Kategorie
Homilia

Boże Narodzenie 2024

Iść do Betlejem za pasterzami…

Różni są bohaterowie Bożego Narodzenia. Oni uczą nas jak wchodzić w głąb tej tajemnicy. Zatrzymać się, aby napełnić serca prawdziwą radością i prawdziwym pokojem. Odnowić się na kolejny odcinek naszego życia. Dziś tymi bohaterami niech będą PASTERZE.

Nie bójcie się” mówi anioł Pański do pasterzy – i do nas – w tę świętą noc (święty dzień). Czytaliśmy przez wigilijnej wieczerzy: „Nie bójcie się, oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan”. Dlaczego mielibyśmy się bać, kiedy wiemy, że Bóg jest Emmanuelem: Bogiem z nami?! „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam!” (Rdz 8, 31).

To, co świętujemy tej nocy (w tym dniu) daje nam argument za tym, aby się nie bać – świat nie jest już pusty, życie nie jest bezsensowne; ciemności nie są już ciemne; – ponieważ teraz Światło świeci w ciemności, a ciemność jej nie ogarnęła (J 1, 5). Światło jest silniejsze niż ciemność!

Pasterze, z tą niebiańską radością w sercu po słowach anioła, które wzbudziły w ich sercach wielkie oczekiwanie, mówią do siebie nawzajem: „Pójdźmy do Betlejem, i zobaczmy to słowo (w gr. oryginale), które tam się zdarzyło”. Nie to, które wypowiedział anioł: ono zabrzmiało i już go nie słychać. Oni chcą zobaczyć zawartość słowa – nowo narodzone Dziecię, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. Chcą widzieć Słowo, które zostało nie tylko wypowiedziane, ale uczynione. Słowo, które nie tylko można usłyszeć, ale i zobaczyć. Marzyciele?

Realizm pasterzy. Pasterze dają nam dowód godnego podziwu realizmu. Nie zostają na miejscu, wpatrując się w niebo, jak uczniowie po Wniebowstąpieniu Chrystusa. Nie wołają za aniołami, aby wrócili. Nie rozmawiają i nie marzą o tym niebiańskim koncercie, jaki usłyszeli. Nie, oni udają się w drogę, jak Maryja, która idzie do Elżbiety po rozmowie z aniołem. Pasterze zostawiają niebo za sobą i zwracają się ku znakowi, który został im dany. I to jaki znak! Dziecię, które w końcu znajdują nie jest osobliwym dzieckiem. Nie otacza Go światłość, nie wyciąga rączek i nie uśmiecha się do pasterzy, jak Dzieciątko Jezus na naszych kartkach świątecznych. To zwyczajne, nowo narodzone Dziecko. Żłób też nie przypomina o wyśpiewujących chwałę aniołach. Wszystko jest tak powszednie, jak tylko być może. Jak nasze powszednie życie! – Dziś cud??!!

W historii chrześcijaństwa wydarzyło się wiele cudów i dziwów. Lecz kiedy wydarza się to niepojęte, gdy Bóg staje się człowiekiem, dzieje się to w największej prostocie, bez sensacyjnych dodatkowych zjawisk. Tu nie potrzeba zewnętrznych cudów. Samo stanie się Boga człowiekiem to cud największy. Cud tak wielki, tak zdumiewający, że nawet wieczności nie starczy, aby go zrozumieć. Jednak dla Boga jest to tak oczywiste, tak naturalne, że On nie ma potrzeby nadawać temu rozgłosu. Przychodzi na świat tak samo, jak każdy inny człowiek.

Czy pasterze są rozczarowani? Ewangeliści nic o tym nie wspominają. Bo to wielki kontrast. Byli świadkami wielkiego radosnego koncertu aniołów. A tu w małej grocie małe, ciche, bezbronne Dzieciątko. Nie ma żadnej relacji pomiędzy obu wydarzeniami? Jest. Bo to był znak, i znak się zgadza! Pasterze nie są zawiedzeni. Ewangelista Łukasz opowiada, że wielbili i wysławiali Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli. Oto prości, niewykształceni ludzie stają bliżej Boga niż mędrcy i uczeni. Kiedy widzą, że znak się zgadza, są szczęśliwi. Rozpoznają oczekiwanego Mesjasza w nowo narodzonym Dziecku.

