Kategorie
Homilia

Boże Narodzenie 2025

Które to już twoje Boże Narodzenie…? Znowu to samo. Tylko powtórka? Życie człowieka tu na ziemi jest cykliczne, jak przyroda. Oto kolejny etap przed nami. Przychodzimy, aby na ten kolejny narodził się Bóg w sercu człowieka – by potwierdzić i umocnić swoją wiarę; by na nowo spojrzeć w niebo i zobaczyć cel życia; by odnowić relacje – z Bogiem i z ludźmi. Przychodzimy w ciemności… obyśmy wyszli w świetle.. Przychodzimy ze świata paradoksów:

Świat: im więcej jupiterów, neonów, żarówek, tym ciemniej dla człowieka – bo trzyma się tylko światła zewnętrznego, a zapomina o wewnętrznym. Widzi przed sobą drogę, ale nie wie, dokąd iść trzeba. Black out – nasza zależność od energii elektrycznej, cywilizacji. Boże Narodzenie – nasza zależność od Pana Boga. Pierwsza budzi lęk, druga daje zawsze nadzieję.

Ciemność budzi lęk, niepewność. Potrzebuje światła, aby je rozjaśnić, dodać odwagi, ukazać drogę. Boże Narodzenie: Przychodzi „Światłość”, która w ciemności świeci. Przychodzi, abyśmy i my mogli zatriumfować nad ciemnością. Ciemność podczas rorat zapowiedzią i oczekiwaniem.

W noc narodzenia Jezusa wydawało się, że ciemność zwycięża. Józef i Maryja nie mogli znaleźć bezpiecznego, czystego miejsca, gdzie mógłby On przyjść na świat. Musieli zadowolić się grotą i żłobem. Ciemność egoizmu, jakie opanowały mieszkańców Betlejem – tej rodowej miejscowości króla Dawida, były tak straszne, że nawet widok kobiety mającej urodzić dziecko nie pobudziło ich do ludzkiego odruchu. Tak nieludzki robi się nasz świat, kiedy ludzie zapominają o Bogu. Aż tak mogą stwardnieć nasze serca, kiedy mało obchodzi nas to, żeśmy stworzeni na obraz Boga, który jest miłością.

 Do takiego właśnie świata Bóg przysyła swego Syna, aby nas ratować. Do świata opanowanego przez egoizm i znieczulicę – do świata, w którym ludzie biedni i słabi są marginalizowani, bo przedtem w świecie tym zmarginalizowano Pana Boga. Radość Bożego Narodzenia to przede wszystkim radość nas grzeszników, że Bóg nas kocha, mimo że jesteśmy grzesznikami. Jest coś symbolicznego w tym, że Jezus, Syn Boży, nie urodził się w ludzkim domu, ale w stajni. Otóż Bóg nas kocha, mimo że jesteśmy grzesznikami, ale kocha po to, żeby nas z grzechu wyzwolić. Przez to pragnie uczynić nasz świat bardziej ludzkim.

Tej nocy (dniu) słyszymy: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką”. Tam, gdzie jest Bóg, tam jest radość, a właściwie samo źródło radości. Tam jest też wezwanie, by się nie bać podejść bliżej. Taki jest sens świąt: odkryć w Bogu Wcielonym radość swojego życia oraz nie bać się zbliżyć do Niego i wybrać Go na nowo. To przesłanie prędzej przyjmują ludzie prości – jak pasterze.

Prezenty – Jezus największym. Znak bycia obdarowanymi, chcemy to naśladować wobec tych, których kochamy. Podarki dajemy bez metki z ceną. Po co bowiem miałby ktoś się zamartwiać, że się wykosztowaliśmy? Miłość zawsze kosztuje, choć nie podlega wycenie. Nietaktem lub pychą byłoby eksponowanie własnego poświęcenia. Najważniejsze, by dar pochodził z serca.

W sielance Bożego Narodzenia nie zapomnijmy o cenie tej Bożej miłości. Konsekwencja przyjęcia człowieczeństwa oznacza bowiem – nawet dla Boga – zgodę na cierpienie i śmierć. Jakby na rewersie żłóbka pojawia się krzyż. Ceną Bożego Narodzenia jest Wielki Piątek. Możemy to zrozumieć, gdy widzimy żłóbek obok ołtarza, na którym będzie sprawowana Najświętsza Ofiara. Ta pełna prawda chroni nas przed popadaniem w religijny sentymentalizm i złudzenie, jakoby Bóg przyszedł na świat tylko w gościnę, tylko posłuchać kolęd i pastorałek. To jest tajemnica Bożego Narodzenia – bezmiaru zbawczej miłości Boga.

Betlejem zatem nie jest miejscem z kartki świątecznej, ale stanem serca, w którym człowiek przestaje udawać. Dzieje się tam, gdzie ktoś w końcu przestaje wszystko kontrolować. W świecie, który każe nam mieć plan na każdą sytuację, przyznać się do bezradności to akt odwagi. Właśnie w tej bezradności rodzi się możliwość spotkania. Bo Bóg potrzebuje od nas gotowości, potrzebuje przestrzeni. A ta pojawia się wtedy, gdy przestajemy udowadniać, że damy radę sami.

Boże Narodzenie dziś: Więc jeśli dziś idziesz w ciemno, jeśli czujesz się zagubiony, to nie znaczy, że wszystko stracone. To znaczy, że jesteś w drodze – tej samej, którą szli Maryja i Józef. I choć nie masz mapy, masz to, co najważniejsze: pragnienie, by dojść. Może nie wiesz, dokąd, ale wiesz, z kim. A to wystarczy. Bo Bóg nie wybiera wygodnych przestrzeni, lecz te najbardziej nieoczywiste. Wchodzi w miejsca, gdzie nie spodziewa się Go już nikt, żebyśmy zrozumieli, że On nie jest „tam”, ale „tu”. W naszym zmęczeniu, w naszej bezsilności, w naszej drodze, która – choć trudna – prowadzi dokładnie tam, gdzie rodzi się życie. Może więc Betlejem jest bliżej niż myślisz. Czeka tuż za rogiem twojego dnia, w tej chwili, w której wreszcie odważysz się przestać grać silnego i po prostu powiesz: „Chodź ze mną, Jezu”. I wtedy wszystko zacznie się naprawdę. Przychodzimy w ciemności… teraz wyjdziemy w świetle..

Leon XIV: Najmniejszy – Jezus z Nazaretu, będzie nas prowadził! On, który oddał się w nasze ręce, od nocy swoich narodzin do ciemnej godziny śmierci na krzyżu, jaśnieje w naszej historii jak wschodzące Słońce.

Jak bardzo przyjście dziecka na świat zmienia życie małżonków! Tak powinno być z każdym przyjściem na świat Jezusa Chrystusa w życiu każdego z nas. Jeśli dziś świadomie w wolności powiesz: „Chodź ze mną, Jezu”, wyjdziesz z nadzieją, że On, wschodzące Słońce, może cię wyprowadzić z każdej ciemności.