Kategorie
Katecheza - Rok wiary

20. Wstąpił do nieba i siedzi po prawicy Ojca

Fakt. Jeśli nawet Ewangelie nie podałyby tej wiadomości, to sam fakt braku Chrystusa pośród nas wskazuje na to, że wstąpił do nieba. To prosta konsekwencja tych prawd Credo, którymi zajmowaliśmy się do tej pory.

Jeśli samo wniebowstąpienie nie jest niczym zaskakującym, tak fakt oczekiwania na to 40 dni domaga się wyjaśnienia. Zwykłe nasze przewidywania nakazują nam pisać inny scenariusz tych wydarzeń. Możemy sobie wyobrazić, że jeden dzień wystarczyłby Jezusowi po swoim zmartwychwstaniu, aby zebrać gromadkę swoich uczniów i zostawić im ostatnie polecenia. Ale przecież Ewangelie wyraźnie nam mówią o czterdziestu dniach Jego przebywania z uczniami. Czym mogło być spowodowane to opóźnienie odejścia do nieba?

Przyglądając się fragmentarycznym wieściom na temat tego, co się działo w tym okresie, możemy dojść do kilku wniosków. Po pierwsze, Jezus chciał, aby Jego uczniowie byli wiernymi świadkami Zmartwychwstania. Być może znamy to z własnego doświadczenia, iż osoba, która otrzymuje nagle bardzo ważną wiadomość, dobrą lub złą, nie jest w najlepszej dyspozycji, aby opisać to, co właśnie się wydarzyło. Powoduje to bowiem w niej tak mocne wrażenie, że umysł ulega jakby zaciemnieniu, pamięć nie działa najlepiej i może się łatwo mylić. Gdyby więc Chrystus wstąpił do nieba natychmiast po swoim zmartwychwstaniu, mogłoby się zdarzyć, że w umyśle Apostołów pozostałoby coś w rodzaju łatwo zacieralnego wrażenia. Pan Jezus nie chciał do tego dopuścić. Wykorzystał więc nieobecność Tomasza podczas pierwszego zjawienia się w Wieczerniku i jego zwątpienie, aby następnym razem kazać mu włożyć palce w rany i rękę do boku. Chrystus przebywał więc czterdzieści dni w towarzystwie Apostołów, aby byli całkowicie pewni Jego największego cudu.

Innym motywem mogła być chęć stopniowego, powolnego rozstania się ze swoim uczniami. Pamiętamy, jak zmartwychwstały Chrystus ukazał się w ogrodzie Marii Magdalenie i rzekł jej: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca” (J 20,17). Chce wyraźnie dać jej do zrozumienia: nie martw się, jeszcze wiele razy Mnie zobaczysz. Uwydatnia się w tym wielka delikatność Jezusa wobec swoich bliskich i troska o nich. On wie, że po Jego odejściu do Ojca, czekają ich wielkie problemy i cierpienia. Rozumiejąc ich słabość pozostał z nimi jeszcze 40 dni. Tak, jak niekiedy bywa w naszym życiu, kiedy na dłużej żegnamy się z naszymi bliskimi i staramy się odwlec moment pożegnania.

Trzecim motywem dłuższego pozostania Chrystusa ze swoim uczniami, mogła być ich ociężałość umysłowa, to znaczy ogromna trudność w zrozumieniu tego, co się działo. Śledząc działalność publiczną Jezusa mamy na to wiele dowodów. Nawet w czasie Ostatniej Wieczerzy nie potrafili właściwie odczytać i uporządkować Chrystusowego nauczania, a czasie męki w ogóle pozostawili Go samego. Dlatego teraz Jezus pragnie dokładnie poinstruować ich odnośnie tego, co mają czynić. Poleca im więc, aby szli na cały świat, nauczali wszystkie narody i czynili sobie nowych uczniów. Piotrowi zaś powierza pasterzowanie nad całą owczarnią. Z pewnością wiele innych rzeczy wytłumaczył Chrystus apostołom, tak aby byli w stanie podjąć i w pełni realizować misję budowania Królestwa Bożego, kiedy On odejdzie już do Ojca.

