Jedność w różnorodności
Trójca Święta. Bóg w Trójcy Świętej Jedyny. Największa tajemnica naszej wiary. Jak do niej podchodzimy? Może jak do róży. Z jednej strony zachwycamy się jej pięknem (człowiek sam niczego takiego nie wymyśli). Z drugiej, odstrasza nas jak kolce róży. Wobec tajemnicy można się poddać (lenistwo), ale można też szukać jej głębszego poznania…
Mieli z nią problemy najwięksi święci i teologowie. Znana jest historia św. Augustyna i dziecka z muszlą. Ona tłumaczy niemożliwość pełnego zrozumienia tajemnicy Trójcy Świętej. Ta historia dała początek znanemu obrazowi Rubensa „Św. Augustyn i dziecko z muszlą”. Na tym obrazie widać świętego biskupa z Hippony, spacerującego po plaży, jak nachyla się nad dzieckiem, które przelewa za pomocą muszli wodę z oceanu do małego otworu, które samo zrobiło w piasku. Święty pyta dziecka: – co robisz? Na co dziecko odpowiada: – mam zamiar przelać całą wodę z oceanu do tego dołka. Biskup, z ojcowską dobrocią mówi mu: – cała woda z oceanu nie zmieści się w tym dołku. A dziecko na to: – wiem to, tak samo jak Bóg nie zmieści się w twoim rozumie. Ta odpowiedź zaskoczyła Augustyna i kazała mu się głębiej zastanowić. W tym czasie był bowiem bardzo zajęty i zatroskany, bo pisał swój słynny traktat, w którym starał się opisać misterium Trójcy Świętej. Pisał go 14 lat. Dziecko miało rację, ponieważ tajemnice, jak możemy choćby przeczytać w słowniku, oznaczają coś, czego nie można do końca wytłumaczyć lub zrozumieć.
Bóg jest miłością. Św. Jan tak właśnie tłumaczy nam naturę Boga. Bóg Ojciec jest miłością, Bóg Syn jest miłością, Bóg Duch Święty jest miłością. Miłość zaś, z racji swej własnej natury, dąży do rozszerzania się, szuka kogoś drugiego, by wejść w relację. Misterium Trójcy Świętej to tajemnica miłości: trzy Osoby tworzą misterium miłości. Podobnie my, osoby ludzkie winniśmy tworzyć rodzinę miłości. To praktyczny wymiar dzisiejszej uroczystości.
Próbujemy tę tajemnicę tłumaczyć pojęciami filozoficznymi lub matematycznymi. Augustyn, gdy napisał wielkie dzieło o Trójcy (De Trinitate) doszedł do wniosku, że najważniejszym nie jest jedynie poznać, lecz kochać. Jaki pożytek z tego, że poznamy jakieś dobro, jeśli go nie kochamy? Szukajmy ze wszystkich sił Boga, mając tę pewność, że to On pierwszy wychodzi na nasze spotkanie. Nasza wiara jest nieustannym szukaniem i znajdowaniem, szukaniem i miłowaniem. Klucz człowieka wiary: szukać, rozumieć, kochać.
Nie jest to kwestia doktryny (wiedzy), lecz życia. „Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie pełnić, by dobrze ci się wiodło„. Objawienie Boga jest po to, aby mieć wpływ na życie człowieka. Nie tylko kwestia poznania. Przede wszystkim życia.
Miłość Boża została rozlana w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany. Bóg daje się poznać człowiekowi poprzez miłość. Tylko ten może poznać Boga, kto doświadczy Bożej miłości w swoim życiu, kto czuje się być umiłowanym przez Boga. Pisze św. Jan: „miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością” ( J 4,7-8). Jak w tej historii:
– Pewien człowiek dzielił się ze swoim przyjacielem historią o tym, że poznał Boga. Ten go zapytał: – Kim jest Bóg, gdzie mieszka, co czyni? Lecz nasz człowiek nie potrafił dać mu akademickiej odpowiedzi. Potrafił mu jedynie powiedzieć, że wcześniej był alkoholikiem, bił swoją żonę, stracił pracę i doprowadził do ruiny swoją rodzinę. Teraz zaś, od kiedy doświadczył, że Bóg jest przy nim, tak blisko, jego życie zmieniło się całkowicie: przestał pić, znalazł pracę i czuł się szczęśliwy u boku żony i dzieci. Odkrył jedyną ważną prawdę: Bóg jest Miłością. To odkrycie przeobraziło jego życie. Tyle wie o Bogu…
A ty: gdy ktoś cię zapyta, co wiesz o Bogu – co odpowiesz? Powiesz mu: popatrz na moje życie….??!! Mam udział w tej tajemnicy Miłości, bo jestem przecież dzieckiem Bożym.
Prawda o Trójcy Świętej, z pozoru odległa, abstrakcyjna, ma proste przełożenie na nasze życie. Uczy nas, że człowiek nie może być sam. Musi żyć w relacji do innych. Ale prawdziwie ludzkie relacje to takie, które nie tylko, że nie umniejszają oryginalności żadnej z osób, ale wydobywają osobowość na światło dzienne. Pogodzenie jedności i różnorodności jest możliwe. Co więcej konieczne. Zarówno uniformizm, jak i indywidualizm są niszczące. Jak powiada prosto i genialnie ks. Jan Twardowski: „Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka / gdyby wszyscy byli silni jak konie / gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości / gdyby każdy miał to samo / nikt nikomu nie byłby potrzebny”. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu….
