Tęsknota za Bogiem
Czy wiemy, co mówią nam w liturgii kolory? Adwentowy fiolet to kolor nadziei, która w radości pełnej napięcia oczekuje. Wygląda Tego, który jest umiłowanym ponad wszystko. Św. Paweł z więzienia pisze do wspólnoty Kościoła w Filippi: ” Albowiem Bóg jest mi świadkiem, jak gorąco tęsknię za wami wszystkimi ożywiony miłością Chrystusa Jezusa.”
Dziś jedyna „nie-handlowa” niedziela w tym miesiącu. Więcej czasu, aby pomyśleć: W jakim duchu oczekuję Pana: smutku, rezygnacji czy radości? Fiolet to nie kolor smutku, lecz tęsknoty oczekiwania, tęsknoty za Zbawicielem. Bo kto, jeśli nie On zdoła wyprostować ścieżki naszego życia?! Sami tyle razy doświadczamy bezradności; poddajemy się lub tylko narzekamy.
Prorocy przynoszą zapowiedź i dla nas: „Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana” (1 czyt.). To nie my własnym wysiłkiem, lecz Bóg działa w nas, z naszą pomocą. Nam się wydaje, że wystarczą same praktyki religijne.
Być pobożnym to za mało. Chodzić co niedzielę na Mszę, spowiadać się regularnie, modlić, uczestniczyć w pielgrzymkach, przynależeć do wspólnoty czy grupy modlitewnej. Wydaje się nam, że prowadzimy przykładne życie (co więc może nam powiedzieć Jan Chrzciciel?!). Praktykujący. Ale czy wierzący? Wiara jest sprawdzana przez Boga w różnych życiowych, burzowych sytuacjach. Konkretach życia.
Ewangelia nie jest podręcznikiem historii. Ale dziś przynosi fakty historyczne. Przyjście Zbawiciela to fakt historyczny. To także historia naszego życia, konkretnego życia, niepowtarzalnego. My sami piszemy jego historię, lecz sens temu życiu nadaje Jezus Chrystus (Flp: „Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa”). To nie coś abstrakcyjnego. Czasami nam się wydaje, że tylko świat fizyki, materii, chemii jest jedynie realny, a świat ducha jakimś urojeniem. Historia Jezusa się rozpoczęła i trwa do dziś. Nie da się jej zaliczyć do mitów, bo ma zbyt wiele dowodów historycznych. Nie da się jej również sprowadzić do filozoficznego systemu, bo jest prostą opowieścią o tym, co się dokonało, i wynikających z tego konsekwencjach.
I dziś Ewangelia realizuje się w naszej rzeczywistości. Można bardzo dokładnie podać zarówno czas, jak i miejsce jej wcielania w życie. Wydarzenia zbawcze dokonują się w grudniu 2018 roku w Rudniku, na Dożynkowej, Narcyzowej, Goździkowej czy Kosynierów. Bóg współpracuje z ludźmi, mieszka w wielu świątyniach, wędruje ulicami miast i wiejskimi drogami. Słowo Boże jest kierowane do konkretnych ludzi: Andrzeja, Pawła, Teresy, Ewy, Haliny. To nie mit, to nie filozofia, to konkretne wezwanie Boga do realizacji życia w ścisłej współpracy z Nim. Słowo Boże dociera do cierpiących w szpitalach, zamkniętych w więziennej i klasztornej celi, do matki, która rodzi dziecko, i do starca szukającego oparcia w lasce. Wydarzenie trwa. Nie da się go wymazać z dziejów świata. Bóg w nie wkroczył i zostanie aż do skończenia historii.
Dlatego Kościół nie zaprzestaje pełnić misji prorockiej. Jak Jan Chrzciciel. Wezwanie do nawrócenia: dla mnie osobiście, przeze mnie do innych. Co głosi Jan? Zbawienie, moc Boga, coś, co przychodzi, ale musi zostać przyjęte….Co konkretnie robię na przyjście Pana, bo już 2 niedziela adwentu…? Odpowiedź tkwi w tym, gdzie: Moje tęsknoty.
Żeby móc tak nareszcie uprościć,
jedną miłość wybrać z wielu miłości,
jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą,
z zim na łyżwach – tę jedną szczęśliwą,
z psów kudłatych – najwierniejsze psisko,
z prac doktorskich – jasną nade wszystko
To bliziutko już od tej prostoty
do jedynej za Bogiem tęsknoty (ks. J. Twardowski)
Jakie są moje tęsknoty, za czym tęsknię? Są takie, w większości, które poza chwilową przyjemnością, nie przynoszą niczego pożytecznego. Są tęsknotami smutnymi. Są takie, które utrzymują nadzieję. Jeśli wyglądamy Boga, za Nim tęsknimy – umacnia się nadzieja. Inne zaś mogą niestety prowadzić do grzechu swojego lub cudzego….
Przychodzi ZBAWIENIE. Aby zdać sobie sprawę z tego, potrzeba CISZY. Może takie postanowienie na ten Adwent? Aby usłyszeć głos wołającego na pustyni. („Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego„). Hałas uniemożliwia usłyszeć ten głos. Cisza jest konieczna, bo przychodzi SŁOWO. Ma tyle do powiedzenia każdemu z nas: o miłości Ojca, która Go posyła i chce być przyjęta; o darze pokoju; o świętowaniu. Boże Narodzenie. Nie pozwól, aby na to słowo Boże Narodzenie jedyną myślą było „jaki prezent… jakie drzewko…jakie menu na święta„. Jak Żydzi: oczekiwali na Mesjasza, a mieli Go tak blisko… My szukamy nie wiadomo czego – balon– (ciągłej nowości życia, ciągłych nowych wrażeń: trudno napompować, a jedna szpilka z nim kończy), a w Nim mamy wszystko. Od tych najbliższych dni zależy, jaki smak będzie miało dla nas Boże Narodzenie: jednej kolacji więcej czy duchowego odrodzenia i radości.
Jak Maryja przeżywała swój adwent? Jak Ona czekała na Syna-Mesjasza? Msze roratnie niech nam pomogą przeżywać nasz adwent.
