Nadzieja nawrócenia
Czas adwentu to czas oczekiwania, że spełnią się przepowiednie proroków, że przyjdzie zapowiadany przez Jana Chrzciciela „ten Mocniejszy”. Bóg jest wierny w swoich obietnicach: to dla mnie nadzieja. Ta zapowiedź dociera do nas pośród naszej konkretnej codzienności. A ona często potrafi odbierać nadzieję…
Aby tej nadziei nie dać sobie odebrać, potrzebne jest nasze nawrócenie. Kiedy wchodzę na drogę nawrócenia, wchodzę na drogę nadziei. Bo kiedy uświadamiam sobie mój grzech, z pokorą i żalem zwracam się do Boga i otrzymuję Jego przebaczenie, otrzymuję wielki dar: możliwość zaczęcia od nowa. Przebaczenie = nadzieja, która płynie z Krzyża. Trzeba mi stanąć pod Krzyżem, aby zobaczyć powagę moich grzechów, a przede wszystkim wielkość miłości Syna Bożego do mnie. Trzeba mi stanąć pod Krzyżem, bo z niego płynie również inny dar: Ducha Świętego. Abym nie tylko pogłębił moją świadomość Bożej miłości, ale dał się prowadzić, żył zanurzony w tej osobowej Miłości jaką jest Duch Święty.
Można mieć nadzieję, jeśli ktoś najpierw w tobie pokłada nadzieję. A tak się dzieje, gdy Bóg daje mi kolejną szansę. On we mnie wierzy, nie przekreśla mnie. Z tą świadomością trzeba mi stawać wobec wyzwań, jakie niesie życie.
Ważne jest nie tyle to, co się wydarza w naszym życiu, ile to, jak reagujemy na te wydarzenia. Np. charakter każdej osoby można mierzyć tym, co ją wytrąca z równowagi. Czy nie jest tak, że my – ludzie naszych czasów – nie żyjemy pochłonięci tylko sobą? Kiedy więc pojawi się kryzys, albo trzęsienie ziemi, wojna lub śmierć – łatwo takiemu popaść w beznadziejną rozpacz.
Jak się przed tym bronić? Uznać, że jest Ktoś kto potrafi z puzzli mojego życia poukładać spójną całość. Dlatego wzywa mnie do nawrócenia. On widzi całość, a ja tylko poszczególne puzzle.
W obronie przed lękiem czy rozpaczą współczesny człowiek zdaje się wybierać jedną z następujących trzech dróg:
Czasem ucieka przed problemami życiowymi odbierając sobie życie. O tej bezsensownej autodestrukcji było ostatnio sympozjum na KUL. Czasami współczesny człowiek nabawia się nerwicy, wywołanej niepokojem bezbożnego serca. Nerwica wydaje się być schorzeniem występującym powszechnie u tych, którzy pokładają nadzieję jedynie w sobie. By powetować swoje wewnętrzne ubóstwo, nagość i ślepotę stają się cynicznymi egocentrykami, niejednokrotnie prostackimi w swoich zachowaniach, budując w ten sposób swój autorytet. Ciekawe, że alkoholizm może być też tego znakiem. Wreszcie człowiek współczesny ucieka przed rozpaczą życia przez uśmiercanie swojego życia psychicznego, swojej niepowtarzalnej indywidualności, zatracając się w tłumie. Jak zachowują się ci, którzy nagle z rodzinnego domu przenoszą się w anonimowe środowisko (studenci, emigranci).
Jednak istnieje inna droga, na którą Bóg przez Jana Chrzciciela dziś mnie wzywa. To droga nadziei – nadziei nadprzyrodzonej, która daje ukojenie duszy w Bogu i ku Niemu kieruje moją wolę. Spotykamy dwie nadzieje: nadzieja przyrodzona, kapryśna, kiedy wszystko idzie po mojej myśli, jest u szczytu, opada, gdy przychodzi zmierzyć się z niepowodzeniami. Nadzieja nadprzyrodzona – niezmienna. Wierzy, że słońce świeci nawet, gdy gęste chmury nade mną i mocno z nich pada. Wierzy, bo opiera się na współdziałaniu z Bożą łaską. Powiesz: to ucieczka, takie „opium dla ludu” jak mawiał klasyk marksizmu, obojętność wobec problemów ziemskiego życia.
Nic bardziej mylnego! Kto czyni więcej dla świata: ten, kto służy tylko temu światu, czy ten, kto służy Panu Bogu, a światu tylko ze względu na Niego. Który mężczyzna bardziej kocha kobietę: ten, który ją postrzega jako obiekt, przedmiot podziwu lub pożądania, czy ten, kto umie uszanować jej godność? Święty Franciszek z Asyżu nie stworzył ani jednego dzieła sztuki, ale któż inny zainspirował tylu artystów?! Jest w tym głęboka prawda: wszystkie piękne sprawy, jak miłość bliźniego, walka o sprawiedliwość społeczną, naprawa krzywd to wszystko uboczne produkty czegoś wznioślejszego. Jeśli cieszymy się dobrym zdrowiem, raczej nie zawdzięczamy go naszej gorliwej dbałości o zdrowie.
Mój Adwent to współpraca z łaską Bożą: trud nawracania się. Słuchanie Słowa – poddanie się Duchowi; modlitwa o cierpliwość. Wydanie owoców nawrócenia w życzliwej miłości dla innych. Jan Chrzciciel pokazuje nam jak niewiele potrzeba człowiekowi. Współcześni mieli go za dziwaka. I ciebie tak mogą nazwać, jeśli wejdziesz na drogę nawrócenia. Ale nie sąd świata się liczy, tylko sąd Boga. A On zawsze w ciebie wierzy i niczego od ciebie nie chce, poza jednym: byś przyjął Jego Syna, którego posłał, jako swojego Pana i Zbawiciela. Bądź człowiekiem nadziei: wchodź na drogi nawrócenia.
