Ratował się ucieczką prorok Eliasz przed zemstą królowej Izebel. Zbiegł na pustynię. Przeżywa ogromną depresję: wydaje mu się, że Duch Boży go opuścił, nie widzi sensu dalszego życia i walki. Pragnie umrzeć: „Wielki już czas, o Panie! Zabierz moje życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków” (1 Krl 19,4). Eliasz zasypia. Jego życie zdaje się dobiegać końca. Jest bezbronny. Bezbronność i bezsilność proroka stanowią jednak najlepszy moment dla Bożej interwencji. Jahwe posyła anioła, aby pocieszyć swojego sługę i nakarmić go. A następnie sam do niego przychodzi i mówi (1 Krl 19, 11-12):
«Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu.
Bóg był w łagodnym powiewie wiatru.. Skarżył się kiedyś pewien człowiek, że Boga w swym sercu nie słyszy żyjąc pośrodku wrzawy tego świata. A Bóg przecież nie był w huku burzy, lecz w łagodnym powiewie wiatru. Czy dajemy więc okazję Panu Bogu (cisza) czy też my chcemy Mu narzucić, gdzie mam Go słyszeć: w samochodzie z radiem czy podcastem? W domu przy komputerze lub telewizorze? Rano gdy muszę wysłuchać najnowszych wiadomości… Czy jest możliwe, aby w tym hałasie Bóg mówił do nas, a my byśmy słyszeli Jego głos?
Jedynym motywem, który może i powinien regulować nasze chwile świętego odpoczynku jest pilna konieczność ze strony innych, bliskich… Mawiał św. Augustyn do swoich zakonników: miłość do kontemplacji nie powinna wam przeszkodzić w pomocy innym, ani nadmierna aktywność apostolska nie powinna pomniejszać wam czasu modlitwy. Tak właśnie czynił Jezus z Nazaretu, jak to widzimy w Ewangelii tej niedzieli.
Opowiadał jeden z misjonarzy, sam człowiek niepokojony, rozbiegany, mocno aktywny, ale chaotyczny: Kiedyś obserwując mnie powiedział stary Afrykańczyk – Wy, przychodzący do nas z daleka, wprowadzacie nas w zakłopotanie. Przychodzicie do nas wyposażeni w wiele urządzeń: pojazdy, telefony, komputery, zegarki. Nam natomiast wielu rzeczy brakuje, ale my za to mamy czas.
Ew: gdzie Jezus posyła swoich uczniów: do kurortów, do galerii miast? Nie – na pustynię. W tym świetle – Obalajmy pewien mit: wakacje nie mogą być okazją do lenistwa i bezczynności. Czas, jaki daje nam Bóg, jest zawsze krótki i musimy go wykorzystać najlepiej, jak potrafimy. Dlatego nie chodzi o to, żeby nic nie robić, ale żeby zrobić coś innego. Przede wszystkim, mając więcej wolnego czasu, chrześcijanin powinien nieco więcej niż zwykle myśleć o sprawach duchowych, pielęgnowaniu życia wewnętrznego, zbliżaniu się do Boga.
Należy również wziąć pod uwagę, że wakacje są dobrą okazją do poświęcenia większej ilości czasu innym, zwłaszcza rodzinie i przyjaciołom. A następnie rozwijaj inne zajęcia, które pomagają zrelaksować nasze ciało i ducha: uprawianie ulubionego sportu, czytanie dobrej książki, słuchanie w ciszy muzyki, którą lubimy itp. (Oby jako wspomnienia z wakacji nie pozostało tylko umniejszone konto i nowe fotografie w telefonie).
Wakacje to nie czas ucieczki: od wielkomiejskiego hałasu, kieratu pracy, pogoni za tym czy za tamtym…To odpoczynek. Tak jakby „począć od nowa samego siebie”. A tylko Bóg jest dawcą życia. Jak więc chcesz to zrobić, uciekając od Boga, od wiary, od Kościoła…?
Bo On, najlepszy Pasterz, On nas zaprasza, byśmy odpoczęli w Jego obecności. On dziś mówi do ciebie: „Przyjdź do mnie i na kilka choć minut oderwij się od wszystkiego. Chłoń ciszę i pokój, które we Mnie odnajdziesz. Przyjdź, napełnij się pokojem, który pragnę Ci ofiarować”. Usiąść i słuchać głosu Bogu: mów Panie, bo sługa Twój słucha… Prosić o siły, determinację, aby pełnić odkrywaną w ten sposób wolę Bożą…
Efektowana kampania bilbordowa w Hiszpanii: „Niech lato Twojego życia nie będzie zimą Twojej duszy”. „Nie traktuj Boga tak, jak nie traktowałbyś swoich przyjaciół”. Może właśnie czas odpoczynku wakacyjnego jest okazją by lepiej zrozumieć, że trwanie przy Jezusie nie jest ani ciężarem, ani obowiązkiem, który zabiera nam cenny czas, ani też ciężkim jarzmem nałożonym na nas przez miłującego, ale przecież tak odległego Boga (jak myślimy). Jarzmo Jezusa jest lekkie – jest nim Jego miłość, którą mamy nieść innym. Jarzmo Jezusa nie jest niewygodną uprzężą, która zmusza nas do katorżniczego wysiłku. Jest to więź miłości, która nas z Nim jednoczy.
