Kategorie
Katecheza - Rok wiary

8. Wierzę w Boga (3)

W 3 rozdziale Księgi Rodzaju odnajdziemy opis grzechu pierworodnego. Dobrze znamy tę historię. Zwróćmy uwagę na coś w niej bardzo ważnego: to, że Adam i Ewa usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w porze popołudniowej bryzy i przestraszyli się. Dlatego też ukryli się wśród drzew. Nie mamy wątpliwości co do prawdziwości samej historii. Skąd mamy taką pewność? Otóż historia Upadku jest tą samą historią, której praktycznie wszyscy doświadczamy. Historia upadku to dramat, gdzie my sami często jesteśmy aktorami. I kiedy grzeszymy, wówczas myślenie o Bogu staje się dla nas niewygodne, niepokoi nas i staramy się o Nim zapomnieć. To samo powtarza się w wymiarze ogólnym: ludzkość, która grzeszy stara się jak najszybciej zapomnieć o Bogu. Lecz patrząc wzdłuż długiej alei drzew, na końcu zawsze będzie widzieć to samo: oblicze Boga. Nie może uciec przed Nim- mimo czynionych wysiłków.

Co to wszystko oznacza w naszym rozważaniu o Credo? To mianowicie, że jeśli nawet nie dotarłoby do nas objawienie przez Jezusa Chrystusa, to czy nam się to podoba czy nie – jeśli jesteśmy szczerzy wobec samych siebie – musimy uznać istnienie Pana Boga. Popatrzmy na wszystko, co Pan Bóg stworzył, a pośród czego przebiega nasze życie: to wszystko prowadzi nas do uznania tego, że Pan Bóg istnieje.

Gdzieś głęboko w człowieku zakorzenione jest zwyczaj pytania: dlaczego? Wielu z nas będąc dziećmi zostało ukaranych za zadawanie mnóstwa tego rodzaju pytań. Ale to przecież w ten sposób, poprzez stawianie pytań, rozwija się wszelka wiedza. Cokolwiek ma miejsce, dzieje się lub zaistnieje, posiada swój powód. Jeśli w tym pytaniu jesteśmy bardzo dociekliwi, otrzymamy długi łańcuch przyczyn, z których kolejna zależy od poprzedniej. Dlaczego spóźniłeś się na autobus? Bo nie znałem dokładnej godziny odjazdu. Dlaczego nie kupiłeś sobie rozkładu jazdy? Bo wydałem dużo na zakup innych rzeczy. Dlaczego masz tak mało pieniędzy? Bo od pewnego czasu nie mam pracy i jestem na zasiłku dla bezrobotnych… Można by bez końca mnożyć pytania, ale i tak nie dojdziemy do końca tego łańcucha przyczyn. Lecz nie może on ciągnąć się w nieskończoność. Musi istnieć Pierwsza Przyczyna, która nie jest spowodowana przez żadną inną. Tą Pierwszą Przyczyną jest Pan Bóg. Spogląda na nas jak usiłujemy uciec od Niego, przygląda się nam, jak w gąszczu życiowych przypadków usiłujemy uniezależnić się od Niego. Dlatego też przypomina nam, że to On jest naszym Stwórcą i że my nie uczyniliśmy samych siebie.

<<Dobrze>> powiedzą naukowcy, <<zostawmy w spokoju ten łańcuch przyczyn i skutków. Wystarczy nam ten wspaniały porządek jaki panuje w świecie stworzonym>>. Lecz już nasza pobieżna obserwacja życia potwierdza nam, że to nie wystarczy. Porządek może powstać jedynie w umyśle. Powstaje więc pytanie: kto zaprowadził taki porządek w naturze, który my odkrywamy za pomocą instrumentów badawczych? Jeśli weźmiemy jakąś rzecz wyprodukowaną przez człowieka (np. żyletkę) i element przyrody (np. liść) i porównamy je pod dokładnym mikroskopem, zobaczymy, że wytwór ludzki wcale nie jest taki idealnie gładki, natomiast takim jest właśnie liść. Kto go uczynił? Ani ty, ani ja. Im dokładniej obserwujemy przyrodę, tym bardziej dochodzimy do wniosku, że porządek w niej panujący musi być dziełem umysłu w nieskończoność przekraczającego umysł człowieka. Ten Umysł stwórczy to właśnie Bóg. Tak więc przeszliśmy kolejną aleją ludzkiego myślenia i ponownie na jej końcu widzimy Jego oblicze.

Spróbujmy dalej analizować historię świata, w którym żyjemy. Człowiek często zadaje sobie pytanie: po co istnieję, co ja tutaj robię? Wiem, że krowa jest po to, aby dawała mi mleko, owca wełnę, a pszczoła miód. A ja – co mam dać i komu? Czy postawiłeś sobie kiedykolwiek, ale tak naprawdę pytanie: jaki jest sens mojego życia? Być może, że zaświtała ci bardzo łatwa odpowiedź. Np. <<moje życie sprawia, że moja matka czuje się szczęśliwa, bo gdyby coś się mi stało, bardzo by to przeżywała>>. Nasuwa się wówczas kolejne pytanie: jaki jest sens istnienia mojej matki? Nie możesz odpowiedzieć: aby mnie uszczęśliwić, gdyż wtedy koło by się zamknęło. Ostatecznie musi istnieć Ktoś, któremu podporządkowane jest wszystko, co istnieje. Jest nim Bóg. I znowu odnaleźliśmy Go na końcu alei pełnej drzew (którymi są te niekończące się nasze pytania), gdzie czekał na nas On, nasz Bóg.

Te pytania nie wyczerpują jeszcze bogactwa naszego życia. Ktoś bowiem może zastanawiać się nad innym jeszcze problemem. <<Jak to jest z tym Dobrem i Złem? Co oznacza, że jest moim obowiązkiem czynić to lub tamto? Często jest tak, że nie zgadza się to z tym, co ja chcę robić. Obowiązek staje się wtedy czymś abstrakcyjnym, a nasze życie jest przecież bardzo konkretne. Mam więc być posłusznym jakimś abstrakcyjnym nakazom?>> Oczywiście, że nie. To, czego nie możemy zaprzestać czynić, choć nie zawsze odpowiada naszym upodobaniom, musi pochodzić od woli niezależnej od naszej. Od kogo więc? Musi istnieć w ostateczności Ktoś, czyja wola obowiązywać będzie każdego człowieka. A może być nim tylko Bóg. I znowu zawędrowaliśmy na koniec wysadzonej drzewami alei, na której końcu odnaleźliśmy Pana Boga.

Nie ma żadnej możliwości, by można by przed Nim uciec. W jakimkolwiek pójdziemy kierunku, zawsze w ostateczności trafimy na Niego: jako Pierwsza Przyczyna, która początkuje i łączy następne; jako Umysł, który wyraża się w porządku stworzenia; jako Cel, dla którego wszystko istnieje; jako Najwyższa Wola, które nakłada obowiązki moralne na ludzkość. Zawsze więc, tak jak widzisz, jeśli usiłujemy uciec od Pana Boga, spotkamy Go na końcu wszystkich dróg. Ale tylko wówczas, gdy od Niego uciekamy, musimy pokonać tak długi dystans, aby Go spotkać. Jeśli bowiem kochamy Pana Boga i pragniemy odnaleźć Go, droga jest o wiele krótsza. Odnajdziemy Go wówczas bardzo blisko, jako Przyjaciela, który dodaje nam otuchy i nas umacnia.