Kiedy więc już doprowadził to wszystko do końca, w obecności swoim uczniów, zgromadzonych na Górze Oliwnej, uniósł się w górę, do nieba. Czy mamy więc z tego wnioskować, że niebo znajduje się gdzieś w górze, ponad nami? W sposób bardzo uproszczony można by tak powiedzieć. Jeśli jednak myślimy o niebie, jako o czymś umiejscowionym gdzieś hen wysoko, to nie zapominajmy, że posługujemy się ludzkim sposobem myślenia, ograniczonym przez trzy wymiary. Stwierdzenie „wstąpił na niebiosa” posiada o wiele bogatszą treść, przekraczającą zdolności poznawcze naszego rozumu. Chodzi tu nie o miejsce, lecz bardziej o stan, o istnienie całkowicie nowe, w którego poznaniu nasze zmysły są bezradne. Uczniowie widzieli tylko, jak Chrystus unosił się do góry i jak przykrył Go obłok. Co natomiast stało się po drugiej stronie tego obłoku, dowiemy się dopiero, jak sami opuścimy tę ziemię.

W obecnej chwili jest dla nas o wiele bardziej interesujący i pożyteczniejszy wymiar moralny tej sceny. Można by ją interpretować na wiele uzupełniających się sposobów, my jednak posłużmy się tłumaczeniem pewnego świętego kapłana francuskiego, żyjącego w XVII w. Otóż twierdził on, że Wniebowstąpienie było dla niego najbardziej ulubioną tajemnicą z całego życia Jezusa. A to dlatego, że była jedyną, która pozwalała myśleć o radości, jaką wniebowstąpienie winno było sprawić Chrystusowi, a nie nam. Czy narodzenie w stajence betlejemskiej, czy Męka i Śmierć, a nawet samo Zmartwychwstanie, są tajemnicami powodującymi w nas radość i wdzięczność? Bo dzięki nim zostały nam przebaczone grzechy, rozwiany raz na zawsze strach przed śmiercią. Radujemy się wielce w świętami Zmartwychwstania, lecz jest to radość naznaczona pewnym naszym egoizmem. Tak przynajmniej twierdził ów francuski kapłan.

Natomiast Wniebowstąpienie daje nam jedyną okazję do bezinteresownej radości. Możemy czuć się szczęśliwi, bo Nasz Pan powraca do swojego Ojca. Tylko Chrystus, Ten który <<wyszedł od Ojca>>, może do Niego powrócić /por. J 16,28/. W ten sposób zamyka się krąg, dopełnia się to, co zostało rozpoczęte w zstąpieniu z nieba poprzez Wcielenie, kiedy Syn Boży stał się człowiekiem. Wniebowstąpienie nie oznacza jednak, że Jezus zrezygnował z człowieczeństwa. On pozostał jednym z nas i otwiera nam drogę do chwały Boga. Jak przypomina nam najnowszy Katechizm, „człowieczeństwo pozostawione swoim własnym siłom nie ma dostępu do <<domu Ojca>>(J 14,2), do życia i do szczęścia Bożego. Jedynie Chrystus mógł otworzyć człowiekowi taki dostęp…” /KKK, 661/.

Z woli Ojca Jezus jest Panem całego świata, wszelkiego stworzenia. Wyrażamy tę prawdę, mówiąc, iż „siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego„. To znowu metafora, przy pomocy której chcemy wyrazić wielką prawdę. Kiedy przyglądamy się uroczystym przyjęciom, widzimy jak wielką wagę przywiązuje się do tego, aby najważniejszego gościa posadzić po prawej ręce gospodarza. Ten obraz niech pomoże nam zrozumieć największą godność Naszego Pana, który zasiadł po prawicy swojego Ojca. Obdarzony największą mocą, króluje wiecznie Ten, który jest także człowiekiem, który zna doskonale co to cierpienie i wystawianie na pokuszenie i który pragnie, abyśmy podążali za nim w kierunku nieba i byli na całą wieczność blisko Niego. Wierzymy, że przebywanie Jezusa u Ojca jest dla nas wszystkich zapewnieniem, że razem z Nim mamy w niebie Ojczyznę /por. Flp. 3,20/. To daje oparcie i pozwala nam tak ułożyć sobie życie, aby wraz z nami wielu ludzi mogło odzyskać nadzieję i ufność.