Pamiętasz Ewangelię z poprzedniej niedzieli? Jezus zachęcał nas, byśmy modlili się z ufnością i bez ustanku, zawsze. Dziś znowu Jezus na ekranie naszego życia pokazuje nam naszą osobistą relację z Bogiem. Dziś pyta mnie, nie o to, kiedy się modlę, tylko: jak się modlę. Pomyśl, jak wygląda twoja osobista relacja z Bogiem: istnieje stale? Bliska czy daleka? Egoistyczna czy darmowa, bez uprzednich warunków?
Modlitwa jest lustrem mojej relacji z Bogiem. Kiedy wybierasz się do kościoła, do pracy, na spotkanie, stajesz przed lustrem, by się przyjrzeć czy dobrze wyglądam, czy nie trzeba poprawić fryzury lub -jak ci się wydaje- drobnych defektów ukryć pod warstwą makijażu. Kiedy stajesz na modlitwie przed Bogiem, On widzi cię dogłębnie i zna prawdę o tobie dokładniej niż ty sam/a.
Modlitwa nie jest lustrem samozachwytu nad tym, ile to robię, ile poświęcam się dla Pana Boga. Nie jest to lustro z bajki, przed którym stawała dumna królowa pytając: „Lustereczko, powiedz przecie, Kto jest najpiękniejszy w świecie„, i oczekując jedynej poprawnej odpowiedzi: że to ona. Modlitwa to lustro, w które trzeba spoglądać z pokorą.
Kiedy staję do modlitwy, może być i tak, że pojawi się w mojej głowie myśl: jak Bóg mnie widzi? Jakie ma mniemanie o mnie?! W przypowieści o natrętnej wdowie i niesprawiedliwym sędzi Jezus zaprasza nas, by nasza modlitwa była nieustanna, by wszystko, co się dzieje w moim życiu przeżywać przed i z Bogiem. Dziś tą piękną przypowieścią o dwóch modlących się Jezus wskazuje w jakim duchu mamy to czynić: z pokorą.
Modlitwa faryzeusza. Pusta modlitwa obłudnika, który ani nie potrzebuje Boga, ani nie potrafi Go uczcić. Chce tylko uciszyć wyrzuty sumienia, bo przecież wypełnił niezbędne minimum, jakie nakazuje prawo. Buduje poczucie swojej wartości wynosząc się nad innych i osądzając ich. Czy i nam się taka nie zdarza: „Boże, zobacz ile dla Ciebie się poświęcam: jestem w każdą niedzielę, odmawiam różaniec, daję na tacę…”. Albo jeszcze gorzej: „A tych, których tu nie ma, którzy chodzą na czarne marsze, pokarz tak, żeby to popamiętali na zawsze!”. Jeśli taka modlitwa jest robieniem łaski Bogu, to taka wiara nie prowadzi do zbawienia. Jaką korzyść przyniesie to, że mam dwa płuca, kiedy nie będę miał dostępu do tlenu?!
Modlitwa celnika. Modlitwa człowieka, który jest świadomy popełnionego zła. Ale modlitwa prawdziwa, bo pokorna. On wie, że staje przed Bogiem, którego potrzebuje. Nie składa obietnic, lecz jedynie prosi o niezasłużoną łaskę: o miłosierdzie. Jak dobry łotr wiszący na krzyżu obok Jezusa. Choć stoi daleko, jest blisko Boga. Taka modlitwa umieszcza nas w centrum naszego życia: w Bogu. W Nim wszystko, bez Niego – nic! Jedyne, o co powinniśmy się troszczyć i walczyć, to by się podobać Panu Bogu, a nie zadowalać własne ego.
Bóg jedynym Sędzią bezstronnym. Stawianie siebie w centrum modlitwy prowadzi do oddalenia się od Boga, a wraz z tym do nieuprawnionych osądów innych ludzi. Dzisiejsze Słowo jasno nam oznajmia, iż jeden jest tylko Sędzia: Pan Bóg. To „Sędzia, który nie ma względu na osoby”, mówi Syrach (=Syracydes). A św. Paweł podsumowując swoje życie stwierdza, że na końcu otrzyma „wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia„.
Prawdę o Bogu, bezstronnym Sędzi, warto mieć przed oczyma w naszym codziennym życiu. Wtedy łatwiej je widzieć jako udział „w dobrych zawodach„, w których trzeba biec do końca i ustrzec wiarę (2 czyt). A wiara nam mówi, ż każdy człowiek będzie musiał zdać sprawę przed Bogiem ze swoich czynów. Teologia rozróżnia dwa rodzaje sądów: jeden zaraz po śmierci, szczegółowy, a drugi — na końcu świata. Warto się nad tym chwilę zatrzymać, choćby w perspektywie świąt początku listopada.
Los człowieka ustala się ostatecznie w momencie śmierci, gdyż już wtedy ukształtowana jest albo miłość, albo nienawiść, czyli postawy, od których zależy nasza wieczność. Tak więc zaraz po śmierci oczekuje człowieka albo uszczęśliwiające oglądanie Boga, albo wieczne oddalenie od Niego, czyli piekło, albo czasowe oczyszczenie, zwane czyśćcem.
Pytamy: Co znaczy, że sąd Boży jest sprawiedliwy? (Rz 2,6-16; por. Łk 12,47-48; Mt 25,14-46; Ga 6,7-10). Bóg zna dobrze serce człowieka, jego ukryte intencje, trudności, ograniczone możliwości. Wie również, jakich udzielił nam łask pomagających kochać i czynić dobrze. Dzięki swej wiedzy Bóg potrafi osądzić sprawiedliwie, ale i miłosiernie.
Pytamy dalej: Jak więc należy postępować, aby Bóg okazał nam na sądzie swoje miłosierdzie? (J 15,12; 1 P 4,8; Łk 6,37; Jk 2,13; Mt 6,14-15; 1 J 1,8-9;1 Kor 11,31). Tylko Bóg jest sędzią. Nie do nas należy osądzanie bliźnich. Miłosierny Pan chce, abyśmy kochali braci i nie wydawali sądów potępiających, gdyż nigdy nie znamy całkowicie ich serc. Tego, kto nie kocha i nie okazuje miłosierdzia, czeka sąd bez miłosierdzia. Jeśli żałujemy za nasze grzechy i przebaczamy naszym winowajcom doznane krzywdy, niesprawiedliwości, Bóg przebaczy nam nasze winy i obdarzy wiecznym szczęściem.
„Widziałeś już dziś siebie w lustrze” = modliłeś się? Jak się modliłeś?
Lustrem, w które spoglądam jest Jezus. On pokazuje mi prawdę o mnie: najpierw wielką godność dziecka Bożego: za mnie oddał swoje życie, abym żył w Nim na wieki. Potem, że sam z siebie jestem tylko grzesznikiem, który potrzebuje Bożego miłosierdzia. Tylko Chrystus przywraca mi sprawiedliwość i może obronić mnie przed wszelkim złem. Nie jest ważne, jakim przychodzisz do świątyni. Ważne jest, jakim wychodzisz.
