinują nasze oceny.
Skąd bowiem biorą się sytuacje życia „wybiórczym chrześcijaństwem”? Były minister mówi, że „Ja jako katolik cieszę się, że tyle dzieci urodziło się metodą in vitro”. Czy on wierzy w Boga, który jest Bogiem życia, a nie śmierci? Skąd biorą się rodzice, którzy mówią: niech te nasze dzieci żyją bez ślubu, niech się poznają, dotrą, takie dzisiaj czasy. Czy oni wierzą w Boga, który mówi: nie cudzołóż, nie traktuj drugiego człowieka jak przedmiot?!
Przychodzimy i pytamy, co mamy czynić, bo nasz Bóg jest blisko. W 1 czyt: „Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz – On zbawi”. Obecność Boga pośród nas (w moim życiu) sprawia, że mogę się trudzić dla Jego chwały i mojego zbawienia. Mogę, bo On jest Mocarzem, który zbawia.
Jezus jest blisko. Zwłaszcza na Eucharystii. Stoi przed tobą, spojrzeniem pełnym miłości patrzy ci w oczy. Jesteś gotowy przyjąć Jego miłość? Jeśli tak, to musisz sobie zadać pytanie: co mam czynić? Uruchom wyobraźnię miłosierdzia. (Jubileuszowy Rok Miłosierdzia: dziś otwarcie Drzwi Miłosierdzia w katedrze). Otworzyć drzwi w moim życiu dla kogoś, kto długo puka…
Grozi nam jednak minimalizm. Bo pytamy: Jakie minimum muszę osiągnąć, aby zostać zbawionym? (To nie skoki narciarskie: ile metrów muszę osiągnąć, aby zakwalifikować się do II serii?). Oczywiście dla zbawienia nie wystarczy wypełniać Dekalogu. Słyszy się nie rzadko: „Nikogo nie zabiłem, niczego nie ukradłem, nie zdradziłem żony/męża, nikogo fałszywie nie oskarżyłem, więc jestem w porządku”. To, co mam czynić to realizować to, co mówi mi Jezus. A to coś więcej niż przykazania, bycie w porządku. Czy nie krzywdzić ludzi to wystarczy, aby uczynić ich szczęśliwymi? Nikogo nie zabiłem, ale czy zrobiłem (w ostatnim czasie) coś sam z siebie, aby ktoś inny mógł żyć godnie? Nie zdradziłem żony/męża, ale czy zrobiłem cokolwiek, by był/była szczęśliwa? Może niczego nie ukradłem, ale czy dałem coś komuś bezinteresownie czy wspomogłem kogoś w potrzebie? Może nikogo fałszywie nie oskarżyłem, ale czy stanąłem w obronie człowieka krzywdzonego, oczernianego, szczególnie wówczas, gdy mogło mnie to kosztować drwinę, wyśmianie, albo i co więcej?
Jezusowe nowe Prawo domaga się nawrócenia naszego serca. Do tego wzywa mnie na tych adwentowych ścieżkach św. Jan Chrzciciel. Stajemy nad Jordanem i wpatrzeni w pokutną postać Jana Chrzciciela uważnie słuchamy: – co powie mi? Co ja mam uczynić konkretnego w prostowaniu moich ścieżek, aby wiodły do Boga? Mieć własną drogę, dostosowaną do moich konkretów życia. Prorok nie każe nam ubierać się w wory pokutne i posypywać głowy popiołem (choć jego życie było bardzo pokutne), nie każe lamentować i płakać nad przeszłością, lecz wzywa do zmiany wobec przyszłości. Pokuta, którą głosi winna być rozpoznawana po jej owocach, a nie po lamentach. Co mam czynić? Może rekolekcje dobrze przeżyte, dobrze przygotowana spowiedź adwentowa mogą nam w tym pomóc. Nawrócenie powinno dokonywać się w tej rzeczywistości, w której żyję. Mamy wykonywać uczciwie wszystkie obowiązki, porzucić to, co w naszym życiu złe, i ufać Bogu. On sam nas znajdzie. Spotkamy Go naszej codzienności.
Radość. Wtedy wejdę na drogę prawdziwej radości. Bo odkryję namacalnie, że Bóg jest Mocarzem, Zwycięzcą i jest blisko – dlatego źródłem mojej radości: Św. Paweł przypomina, że prawdziwa radość jest tylko w Bogu: „Radujcie się zawsze w Panu” (Flp). A prorok Sofoniasz: „Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!”. Bo Bóg jest moim Panem i nie ma innego. Jeśli żyję w przyjaźni (jedności) z Nim i z bliźnimi, nie trudno o radość, nawet w przeciwnościach.
Zanim się zapytam: Co mam czynić? Poproszę: Panie, daj mi jasność widzenia i odwagę działania.
ks. Janusz
