Kategorie
Homilia

Niedziela Wielkanocna 2026

My jak Maria Magdalena. Wiele Jezusowi zawdzięczała. On przywrócił jej godność, gdy uwolnił ją z mocy złych duchów. Jej wierność i oddanie. Do końca wytrwała pod Jego krzyżem. To było piątek. Pewnie w sobotę jej serce wyrywało się ku Mistrzowi, ale nie mogła tam pójść, bo zabraniały tego przepisy religijne. Gdy tylko możliwe, jeszcze przed świtem biegnie do grobu Jezusa. Zastaje grób otwarty (a wielki był kamień!), więc biegnie do apostołów Piotra i Jana z przekonaniem, że ktoś wykradł ciało Pana z grobu. Wytrwała w przywiązaniu do Jezusa, ale jej wiara się załamała. Widok otwartego grobu nie wzbudził w niej nawet iskierki nadziei. Myślała, że Jezusa spotkała jakaś następna krzywda: nie dość, że Go potwornie zmaltretowano i zamordowano, to nawet po śmierci ktoś nie daje Mu spokojnie leżeć w grobie.

Wydawało się, że wszystko przegrane. To koniec

– Dziś wielu wieńczy koniec chrześcijaństwa i Kościoła. Również w Polsce, zwłaszcza postawa ludzi młodych. Ale przecież wierzymy w Boga, który zna wyjście nawet z grobu. Jest nadzieja na zwycięstwo dobra nad złem (Jezus przeszedł i przechodzi dobrze czyniąc). Ci, którzy spotkali Zmartwychwstałego i ufają Mu, wierzą, że życie ma sens i będzie trwać wiecznie.

Gilbert Keith Chesterton napisał w 1925 roku książkę pod tytułem „Wiekuisty człowiek”. Książka, napisana 3 lata po jego nawróceniu, przyczyniła się do nawrócenia innych, m.in. Clive Staples Lewis’a (autora m.in. Opowieści z Narnii), który mawiał, że była ona głównym powodem jego zainteresowania chrześcijaństwem. Jest w niej rozdział pod tytułem: „Pięć pogrzebów wiary”. Chesterton pisze o tych epokach w życiu Kościoła, w których ogłoszono już jego śmierć, a jednak za każdym razem Kościół zmartwychwstawał. Pisze: Wiele razy ogłaszano śmierć Kościoła i urządzano jego pogrzeb, ale Kościół za każdym razem zmartwychwstawał, a to dlatego, że jego Bóg zna drogę wyjścia z grobu.

Rzeczywiście, wiele razy w całej historii chrześcijaństwa już wydawało się, że to koniec Kościoła i koniec chrześcijaństwa. Rzeczywiście w jednej części świata chrześcijaństwo przeżywało głęboki kryzys, ale w tym samym czasie zmartwychwstawało na innym krańcu kuli ziemskiej. Tak jest i dzisiaj: w starej Europie chrześcijaństwo wydaje się obumierać, ale na innych kontynentach, zwłaszcza w Afryce rozkwita (Oceania: wyspy Salomona – tylko 144 tys. katolików, a ponad 50 kleryków).

Wczorajsza Wigilia Paschalna: Francja – 21 tys. chrztów dorosłych. Ponadto wyraźnie obniżył się wiek osób proszących o chrzest. O ile wcześniej główną kategorią wiekową byli dorośli w wieku od 26 do 40 lat, to obecnie największą grupę stanowią młodzi od 18 do 25 lat. Stanowią oni 42 proc. ochrzczonych.

Doszli do wiary przez trudne doświadczenia. Episkopat Francji przedstawił wyniki ankiety przeprowadzonej wśród neofitów. Okazuje się, że wbrew temu, co sugerowała prasa, to nie media społecznościowe czy influencerzy mieli największy wpływ na ich nawrócenie. Aż 40 proc. badanych przyznało, że zwrócili się ku wierze katolickiej po trudnych doświadczeniach życiowych. 34 proc. doprowadziło do Kościoła poszukiwanie sensu życia, 32 proc. silne doświadczenie duchowe. Zaskakujące jest to, że aż 39 proc. badanych nie czytało Pisma Świętego.

