Czy pamiętasz twoje najważniejsze, niepowtarzalne „Boże Narodzenie”? Raczej nie – z wyjątkami. Bo byłeś wtedy niemowlakiem. Bo takim momentem był chrzest każdego z nas. To wtedy Bóg narodził się w naszej duszy. To wtedy nie tylko obmył mnie z grzechu pierworodnego, ale przede wszystkim napełnił moje serce swoim życiem. Zanurzeni w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, zostaliśmy prawdziwie obdarowani życiem Bożym. Czy ono wciąż się w nas rozwija? Czy dialog Boga ze mną jest kontynuowany? Jest to dialog dziecka z Ojcem: Bóg uczynił mnie swoim dzieckiem. Wsłuchując się w proroctwo Izajasza: „To mówi Pan: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie” – takie słowa padły przy okazji mojego chrztu. Sługa i wybrany. Sługą Miłości, jak Jego Syn. Wybranym, bo to Bóg uczynił mnie swym dzieckiem, On wybrał mnie. U początku mojego prawdziwego istnienia jest Boże upodobanie. Jeśli o tym głębiej pomyślę, to odkrywam prawdziwy obraz Boga. Kiedy widzisz własne słabości, niewierności, których się wstydzisz, za które żałujesz… Zawsze wtedy myśl o tym, że fakt, iż cieszę się Bożym upodobaniem jest punktem zwrotnym, powrotem do jedności, na ścieżki życia.
Chrzest to nie tylko poddanie się obrzędowi obmycia z winy, oznacza stanie się podobnym do Chrystusa. Chrzest domaga się codziennego opowiedzenia się za Chrystusem, chociaż na pierwszy rzut oka nie widać, który człowiek jest ochrzczony, a który nie. Wizytówką chrześcijanina jest nieustanne nawracanie się i życie zgodne z przykazaniami. Chrzest wprowadza nas na drogę, którą Bóg dopełni na końcu czasów. Moja obecność w świecie ma mieć charakter chrześcijański. Skoro tak wielką wagę przywiązujemy do wachlarza kart w naszych wizytownikach (znajomości) czy kart w portfelach (bogactwo), dlaczego nie mamy przykładać jej do najważniejszego sakramentu? W końcu gdyby nie ten sakrament, nie moglibyśmy powiedzieć, że przyoblekliśmy się w Chrystusa.
Równość przed Bogiem. „Bóg naprawdę nie ma względu na osoby” Nie oznacza to jednak zginięcia w tłumie przeciętności czy bylejakości. „Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie”. Brama chrztu to nie tylko przywileje i godności (dziecka Bożego), ale również obowiązki. I tu może się okazać, że jestem człowiekiem podszytym lękiem czy strachem. Obawą przed tym, że Bóg za bardzo zmieni moje życie, jeśli będę żył w bojaźni Bożej. Ale przecież nasza normalność to trud życiowych zmagań. Szukanie pracy lub trudna jej atmosfera, nieposłuszeństwo dzieci, trudności ekonomiczne, własny nałóg. Nic dziwnego, że może powstać w sercu beznadzieja lub lęk. Jezus nie zapomina jednak o swoich uczniach. On w takich sytuacjach jest obok i mówi mi: Odwagi, Ja jestem, nie bój się! Trzeba mi w takich sytuacjach podnieść wzrok i spojrzeć Mu w oczy. Pewność miłości, którą tam zobaczę, będzie dostatecznym wzmocnieniem na ten konkretny trud.
Trud rozwijania własnej wiary, ale i jej przekaz. Ale i odpowiedzialność miłości za innych. Odpowiedzialność za rodzinę. Odpowiedzialność za Kościół w Polsce (1050. rocznica chrztu). Za parafię: bo włączenie w Kościół dokonuje się w konkretnej wspólnocie. Mam wobec niej pewne obowiązki, ale również ma swoje prawa. Ta wspólnota ma mnie wspierać w rozwoju życia religijnego. Ja zaś mam obowiązek aktywnie włączać się w jej życie, współpracować, troszczyć się również o to, co złączone jest z materialną troską o kościół i życie parafialne. Tak będzie, jeśli z wiarą spojrzę na swój sakrament chrztu.
Jeden z księży opowiadał takie zdarzenie z sakramentu chrztu. Duża wielkomiejska parafia. Obrzęd wstępny. „- O co prosicie Kościół Boży dla swojego dziecka? – zapytał jedną z rodzin trzymających niemowlę do chrztu.
Pytanie adresowane do rodziców i chrzestnych. Wydaje się być rutynowym. Odpowiedź nie była jednak szablonowa. – O zdrówko, proszę księdza – wypalił po chwili namysłu ojciec dziecka. Jego żona, widząc zakłopotanie księdza, przyszła mu w sukurs: – No i żeby mu się w życiu ułożyło, bo wie ksiądz, takie trudne czasy…. Odpowiedź nie z rytuału. Wobec takiej sytuacji ksiądz też odstąpił od rytuału. Podał ojcu adres najbliższej spółdzielni lekarskiej, matce zaś poradził, aby zagrała w najbliższych zakładach Lotto – była akurat kumulacja.
Rodzice: Co jest waszą motywacją, gdy przynosicie swoje dziecko do chrztu? Aby nie miało w życiu kłopotów, by Bóg się nim opiekował, by bez przeszkód mogło przyjąć kolejne sakramenty. Może też – bardziej ambitnie – by dostąpiło łaski obmycia z grzechu pierworodnego, stało się dzieckiem Bożymi i weszło do wspólnoty Kościoła. Ale zawsze jest to motywacja egocentryczna: coś od Boga otrzymać. Jakie więc jest tu odniesienie do życia Chrystusa?
Patrząc na życie nas, ochrzczonych, powiedzmy sobie to raz jeszcze, jasno: Celem chrztu jest świętość, czyli całkowita przynależność do Chrystusa – w życiu i śmierci. Przyjmowanie chrztu z innym motywów jest tragiczną pomyłką. Zawsze jednak można ten motyw na nowo odnaleźć i pogłębić. Dziś Bóg daje mi taką szansę. Skorzystam?
Kategorie
