Kategorie
Homilia

XXXII niedziela zwykła

Dzisiejsze słowo Boże wpisuje się w listopadowy klimat przemijania (jesień) i liturgię Kościoła (modlitewna pamięć poświęcona zmarłym) i coraz bliższy Adwent. Wobec wszystkiego, co powoduje depresję, zniechęcenie daje nam mądrą nadzieję.

Najpierw św. Paweł wobec smutku rozstania, jaki powoduje śmierć najbliższych, przynosi nam nadzieję wypływającą z tajemnicy zmartwychwstania Jezusa. „Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei„. Na tajemnicę śmierci patrzymy z nadzieją, że człowiek jest powołany do życia nie na krótką ziemską chwilę, lecz na wieczność całą. Ta nadzieja jest motorem napędowym naszej codziennej walki, o której mówi Jezusowa przypowieść z Ewangelii.

Nadzieje a nadzieja. Papież Benedykt XVI w encyklice Spe salvi napisał: „Prawdą jest, że kto nie zna Boga, chociaż miałby wielorakie nadzieje, w gruncie rzeczy nie ma nadziei, wielkiej nadziei, która podtrzymuje całe życie (por. Ef 2, 12). Prawdziwą, wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg — Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje «aż do końca», do ostatecznego «wykonało się!» (por. J 13, 1; 19, 30).” (Spe salvi, 27)

Misjonarz, pierwsze wrażenia z podróży pociągiem w głąb Japonii. – Na krótko przed dotarciem na stację, gdzie miałem się przesiąść, usłyszałem w głośnikach pociągu głos: Pani przepraszała za spóźnienie…15 sekundowe. I informowała, że na przesiadkę pozostało nam 6 minut i 45 sekund. Mają rozkład jazdy i starają się go wypełniać.

Można powiedzieć, że i Pan Bóg ma swój 'rozkład jazdy’: zarówno jeśli chodzi o ostateczny przyjazd (koniec świata), jak i ten odnoszący się do przybycia naszego pociągu na ostatni przystanek. Ma, choć nam tego nie powiedział. Dzień i godzina zapisane są w naszym kalendarzu, lecz my jej nie widzimy. Wiemy, że nadejdzie, lecz nie wiemy kiedy.

Nie brak było i na początku chrześcijaństwa, i w naszych czasach (świadkowie Jehowy), którzy wkładali wiele wysiłku, by wskazać konkretny dzień i godzinę nadejścia Pana. A ponieważ się opóźniało, niektórzy przestali się zajmować pracą i czekali z założonymi rękami. Do nich to św. Paweł pisał: „Kto nie chce pracować, niech też nie je!” (2 Kor 3,10).

Bóg chce, byśmy zdobyli prawdziwą mądrość. Czyli takie spojrzenie na życie, które pozwoli nam dobrze przeżywać każdy dzień, czyli być przygotowanymi w każdej chwili na spotkanie z Panem Bogiem. I czyt: Mądrość trzeba miłować i trzeba jej szukać. Mądrość prawdziwa to przygotowywać się do dalekiej podróży, którą każdy musi odbyć = śmierć = życie wieczne.

Przypowieść z dzisiejszej Ewangelii – o dziesięciu pannach (druhnach) uczestniczących w godach weselnych jasno nam uświadamia, że tym co ważne to nie jest znać godzinę, lecz być przygotowanym na przyjście Pana. Nie jest ważnym być w poczekalni dworcowej, lecz mieć kupiony bilet, jak pięć panien roztropnych, aby wsiąść do pociągu, gdy nadjedzie. (przesiąść się z pociągu ziemia na pociąg niebo). Lecz kiedy ktoś idzie kupować bilet dopiero wtedy, gdy nadjedzie pociąg, jak te pięć panien nierozsądnych (=głupich), to co najwyżej zobaczy czerwone światło końca odjeżdżającego pociągu.

Ale nie tylko to. Bo oliwa z lamp przynosi również inną naukę. Otóż tej oliwy nie kupi się w supermarketach ani sklepikach osiedlowych. Musi to być oliwa wytłoczona w domu. Czyli oliwa, jaką każdy z nas winien wyprodukować własnymi rękami…

Bo w kwestiach wiary, zawierzenia i oddania się Bogu, nie ma żadnych zastępstw, wyręczycieli…

– wie ksiądz, ma ciocię zakonnicę, ona to jest święta…

– gdybyś wiedział, ile różańców przesuwa w swoich palcach moja matka…

– moja rodzina jest bardzo katolicka, nawet nasz kuzyn jest na misjach

– moja córka bardzo mocno zaangażowana jest w pracy charytatywnej w kuchni brata Alberta…

A ty?!! Bo to wszystko, to oliwa innych ludzi. Czy jednak jest oliwa w twojej lampie?! Aby wejść na gody weselne w królestwie Bożym trzeba być przyjacielem Oblubieńca (pana młodego), którym jest Jezus Chrystus. A przyjaźń nie może zostać narzucona, rodzi się w sercu.

Historia głosi, że Diogenes (IV w.p.n.e) w słoneczny dzień z zapaloną lampą chodził po zatłoczonych ulicach Aten i szukał człowieka. My też potrzebujemy ciągle zapalonej lampy wiary, aby w sobie odnaleźć (mimo wielu naszych grzechów) człowieka, którego Bóg kocha i zaprasza do przyjaźni ze sobą. Aby znaleźć w każdym innym człowieka, którego Bóg darzy taką samą miłością, jak mnie. Potrzebujemy lampy wiary, aby zobaczyć, że każdego rana Pan stoi u drzwi naszego serca i dziwi się, że nie mamy czasu otworzyć Mu, by mógł doń wejść i byśmy odczuli realną Jego obecność. Potrzebujemy lampy wiary, by widzieć, że Jezus jest przyjacielem, który nigdy nie zawodzi.

Nie pozwólmy, aby egoizm, zniechęcenie, letniość, brak horyzontów zagasił nasze lampy. Gdyby bowiem tak się zdarzy, nasze życie stanie się nudną dworcową poczekalnią, gdzie tym, co możemy dokonać to przeglądać ze znudzeniem czasopisma sprzed roku czy dwóch. Szukajmy prawdziwej oliwy, która płomień nadziei zamieni kiedyś w pewność miłości. Bo istotą chrześcijańskiej postawy czuwania nie jest nastawienie na „kiedy” albo „jak” to się stanie. Jest raczej troska, wypływająca z miłości, o stałą, pełną życia relację z Bogiem.