Kategorie
Homilia

CHRZEST PAŃSKI – „C”

Oczami wiary patrząc: stoimy nad Jordanem. Widzimy jak ludzie garną się do Jana Chrzciciela, który udziela chrztu nawrócenia i pokuty. Przyjmujący wyznawali swoje grzechy i błagali Boga o miłosierdzie. „Ja was chrzczę wodą – wyjaśniał Jan –  lecz idzie mocniejszy ode mnie (…). On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”. My właśnie zostaliśmy ochrzczeni Duchem Świętym i ogniem: ogniem Bożej miłości do człowieka, ogniem, który realnie oczyścił nas z naszych grzechów; więcej – uczynił nas dziećmi Bożymi. I otworzył przed nami drogę podążania za Jezusem: choćby spotkania z Nim w innych sakramentach (chrzest = brama sakramentów).

Nie da się zrozumieć chrztu bez wiary! Od niej zależy, czy widzimy chrzest jako błogosławieństwo, wyzwolenie czy też jako przekleństwo, popadnięcie w niewolę Boga? Spotykamy coraz więcej młodych rodziców, ochrzczonych, którzy nie chcą chrzcić swoich dzieci. Jakiż mają obraz Boga??!

Ze zdziwieniem i niedowierzaniem słucham czasami rodziców, pozornie logicznie perorujących: „Nie chrzczę swojego dziecka bo nie chcę go przymuszać do czegoś czego ono w dojrzałym wieku samo by nie wybrało”. Jakżeż można nie chcieć dla dziecka dobra, łaski, odrodzenia, dziecięctwa Bożego? Jakżeż można być tak naiwnym i ślepym? Dlaczego matka kąpie i przewija swoje dziecko, karmi go różnego rodzaju odżywkami i nie czeka aż dziecko świadomie wybierze samo to, co najlepsze dla niego? Dlaczego rodzice posyłają dziecko (czasami nawet wbrew jego woli) do szkoły, na naukę śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, czy na rytmikę i nie czekają aż dziecko samo wybierze najlepszy dla niego rodzaj edukacji? Co za przewrotne usprawiedliwienie? I to w ustach katolików, wierzących, deklarujących się jako dzieci Boże. Najprawdopodobniej sami rodzice nie pojęli, nie zrozumieli łaski Sakramentu Chrztu, i dlatego w tak bezmyślny sposób odmawiają tej łaski swojemu dziecku.

Był rok 1986. Św. Jan Paweł II, papież pielgrzym, po raz drugi udał się do Francji, jednego z pierwszych ochrzczonych narodów, by przypomnieć im ich duchowe bogactwo chrześcijańskich tradycji. I zadał im wtedy to wstrząsające pytanie: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”.!

Czy dziś nie musiałby ich wypowiedzieć w Polsce…? Kryzys myślenia chrześcijańskiego na skutek ulegania ideologiom wszelakich przyjemności. Zabierz dziś człowiekowi internet, gry, chipsy i coca colę… i on już nie wie, po co żyje… Stąd może ucieczka przed wiarą, bo ona przypomina, byśmy „wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie” (2 czyt: Tt 2, 11-12).

Chrześcijaninie, co uczyniłeś ze swoim chrztem?„. Już nie pytam o to, czy pamiętasz datę swojego chrztu. Ale może warto dziś na nowo uświadomić sobie, jak wielki dar otrzymaliśmy. „Nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym” – darmowo otrzymaliśmy dar wejścia na drogę zbawienia. Przyjęliśmy go w dzieciństwie, dlatego może nie za bardzo jesteśmy świadomi, co się w nim dokonuje i być może dlatego z trudnością oddajemy swoje życie Zbawicielowi i z oporem napełniamy się Duchem Świętym. Dziś jednak poczujmy, że jesteśmy Bożą świątynią i dziedzicami życia wiecznego!

Chrzest to nie tylko poddanie się obrzędowi obmycia z winy. Oznacza stanie się podobnym do Chrystusa. Chrzest domaga się codziennego opowiedzenia się za Chrystusem, chociaż na pierwszy rzut oka nie widać, który człowiek jest ochrzczony, a który nie. Wizytówką chrześcijanina jest nieustanne nawracanie się i życie zgodne z przykazaniami. Chrzest wprowadza nas na drogę, którą Bóg dopełni na końcu czasów. Moja obecność w świecie ma mieć charakter chrześcijański. Skoro tak wielką wagę przywiązujemy do wachlarza kart w naszych wizytownikach, dlaczego nie mamy przykładać jej do najważniejszego sakramentu? W końcu gdyby nie ten sakrament, nie moglibyśmy powiedzieć, że przyoblekliśmy się w Chrystusa. To on nadaje nam niezbywalną godność dziecka Bożego!

Historia opowiada, jak wychowawczyni francuskiej księżniczki Marii Ludwiki skarciła kiedyś swoją wychowankę. Księżniczka zapytała niegrzecznie: „Czyż ja nie jestem córką króla?” Wychowawczyni szybko odpowiedziała: „A ja? Czy nie jestem córką twojego i mojego Boga? – każdy z nas przez chrzest staje się córką czy synem naszego Boga. Spojrzyj na siebie tak, jak Bóg widzi ciebie.

Czas. Powrotu na właściwą drogę – Chrztu: bycia uczniem Mistrza. Jedynego. W jedyny sposób: naśladując Go w Jego miłości służby i uniżenia. Także do nas, jako przybranych dzieci Ojca, skierowane są słowa: Tyś jest mój syn umiłowany… córka umiłowana… Chociaż liturgiczny czas Narodzenia Pańskiego dobiega już końca, duch tego okresu – wzrost w darze Bożego dziecięctwa – ma w nas pozostać na stałe.