Gdyby ktoś na początku pokazał nam całe nasze życie, to być może ze strachu od razu byśmy zrezygnowali. Ale i teraz często przyszłość nas przeraża. Tyle trudu na raz, to nie dla mnie, ja temu nie podołam. Tak wielu rezygnuje ze wspaniałej przygody, jeszcze przed wyruszeniem w drogę. Niekiedy bywa tak np. z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. Wielu przeraża trud całej drogi… Może z jeden etap to dałbym radę przejść, ale więcej…Nie to nie dla mnie…. Podobnie w naszej wędrówce po drogach wiary. Bardzo ważne jest, aby zacząć, aby uczynić ten jeden mały krok. Co więcej, cała droga podzielona jest na małe etapy, dostosowane do naszych sił, możliwości, wiedzy, itd. Aby nas nie przestraszyć..
Czytając książki bł. kardynała Newmana, możemy odnaleźć, wśród wielu innych, taką oto modlitwę:
„Prowadź mnie światło łagodne, bo ciemności mnie otaczają, prowadź mnie do przodu. Noc spowiła wszystko gęstym mrokiem, a ja daleko jestem od domu, więc mnie prowadź. I strzeż mnie w mojej wędrówce. Nie proszę cię wcale, abym widział jasno całą przyszłość, lecz jedynie jeden krok, tu i teraz„.
„Tylko jeden krok„. Czyż modlitwa ta nie przywodzi nam na pamięć modlitwy <<Ojcze Nasz>>? Czy nigdy nie zdumiało cię to, że Jezus, ucząc swoich uczniów jak mają się modlić, wskazuje im, aby prosili Pana Boga jedynie o chleb powszedni, o „chleb na dzisiaj„, jak głosi tekst oryginalny. A więc nie o to, aby raz na zawsze rozwiązał ich wszystkie problemy, ani też, aby napełnił ich spichlerze. Tylko chleb na dzisiaj, wyłącznie na dzisiaj.
I wcale nie dlatego, jak ktoś kiedyś żartobliwie stwierdził, nie prosimy o chleb na więcej dni, bo by nam sczerstwiał. Poprzez tę modlitwę Bóg chce nam pomóc, abyśmy się przyzwyczaili żyć ufając Mu, powierzając się Jego Opatrzności, do tego stopnia, że nie będziemy marzyć o nagromadzeniu na zapas różnych zabezpieczeń, wszelakiej mocy, doskonałości, lecz byśmy prosili Go o porcję tylko na dzisiaj, będąc pewnymi, że jutro udzieli nam tego, czego jutro będzie nam potrzeba. Pan Bóg bardzo dobrze nas zna i wie, że jeśli mielibyśmy wszystko zabezpieczone na całe miesiące czy nawet lata, przyzwyczailibyśmy się szybko do myślenia, że On nie jest nam wcale potrzebny, że to, co mamy w spichlerzu(spiżarni) jest „nasze”. W zupełności wystarczy więc mieć chleb tylko na dzisiaj.
Tak, jak wystarczy trochę światła, aby postawić ten jeden krok, który dzisiaj mamy dać.
Przyjrzyjmy się jednak rzeczywistości. Przekonamy się wtedy, że większa część ludzkości żyje pośród ciemności. Jaki sens ma ich życie? Czy będzie ono długie, a może krótkie? Czemu służy cierpienie i dlaczego tyle go na świecie? I to wszystko nie ma innego zakończenia jak tylko śmierć? To prawda: noc ludzkości jest pokryta gęstą ciemnością. I często dalibyśmy wszystko, aby ujrzeć jasno naszą przyszłość. Gdyby tak Pan Bóg wyjaśnił nam, że nasze bóle czemuś służą, to z pewnością cierpielibyśmy o wiele spokojniej. Jeśli Pan Bóg ukazał nam w pełni na ile będzie szczęśliwe nasze małżeństwo, jaka przyszłość czeka nasze dzieci, ile będzie trwała nasza ziemska przygoda… Ale są to pytanie, na które nikt nam nie udzieli odpowiedzi. I wówczas wielu jest takich, których ogarnia lęk, zamykają się w sobie jak ślimak w swojej skorupie i brak im odwagi, aby krok po kroku wyruszyć w tę wspaniałą przygodę Bożego wędrowania.
A przecież tak niewiele potrzeba. Aby wędrować wystarczy tylko mieć światło na dziś i ufność odnośnie jutra. Człowiek powinien wyruszyć w drogę, bo taka jest jego naturalna powinność, taki też obowiązek wynikający z daru i zaproszenia, które na chrzcie otrzymaliśmy. Winien to czynić nawet nie mając światła. W każdym bądź razie wystarczy mu to światło, które pozwala uczynić dzisiejszy krok. A biada temu, kto mając takie światło nie wyrusza w drogę tylko dlatego, że boi się, iż jutro tego światła mu zabraknie: sam skazuje się wtedy na śmierć.
Niestety, ale przeważają wśród nas tacy, którzy boją się ze względu na przyszłość. Jak stwierdził kiedyś pewien hiszpański ksiądz, ludzi urzeka „cierpieć dla hipotezy„: a jeśli zostanę bez pracy? A jeśli syn nie dostanie się na studia? A jeśli….- można by mnożyć bez końca. Tyle się jednak zamartwiają czymś, co mogłoby się im przydarzyć, a co najczęściej nie zdarza się, że zanim nadejdą cierpienia, oni przecierpieli już dziesiątki razy.
Bez wątpienia człowiek powinien czynić plany na jutro, jako że bez nich trudno budować życie, ale zaraz potem winien całym sercem poświęcić się stawianiu kroków przeznaczonych na dzisiaj, nie tracąc nadziei, że i jutro nie zabraknie im odwagi, aby dalej kontynuować tę pasjonującą wędrówkę.
Krok, tylko jeden krok. Nie buduje się kościoła od razu, tylko kładąc kamień na kamieniu. Tak samo nie kocha się nagle wszystkiego, lecz każdy dzień stawia przed nami małe przedmioty naszej miłości. I tylko ten, kto uczynił wiele małych kroków małej miłości może przejść przez najgęstszą nawet ciemność nocy.
