Proszę nie myśleć, że te katechezy mają skomplikować życie, a zwłaszcza sprawy dotyczące naszej wiary. Są raczej próbą odpowiedzi na mogące się pojawiać trudności w wierze – by gdy się pojawią, nas nie przestraszyły. By wówczas znaleźć właściwe rozwiązanie. Np. wydaje się nam czymś łatwym przebaczenie grzechów, bo od I Komunii znamy zwyczajny sposób otrzymywania Bożego przebaczenia w sakramencie pokuty i pojednania. Ale nie jest to takie proste, jak wygląda. Wystarczy trochę temat pogłębić, aby zdać sobie sprawę, że trudno jest dobrze zrozumieć, co to wydarzenie niesie ze sobą.
Wydaje nam się łatwe, bo przecież codziennie modlimy się słowami, których nauczył nas Jezus Chrystus: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy„. I rzeczywiście staramy się przebaczać, tak mi się przynajmniej wydaje. Dlaczego więc nie miałoby być czymś łatwym dla Pana Boga przebaczać nam? Załóżmy taką sytuację: ktoś źle postąpił wobec ciebie. Zdenerwował się i wypowiedział różne obraźliwe słowa pod twoim adresem. Może nawet ta osoba nie wytrzymała i uderzyła cię. Po upływie jakiegoś czasu przychodzi jednak skruszona mówiąc, że bardzo tego żałuje. Raczej pewne, że jej przebaczysz: przecież można znaleźć ku temu wiele motywów. Bo nie masz tak mocnego charakteru, by obrażać się na całe życie; bo trudno żyć czy pracować razem w takim stanie; bo, w końcu nie jestem jakimś królem, by została obrażona moja „wielka” godność.
Wtedy pomyślisz: Dobrze, jeśli jak tak potrafię reagować, dlaczego nie miałby tego czynić Pan Bóg? Jednak Bóg nie ma takich samych motywów, jakie towarzyszyły tobie. Jego godność jest nieskończona. Dlatego mylimy się twierdząc, iż to, że Pan Bóg nam przebacza jest czymś najbardziej naturalnym na świecie. Wówczas pojawiłby się przed naszymi oczami obraz Boga jako kogoś dobrotliwego, którego łatwo udobruchać kilkoma dobrymi słowami i pięknymi minami. Jakby nasze życie miało polegać na tym, iż robimy co chcemy, również to, czego nie powinniśmy, bo i tak nam przebaczy w konfesjonale najbliższej niedzieli.
Spróbujmy spojrzeć na to z innego punktu widzenia. Wyobraźmy sobie, jak trudno być sędzią, który musi karać, gdy prawo zostanie poważnie naruszone. Nie musi z racji osobistym (bo to jemu przeszkadza), lecz z racji na pogwałcenie obowiązującego prawa. Bóg jest Sędzią, który ma sądzić za grzechy, które popełniliśmy naruszając odwieczny porządek sprawiedliwości. Pojawia się więc pytanie: jak to jest, że Bóg zawsze przebacza? Dlaczego zgadza się traktować nas niewinnymi, kiedy dobrze wie o naszej winie? Jak to się dzieje, że przebacza nam zło tylko dlatego, że wyrażamy żal i skruchę i obiecujemy do tego nie powracać? Jak mógł przebaczyć św. Pawłowi, który w młodości stał się winny śmierci chrześcijan? Przecież samym żalem nie mógł im przywrócić życia!
Widząc Pana Boga jako Osobę i stawiając te wszystkie pytania nie możemy popaść w skrajności. Nie możemy pomniejszać wagi naszych grzechów, ale też nie możemy myśleć, że nasze grzechy tak mocno zakłóciły porządek odwiecznej sprawiedliwości, że nawet Bóg nie jest w stanie ich przebaczyć. To bowiem może doprowadzić nas do skrupulanctwa, albo nawet do beznadziei.
Trzeba nam przyjąć przebaczenie grzechów jako jedną z wielkich tajemnic naszej wiary. Nasze grzechy są rzeczywiste i przerażające, ale Bóg, nieskończona Sprawiedliwość, może nam je przebaczyć, jeśli naprawdę żałujemy. Czyni to na mocy zadośćuczynienia Jezusa Chrystusa, który uczynił to na Krzyżu jako Głowa i Reprezentant całej ludzkości. Tyle wiemy o przebaczeniu, jakiego Bóg nam udziela: reszta pozostaje tajemnicą wiary, która wyjaśni się na końcu wieków.
Podobnie i tajemnicą są wszystkie skutki odpuszczenia grzechów. Pomyśl: jeśli ty przebaczysz komuś jego winy, to zmiana dokonuje się przede wszystkim w tobie, nie w nim. Ty stajesz się bardziej miły, stajesz się bliższy tej osoby. Lecz kiedy Pan Bóg nam przebacza, mamy do czynienia z czymś odwrotnym. Bóg nie staje się „Osobą” bardziej miłą: to niemożliwe, bo On bardziej miły nie może się już stać. To my, ludzi, którym On przebacza, stajemy się bardziej mili. Zmiana dokonuje się w nas. Spróbujmy to odrobinę wytłumaczyć.
W naszym życiu są różne działania: jedne pozostawiają w nas ślad, inne nie. Kiedy rzucisz kamień w wodę stawu, pojawiają się rozchodzące się fale w kształcie koła, które szybko znikają. Ale kiedy nadepniesz na leżące na dywanie pióro, rozlany atrament trudno jest wywabić. Kiedy więc chodzi o nasz grzech, to nie dzieje się jak po rzucie kamieniem w wodę, lecz pozostawia plamę jak atrament. Kiedy popełniamy grzech, dusza staje się inna, jakby z plamami trudnymi do wybawienia. Kiedy jednak Bóg przebacza nam grzechy, ta plama znika bezpowrotnie. Po ludzku mówiąc nie przykrywa jej, by nie szpeciła widoku, lecz trwale usuwa.
Kiedy mówimy „wierzę w grzechów odpuszczenie” mamy na myśli takie działanie Pana Boga, które sprawia rzeczywiste ich wymazania. Oczywiście, pewne skutki grzechu nie znikają, nawet gdy Bóg nam odpuści same grzechy. W naszym życiu każde nasze złe działanie buduje w nas złe przyzwyczajenie. Kiedy np. raz czy drugi obgryzam paznokcie, staje się coraz bardziej prawdopodobne, że będę to czynił nieświadomie. Tworzy się zły nawyk (nałóg). Podobnie z naszymi grzesznymi przyzwyczajeniami. Im częściej ktoś sięga po alkohol, tym bardziej prawdopodobne, że wpadnie w nałóg. Podobnie z grzechami. Każdym razem, kiedy coś złośliwie skomentujesz, bliżej ci do nawyku obmowy czy oczerniania. Odpuszczenie grzechów nie niszczy złego nawyku.
Tak jak nie usuwa złego nawyku, przebaczenie grzechów nie usuwa też innej rzeczy: naszych długów. Jeśli ukradłeś coś o sporej wartości, to spowiedź nie znosi obowiązku oddania tej rzeczy, lub równowartości pieniężnej. Ale jest jeszcze poważniejszy dług: kara, jaką ponosimy tu lub w Czyśćcu za nasze grzeszne postępowanie, aby wynagrodzić za nasze grzechy. Możemy ją spłacać poprzez odpusty, jakich udziela nam Kościół na mocy nieskończonego skarbca zasług Jezusa Chrystusa. Natomiast grzech sam w sobie, ta czarna plama duszy, znika, zostaje wywabiona. Dusza staje się czysta, jakby grzech nigdy nie istniał.
