Kategorie
Homilia

XXX niedziela zwykła „C”

Bóg Sędzia (nie sądzić innych) i pokora na modlitwie.

Ciągle o modlitwie. Dlaczego? Jeśli Jezus o tym mówi, to znaczy że jest to dla nas niezbędne! Przed tygodniem o wytrwałości; dziś o pokorze i odkrywaniu obrazu Boga.

Ewangelia jest słowem Boga, żywym, trwającym zawsze, skutecznym. Przez przypowieści Jezus mówi dziś tu do nas obecnych. Jak mogłaby brzmieć dzisiejsza Ewangelia odczytana w naszej rzeczywistości?

„Oto do kościoła przyszło dwóch ludzi, aby się modlić. Jeden zaradny życiowo, ustawiony, zachowujący przykazania, dający jałmużnę, który się tak modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten nieudacznik, który teraz modli się w tym kościele”. A ten „nieudacznik” nie śmiał podnieść oczu do góry i w duszy się tak modlił: „Wiem, dobry Boże, że jestem grzesznikiem, że tyle razy już Cię zawiodłem. Miej miłosierdzie dla mnie i dodaj mi siły do zmiany mojego życia” – Jezus mówi: nie idź drogą faryzeusza!!!

Duchowy narcyzm. Faryzeusz: zakochany w samym sobie, wspaniały, bezgrzeszny. Mówi źle o drugim do Boga, który kocha każdego człowieka, każdego grzesznika. Czy wyobrażasz sobie, że przychodzi do ciebie z wizytą ktoś, kto zaczyna z pogardą mówić o kimś, kogo ty kochasz. Lekarstwem na taką postawę osądzania innych jest pokora.

Czy nie jest mentalnością faryzejską pytanie się w relacji do Boga: czy takie postępowanie to już grzech, czy jeszcze nie? Ciężki czy lekki? Czy nie pójść do kościoła dziś to grzech czy nie?

Świat oceni obie postawy, faryzeusza i celnika, inaczej, niż Bóg. Świat przyklaśnie temu pierwszemu; Pan Bóg pochwalił postawę tego drugiego. Co jest dla nas ważniejsze: zyskać w oczach ludzi czy Pana Boga?

 Z tej przypowieści konkretny wniosek: nie osądzaj innych. Jedynym sędzią jest Pan Bóg.

1 czyt: „Pan jest sędzią, który nie ma względu na osoby.” –

2 czyt – „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego.” – Bóg Sędzia: nielubiany, zapomniany dziś obraz. Uciekamy przed biblijnym obrazem Boga jako Sędziego.

Wszyscy znamy główne prawdy wiary, wśród których mówimy: „Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za zło karze”. Niektórzy się oburzają, że tak o Panu Bogu nie można. A to prawda teologicznie poprawna, zgodna z całą nauką katolicką zawartą w Piśmie Świętym jak i dokumentach Kościoła. Raczej ta prawda wiary jest nie tyle kontrowersyjna, co niewygodna.

Problem w głównej mierze tkwi w rozumieniu słowa „kara”. Dla mnie, jak i dla wielu innych „kara” to jest po prostu konsekwencja. Są konsekwencje złamania prawa naturalnego (wkładam rękę do wrzątku), są też konsekwencje złamania innych praw (stąd mandat karny). Zdanie Bóg za dobro wynagradza a za zło karze jest stwierdzeniem, że Bóg sprawiedliwie urządził świat i wszystko ma swoje konsekwencje.

Wielu jednak rozumie dzisiaj słowo „kara” jako objaw zemsty, czy emocjonalnej reakcji, stąd nie chcą takiego Boga. Nawet pojawia się rozróżnienie, że dzieci nie należy karać tylko stosować konsekwencje. Jeśli złamie jakieś reguły, to nie należy je karać, tylko konsekwentnie np. zabronić grania na kompie przez jeden dzień. Tylko, że w istocie przecież to jedno i to samo!

W języku polskim słowo „kara” używa się na wiele sposobów i wcale nie jest określeniem zemsty. Prawo karne to nie prawo mściwe (chyba, że teraz). Mandat karny to konsekwencja złamania prawa. Są kary w prawie kościelnym, jest nawet i rzut karny.

O karze mówi Jezus: „Tak na to plemię spadnie kara za krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata” (Łk 11,50). Mówi też o niej w Kazaniu na Górze, najbardziej miłosiernym tekście Objawienia: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego” (Mt 5,22). W czym zatem problem?:

Wielu nie wierzy w konsekwencje dobra i zła. A taka niewiara przecież może narobić większą szkodę ludziom niż strach przed rakiem.

Mówienie o konsekwencjach nie jest straszeniem. Tak samo mówią napisy „palenie zabija” i wiele innych ostrzeżeń. Mówią: nie można straszyć, bo ludzie przestaną przychodzić do kościoła. Tu zaś chodzi o poznanie prawdy, bo tylko ona prowadzi do zbawienia. Tak jak chcemy, żeby wszyscy byli zdrowi, ale nie będziemy udawać, że nie ma chorób śmiertelnych tylko dlatego, że komuś będzie przykro.

Przypowieść o faryzeuszu i celniku pomaga zrozumieć słowa Psalmu 138, że „Pan łaskawie patrzy na pokornego, pyszałka zaś dostrzega z daleka”. Bo celnik modlił się do Boga prawdziwego, faryzeusza zaś od Boga prawdziwego oddzielił fałszywy obraz Boga. Dlatego celnik, a nie faryzeusz, odszedł do domu usprawiedliwiony.

Dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili”. Modlitwa jest miejscem, gdzie w obliczu miłującego Boga mogę w prawdzie spojrzeć na siebie. Tak bardzo jestem obdarowany – postawa dziękczynienia. To pozwala z pokorą spojrzeć we własne wnętrze i szczerze uznać własne słabości. A to punkt wyjścia do tego, by wznieść nasze ograniczenia i rany, nasze grzechy i słabości ku Bogu, i wypraszać Jego miłosierdzie. Aby On nas uzdrowił i podniósł. Tylko On to może uczynić. Nie trać czasu na porównywanie się z innymi i ocenianie ich. (Z-596) Idźmy za radą św. Piotra: „Wszyscy zaś wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” ( 1 P 5, 5).