Młode pokolenie. Są tacy, co mówią: religijność do niczego w życiu się nie przydaje. Nie dziwi, że uważają tak ci, którzy nie podzielają nadziei wierzących w Chrystusa na zmartwychwstanie i życie wieczne. Niesłusznie. Naukowcy z jednego z uniwersytetów w Niemczech (Univ. Ruhry) przeanalizowali dane z ostatnich kilkudziesięciu lat z 70 krajów świata. Badano, jak zmieniające się cele wychowania i przekazywane młodym wartości wpływały na ich zdrowie psychiczne. Wyniki są jednoznaczne: religijność okazuje się istotnym czynnikiem ochronnym przed zaburzeniami lękowymi dzieci i młodzieży. Zapewne jest tak, że religia zapewnia młodym silne poczucie przynależności do grupy oraz jasne życiowe cele. Korespondują z tym badania z USA: wskazują na dobroczynny wpływ modlitwy różańcowej na poczucie zadowolenia z życia. Różaniec to modlitwa medytacyjna i w tym tkwi jej pozytywne znacznie.

W tę uroczystość Wielkanocy pomyślmy zwłaszcza o ludziach młodych. Posiadamy przecież obietnicę Jezusa, że jeżeli będziemy się modlić o dobrą rzecz, zgodną z wolą Boga i będziemy to robić wspólnie, to Pan Bóg nam tego nie odmówi. Codziennie: o powrót młodych ludzi do Jezusa i do Kościoła. Nie dajmy sobie wmówić, że Kościół jest w tak głębokim kryzysie, że przed oczyma jest tylko ciemność. To nieprawda. Wiele razy, jak to przypomniał Chesterton, ogłaszano śmierć Kościoła, a on za każdym razem powstawał z martwych. Bo nasz Bóg zna drogę wyjścia z grobu. Modlitwa i nasze świadectwo wiary.

Maria Magdalena nie widziała zmartwychwstania, dlatego nie ma opisu tego wydarzenia. Są tylko znaki, które na nie wskazują. Znak jest wskazówką, lecz nadal domaga się wiary. Idźmy za apostołami, razem z Piotrem i Janem zajrzyjmy do grobu. Widzimy płótna, w które było owinięte ciało Jezusa, a osobno chustę z głowy. Zauważmy: gdyby ktoś wykradł ciało z grobu, to z pewnością by go tam nie rozbierał. Wykradłby nieboszczyka w jego ubraniu. A przecież Jezus umarł potwornie poraniony. Płótna, w które Go owinięto, mocno skleiły się z Jego ciałem. Uczeń Jezusa musi wejść do grobu Pana, bo to jest droga, która prowadzi do chwały. Aby pokonać lęk przed własną śmiercią, trzeba wejść do grobu Jezusa. Apostołowie, tak różni (jeden wytrwał pod krzyżem, drugi zaparł się Jezusa) tam weszli. Przypomnieli sobie obietnice Jezusa, które słyszeli: że ma powstać z martwych. Wtedy obaj uwierzyli, że Chrystus zmartwychwstał. Zmartwychwstał jako pierwszy z umarłych, zmartwychwstał do życia, które już nie podlega śmierci.

W dzisiejszej niedzieli odnajdują sens wszystkie niedziele roku. W nich odnawia się łaska zmartwychwstania na nasze trudy wędrowania. Tylko moc Zmartwychwstałego potrafi odwalić kamienie naszych rozczarowań i nieufności: wobec Boga i wobec ludzi. W takich momentach Jego trzeba szukać, Jego zwycięskiej mocy przyzywać.

Nasza droga za Jezusem. Bywa, że upadamy w grzechy – grób, przywala nas kamień bezradności, bo sami nie możemy sobie pomóc. Potrzebujemy pomocy Tego, który sam wyszedł z grobu: Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym człowiekiem, bo umarł za nas i jest prawdziwym Bogiem, bo dla nas zmartwychwstał. On idzie z nami. Dlatego zawsze możemy być ludźmi nadziei.