Wierzymy nie jako ludzie naiwni, lecz jako Ci, którzy zawierzyli Jezusowi Chrystusowi i Jego dziełu, tzn. temu, co On sam uczynił i objawił, a co nam Kościół przekazuje. Opieramy więc swoją wiarę niejako na autorytecie Kościoła, który wypełniając powierzoną sobie misję, swój fundament posiada w Chrystusie, zgodnie z Jego słowami: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto Mnie słucha, słucha Tego, który Mnie posłał„. Niekoniecznie jednak wszystkie artykuły wiary muszą opierać się na autorytecie Kościoła. Choćby istnienie Pana Boga – nie jest to prawda, która wyłącznie zależy od autorytetu Kościoła. Istnienie Boga możemy bowiem dowieść naszym rozumem.
Możesz więc zapytać: <<No dobrze, jeśli więc jest to tak samo oczywiste jak kwestie historyczne czy filozoficzne, które wszyscy przyjmują jako oczywiste: to dlaczego muszę zaraz głośno i przed wszystkimi wyznawać, że wierzę w istnienie Pana Boga?>>. Obserwacja życia prowadzi nas jednak do innych wniosków. Wielu ludzi wykształconych, kiedy zapytasz ich, czy wierzą, że Bóg istnieje, odpowiedzą Ci: <<hm, przypuszczam, że tak>>. A gdy zapytasz ich, czy rzeczywiście Jezus Chrystus został ukrzyżowany za panowania Poncjusza Piłata, odpowiedzą ci: <<Oczywiście, dowody historyczne wydają się być całkowicie przekonujące>>. I na tym poprzestają. Nie są zdolni zanegować tych prawd, lecz wcale nie są one częścią ich własnego sposobu myślenia.
Wierzyć w coś oznacza bowiem o wiele więcej, niż zwykłe nie zanegowanie tej prawdy. Oznacza przyjęcie jej całym umysłem, pozwolenie, aby przeniknęła ona dogłębnie sposób twojego myślenia, twoją mentalność. Odgrywa więc w życiu człowieka niesamowite znaczenie to, czy dane zagadnienie jest prawdą czy też nie. Weźmy dla przykładu kwestie prawd ziemskich, dotyczących tego świata. Jeśli na czymś naprawdę ci zależy, to postarasz się sprawdzić wszystkie dostępne ci wiadomości (a nawet jeśli wszystkich nie zgromadzisz, nie zaniechasz tego), aby sprawdzić prawdziwość danej rzeczy czy zjawiska. O wiele bardzie istotne powinny być dla nas prawdy wiary. Dlatego jeśli ktoś ci powie, że dany punkt Credo nie jest prawdziwy, nie możesz przejść obok tego obojętnie. Fakt bowiem wierzenia w to lub nie, nie tylko że zmieniłby nasze wyobrażenia na temat tego jaki w ogóle jest świat, lecz jeszcze bardziej jaki jest ten obecny i jaki jest ten przyszły świat. Jeśli bowiem w coś wierzyliśmy i nagle tracimy wiarę w to, to tracimy coś więcej niż zwykłe przekonanie: tracimy część nas samych, wali się po części nasz świat, całkowicie zmienić się może nasze życie.
Inne jeszcze niebezpieczeństwo może na nas czyhać, gdy wyznajemy naszą wiarę: niebezpieczeństwo powierzchowności. Bardzo łatwo możemy sobie przyswoić opinię, którą posiadają inaczej wierzący. Twierdzą oni: <<Być katolikiem to bardzo łatwa rzecz. Wystarczy tylko przyjąć i głosić to, co Kościół do wierzenia podaje. Wcale nie trzeba się nad tym zastanawiać, ani w to zagłębiać. Kościół przecież mówi ci w co masz wierzyć, a w co nie>>. Nic bardziej mylnego. To prawda, że jest często dla nas wielką pokusą nic na ten temat nie czytać, czy nie czynić żadnych przemyśleń, gdyż wymaga to od nas choć trochę intelektualnego wysiłku. I potem może być tak, że znajdziemy się w jakimś towarzystwie, które dyskutuje na temat tego, czy istnieje dusza ludzka, czy jest ona nieśmiertelna i czy istnieje życie po śmierci… (a przecież dyskusje religijno-kościelne bardzo są w modzie). Gdy zapytają nas jakie jest nasze zdanie, może się zdarzyć, że odpowiemy: <<Cóż, jestem katolikiem, a ponieważ Kościół katolicki naucza, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną i że rzeczywiście istnieje życie przyszłe, więc muszę w to wierzyć>>. Owszem, prawda to, ale nie cała prawda. Istnieją bowiem argumenty, doskonale przekonywujące, które możemy stosować w dyskusji z osobą, która twierdzi, że dusza ludzka ulega całkowitemu zniszczeniu wraz ze śmiercią ciała. Być może nie przekonasz go do tego, w co ty wierzysz, ale przynajmniej będziesz mógł mu pokazać, że on nie posiada dowodów, które pozwoliły by mu pozostać przy tym, w co on wierzy. Jest naszą powinnością, jako katolików, znać te argumenty, aby móc śmiało i spokojnie rozmawiać z innymi, aby im pomóc.
Jeśli jednak nie zadamy sobie trudu, aby zgłębiać rozumowo treści naszej wiary, będziemy rozszerzać wokół siebie opinię, że wiara katolicka to zbiór łatwowiernych idei, potrzebnych tym, którzy ciągle przesiadują w kościele, aby mogli pobożnie uzasadniać swoje lenistwo i ucieczkę od problemów świata. A przecież ma być całkiem odwrotnie. To właśnie nasze stawanie czołem przed problemami życia i szukanie dla nich rozwiązań w naszej wierze, powinno być dla nas mobilizacją, aby umieć uzasadnić w co wierzy i dlaczego wierzymy.
A więc jeszcze raz tytułem podsumowania. Wierzyć w coś to nie tylko przyjmować daną prawdę tylko dlatego, że nie potrafi się jej zanegować. Wierzyć w sensie teologicznym, to coś dogłębnie uznać, przylgnąć całkowicie do tego, jako czegoś, co jest sensem życia, dla czego się żyje. Z drugiej strony, wierzyć w coś, to również mieć świadomość tego, rozumieć o czym się mówi, medytować to, a nie ograniczać się do powtarzania tego jako jakiegoś utartego sloganu. Wierzyć w coś jest bowiem czynnością nie tylko rozumu czy woli, jest czynnością całego człowieka.
