Kategorie
Homilia

Boże Narodzenie 2016

Kościół to miejsce jakby wyłączone ze świata. A tak ściśle mówiąc: centrum świata, w którym nikt na Pana Boga nie czeka. Na klienta tak. Stąd komercja Bożego Narodzenia swym światłem próbująca przysłonić światło Boga. A tu stajenka, a w niej oczekiwany Zbawiciel. Dobrze, że tu jesteśmy. Odnaleźliśmy szopkę, czas teraz rozpoznać w Dziecięciu przychodzącego Zbawiciela.

Jak tu trafiłeś, co cię przyprowadziło? Coroczny zwyczaj, czy raczej wiara. Ufam, że była to droga wiary. Stajemy bowiem wobec tajemnicy, której czysty rozum nie pojmie. Tajemnicy, która rozświetla się przed nami w świetle wiary. Tłumaczą nam, że istotą tych świąt jest jakaś „magia„. Magii świąt nam zewsząd życzą. Ale Boże Narodzenie to żadne magiczne święta. To święta przymierza wiary. Przymierza, tej niepowtarzalnej relacji, jaką Bóg rozpoczął z człowiekiem w dziele stworzenia. A gdy człowiek tę relację zerwał, Bóg w swej wiernej miłości nie wyrzekł się człowieka, lecz dał mu obietnicę Zbawiciela. Czekał (i nadal czeka) na Niego naród wybrany, zapowiadali prorocy. Ważne: To relacja wiary. Same bowiem fakty historyczne nie wystarczą. Tylu było świadków historycznych narodzin Mesjasza, a kto go przyjął?: ci, którzy mieli wiarę (Maryja, Józef, pasterze).

My także chcemy dziś przy stajence betlejemskiej stanąć z wiarą. Z wiarą, która potrzebuje umocnienia. Dlatego i do nas odnoszą się słowa anioła do pasterzy: – Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką. Bo wiara daje nam życie. A ufność w moc Boga uczy czekać. Tak bardzo jest to każdemu z nas potrzebne! Bo dziś mamy duży problem z czekaniem. Wyraża to popularny tekst:

„Kolędy przed Bożym Narodzeniem,
małżeństwo przed ślubem,
seks przed miłością,
dom przed własnością,
wypłata przed pracą,
wyniki przed badaniami,
osądy przed Sądem Ostatecznym.
Nie umiemy czekać – umrzemy przed śmiercią”.

Kiedy patrzę na to, co dzieje się wokół: tu w moim kraju, tam daleko w Aleppo, to wydaje mi się, że Bóg o nas zapomniałAle nie! Tej nocy On prawdziwie przyszedł. Bóg przychodzi ze swoją mocą, ale nie w taki sposób, jak byśmy chcieli. Bóg nie interweniuje wprost, nie rozwiązuje gwałtownie sytuacji, nie objawia się ze swoją mocą. Wręcz przeciwnie zachęca, aby cierpliwie czekać i nigdy nie tracić nadziei; szczególnie podkreśla znaczenie wiary. Bowiem dzięki swej wierze człowiek będzie żył (por. Ha 2,4). Podobnie Bóg czyni też i z nami: nie spełnia naszych pragnień, które miałyby natychmiast i nieustannie zmieniać świat i innych, ale dąży przede wszystkim do uzdrowienia serca, mojego serca, twojego serca, serca każdego człowieka; Bóg zmienia świat przemieniając nasze serca, a nie może tego uczynić bez nas. Jezus faktycznie pragnie, abyśmy otworzyli Jemu bramę serca, aby mógł wejść w nasze życie. Po to właśnie przychodzi! A ta otwartość na Niego, to zaufanie do Niego jest właśnie „zwycięstwem, które zwyciężyło świat: naszą wiarą” (por. 1 J 5,4). Bo kiedy Bóg znajduje serce otwarte i ufne, może zdziałać cuda.

Lecz mieć wiarę, żywą wiarę, nie jest łatwo. Wiedzieli o tym już Apostołowie, dlatego prosili Pana: „Przymnóż nam wiary!” (Łk 17,5). Jest to piękna prośba, modlitwa, którą również my możemy codziennie kierować do Boga. Ale Boża odpowiedź jest zaskakująca i także w tym przypadku odwraca prośbę: „Gdybyście mieli wiarę…”. To On domaga się od nas, byśmy mieli wiarę. Wiara bowiem, jest darem Boga i zawsze trzeba o nią prosić, musi też być przez nas pielęgnowana. Nie jest to magiczna moc zstępująca z nieba, nie jest „talentem” otrzymywanym raz na zawsze, ani nawet super-mocą, służącą do rozwiązywania problemów życiowych. Albowiem taka wiara, która byłaby przydatna do zaspokojenia naszych potrzeb, byłaby wiarą egoistyczną, całkowicie skoncentrowaną na nas samych. Wiary nie należy mylić z powodzeniem lub dobrym samopoczuciem, z pocieszeniem duchowym, byśmy mieli trochę pokoju w sercu. Wiara jest złotą nicią, która wiąże nas z Panem, czystą radością przebywania z Nim, bycia z Nim zjednoczonymi. Jest to dar, który jest wart całego życia, ale przynosi owoce, jeśli wypełnimy naszą rolę.