Dlaczego pasterzom jako pierwszym Bóg ukazuje się w maleńkim Dziecięciu? Bo dla nich ich droga do żłóbka jest krótka. Natomiast dla mędrców ze wschodu będzie długa i kiedy w końcu dotrą, pewnie Dziecko nie będzie leżeć już w żłobie. Bogaci zawsze mają do pokonania więcej przeszkód. Muszą najpierw przejść przez te swoje bogactwa: pieniądze albo wiedzę, kompetencje, gotowe wyobrażenia o Bogu. Mali i biedni czują się u Boga jak w domu bardziej niż ci wielcy. Wszystko tłumaczy miłość. Bo z miłości Bóg odarł się ze swojej chwały i stał się równie ubogim jak my.

Aby znaleźć dziecko i rozpoznać w nim Boga, musimy przejść tę samą drogę, co pasterze. Dopóki trzymamy się naszej wielkości i uzdolnień, nie mamy co liczyć na znalezienie dziecka, które jest Bogiem. Tylko dziecko jest w stanie zrozumieć dziecko.

Czy to nie jest zabawne, że kiedy tak wielki Bóg chce stać się taki mały, my, tacy mali, chcemy robić z siebie wielkich? Czy nie ośmieszamy się, trzymając się mocno mądrości świata, kiedy Bóg dopuszcza się takiego szaleństwa miłości? Czy jesteśmy dziećmi w dostatecznym stopniu, aby zrozumieć to Dziecko w żłobie? Czy jesteśmy dostatecznie prości i otwarci, by oczekiwać całej radości od tego z pozoru bezsilnego Dziecka? Czy jesteśmy wystarczająco mali, by ośmielić się klęknąć przed żłobem i adorować naszego Boga w tym Dziecięciu? (Pokorni, aby odnaleźć Go w drugim człowieku – Ewelina i jej mama)

Mała Ewelina – mieszka w jednym z domów. Na skutek pewnej wady chromosowej, nie rozwija się normalnie, tak pod względem fizycznym jak i intelektualnym. Mimo dorosłego wieku pozostała dzieckiem.

W świetle przyjścia na świat Zbawiciela, można by zapytać: dlaczego Bóg na to pozwala? Dlaczego zdarzają się takie niezasłużone i przejmujące podarki dla codziennego losu tylu dobrych rodzin?

Zrozumiesz, jeśli z daleka przyjrzysz się matce Eweliny. Klęcząc przed swoją córką – pełna łagodnej miłości – zajęta jest podawaniem jej śniadania.

Kiedy na nią popatrzysz, zrozumiesz, że istnieją prawdziwe adoracje Jezusa. Nieustanne adoracje, które wyśpiewują miłość do rzeczywistej Obecności Jezusa. Nie tylko przed białą Hostią Eucharystii na ołtarzach klasztorów klauzurowych, gdzie ciągle ktoś adoruje. Ale również przed milczącym codziennym Krzyżem, ukrytym w sercu tylu rodzin chrześcijańskich, ciężko doświadczonych. Jest to Tajemnica Miłości. – Trzeba nam uklęknąć przed żłóbkiem, przed Nowonarodzonym, aby tę tajemnicę odrobinę więcej zrozumieć.

Starsi wspominamy, jak to w naszych czasach świętowano Boże Narodzenie. Nie wolno jednak zatrzymać się na wspominaniu przeszłości, lecz trzeba otworzyć się na przyjście i działanie Zbawiciela. Są tacy, którzy świętują Boże Narodzenie bez Jezusa. Bez sensu. My w Nim szukamy sensu, dlatego tu jesteśmy. Przychodzi Miłość i apeluje do mojej wolności: przyjmij Mnie!

 „Nadszedł dla Maryi czas rozwiązania”. I dla nas nadszedł czas, aby ponownie uświadomić sobie: potrzebuję Zbawiciela, który rozwiąże w mym życiu to, co po ludzku jest niemożliwe. Gdzie Go odnaleźć? Nie w blasku fleszy, na agorach świata, lecz na jego peryferiach, w zwierzęcej stajni. Słowo stało się ciałem. Rodzi się Słowo, a dla Jego zrozumienia nie potrzeba znajomości języków. Każdy z  nas może je zrozumieć i wypowiedzieć. Pragnie zamieszkać w każdym z nas, aby nauczyć nas języka miłości wiernej, ofiarnej i przemieniającej. Przyjmijmy Je dziś i cierpliwie każdego dnia, by Bóg stał się wszystkim we wszystkich.