A jaka jest nasza rola? Jezus daje nam do zrozumienia, że ​​jest nią służba. W Ewangelii Pan bowiem sprawia, że natychmiast za Jego słowami o mocy wiary następują słowa o posługiwaniu. Nie można oddzielać wiary i posługiwania, są wręcz ściśle ze sobą połączone, powiązane ze sobą. Kiedy wiara powiązana jest ze służbą, to serce pozostaje otwarte i młode, poszerzając się w czynieniu dobra. (Franciszek, Baku, 2.X.2016)

W tej perspektywie wiary i służby trzeba nam kontemplować tajemnicę Bożego Narodzenia. Wiary – by w małym bezbronnym Dziecięciu rozpoznać Boga prawdziwego. Służbyby naśladować Boga, który stał się sługą ze względu na miłość do nas. I nie jesteśmy wezwani, by służyć od czasu do czasu, lecz żeby żyć służąc. Tak więc służba jest stylem życia, co więcej, streszcza w sobie cały styl życia chrześcijańskiego: służenia Bogu w uwielbieniu i modlitwie; bycia otwartym i dyspozycyjnym; w konkretnym miłowaniu bliźniego; w działaniu z entuzjazmem dla dobra wspólnego. Służba jest znakiem prawdziwej miłości.

Pewien starszy pan, ok. 80-tki, zgłosił się na SOR, aby opatrzono mu niewielką ranę. Widać było, że jest zdenerwowany i poprosił, aby go przyjęto jak najszybciej. Co chwila spoglądał na swój zegarek, jakby miał nie zdążyć na swój ostatni samolot. Widząc go takim niecierpliwym, lekarz poprosił go, aby mu opatrzyć ranę i uspokajał go: – Co się dzieje, proszę pana, rana jest niegroźna, proszę się uspokoić. A może jest pan umówiony jeszcze z innym lekarzem? – Nie, odpowiedział mu staruszek. – Ale muszę iść na oddział geriatryczny, aby zjeść śniadanie z moją żoną. – A co jej jest, leczy się na jakąś chorobę? – zapytał lekarz. – Jest tam już jakiś czas, cierpi na Alzheimera – odpowiedział starszy pan. I dodał: – Niech pan sobie wyobrazi, od dwóch lat już mnie nie poznaje, nie wiem kim jestem. Zaskoczony lekarz zapytał go: – I codziennie spożywa pan z nią śniadanie, chociaż pana nie poznaje, nie wie, że jest pan jej mężem? Staruszek uśmiechnął się i odpowiedział: – To prawda, ona nie wiem, kim jestem, ale ja jeszcze wiem, kim ona jest i kocham ją. Podziękował i poszedł, a lekarz dostał gęsiej skórki i wysiłkiem woli powstrzymując łzy, pomyślał: – To rodzaj miłości, o której marzyłem całe życie. Prawdziwa miłość nie jest ani fizyczna, ani romantyczna. Prawdziwa miłość to akceptacja wszystkiego, co jest, co było, co będzie i czego nie będzie w życiu. Ludzie najbardziej szczęśliwi niekoniecznie posiadają to, co najlepsze. Oni czynią jedynie wszystko to, co mogą i czynią to najlepiej, jak potrafią.

Aby odkryć, jaka ma być moja miłość, którą traktuję innych, najpierw muszę odkryć jaką miłość otrzymuję, jaką jestem kochany. Nie tę „coś za coś”, ale tę bezinteresowną. Ten największy dar – od Boga. Dla Boga jestem wart, by posłać dla mojego szczęścia swego jedynego Syna. Każdego z nas stworzył, więc mnie chce i kocha. Tym bardziej, im bardziej się gubię. Odkrywania tej Bożej przychodzącej miłości dziś trzeba!! Z wiarą i wynikającą z niej służbą.

Ten, który swoją mocą podtrzymuje cały wszechświat na swojej dłoni, przemierzył nieskończone morze gwiazd, aby stać się naszym Ojcem, naszym Przyjacielem. I naszym Bratem. Stał się jednym z nas, aby nas zawsze kochać. I aby nas zdobyć, nie wybrał drogi władców, którzy zmuszają nas do przestrzegania ich praw, lecz aby nas zdobyć, przyjął nasze ludzkie ciało, aby nas kochać i pozostawić nam swoją miłość.

Chcemy prosić dziś Najświętszą Bożą Rodzicielkę, aby uczyła nas tej wiary, z jaką przyjęła i wydała na świat Zbawiciela. By uczyła nas tej miłości, która zawsze była dla Niej służbą, od żłóbka aż po krzyż. To wszystko tworzy piękną całość chrześcijańskiego życia, o której św. Matka Teresa z Kalkuty mówiła: „Owocem modlitwy jest wiara. Owocem wiary jest miłość. Owocem miłości jest służba. Owocem służby jest pokój” (MATKA TERESA, Prosta ścieżka, Wydawnictwo „M”, Kraków 2003, Wstęp). Niech ten pokój zagości w sercach wszystkich!