Kategorie
Homilia

IV Niedziela Wielkanocna

Moja tożsamość

Czyj ja jestem? Do kogo należę? A może chcę być absolutnie samo wystarczalny, niezależny? Czy zależność musi być rozumiana jako zniewolenie? Kolejna próba tożsamości. Najpierw odkrycia kim jest Jezus Chrystus, aby odkryć kim jestem ja. Nigdy odwrotnie, bo wówczas moją miarą będę mierzył Pana Boga. A tak Pan Bóg pozwala mi Jego miarą odczytać moją wielkość. Wielką prawdę Jezus przybliża mi prostym przykładem: On jest Dobrym Pasterzem, a ja owcą Jego stada. Ojciec powierzył Mu owczarnię. Taka była wola Ojca. My wszyscy jesteśmy naznaczeni tym samym: należymy do owczarni Chrystusa. To nasz powód do radości i poczucia bezpieczeństwa.

Ojciec chce, aby Jezus nic nie stracił z tego, co Mu dał, ale żeby to wskrzesił w dniu ostatecznym (J 6,39). My jednak jesteśmy dziwnymi owcami. Chcemy, żeby nasz Pasterz chronił nas i strzegł, ale przeszkadzamy Mu w tym, jak tylko potrafimy. Co więcej, zabijamy Go. To my wszystko powywracaliśmy. Bo to pasterz, zamiast zabijać owce i posilić się ich mięsem, sam zostaje przez nie zabity. Jednak miłość Pasterza również z tym sobie radzi: jeżeli owca nie chce ofiarować się dla Pasterza, to Pasterz ofiaruje się za owce. Coś niepojętego! Owca może karmić się Ciałem i Krwią Pasterza.

Dobry Pasterz. „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną„. W niektórych krajach Europy owce hoduje się głównie dla mięsa. W Izraelu zaś trzymano je przede wszystkim dla wełny i mleka. Dlatego pozostawały one przez długie lata w towarzystwie pasterza, który dzięki temu znał charakter każdej i nazywał ją jakimś serdecznym przydomkiem.

Jezus zna swoich uczniów, zna ich „po imieniu”, co w języku biblijnym oznacza, że zna ich najgłębszą istotę (na wskroś). Zna nas lepiej, niż każdy z nas siebie samego. Jego miłość do każdego jest miłością osobową. To jakbym przed Nim istniał tylko ja sam jeden. Chrystus potrafi liczyć do jednego: i tym jednym jest każdy z nas. I On daje każdemu życie.

Imię, które otrzymuję od Pasterza i którym mnie wzywa, jest niepowtarzalne. Nie muszę go dzielić z nikim innym. Każdy z osobna ma własne powołanie, własne zadanie, własną drogę. Nikt nikogo zastąpić nie może. Każdy z osobna jest wybrany, ale nikt nie może się chełpić swoim wybraństwem, każda inna osoba też jest wybrana. („Jan ujrzałem a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem” 2 czyt.). Każdy człowiek ma specjalne znaczenie dla Boga, każdy stanowi dla Niego szczególną i niepowtarzalną radość. Gdybyśmy byli tego bardziej świadomi, nie poddawalibyśmy się tak łatwo poczuciu bezsensu i rozpaczy, które dziś tak mocno dotykają ludzkość. Jakże twoje życie miałoby być bezsensowne, jeśli Bóg woła cię po imieniu?! Jaką radość wywołuje we mnie odkrycie, że coś znaczę dla drugiego człowieka. Czy istnieje coś wspanialszego, coś większego od tego, że znaczymy coś dla Boga? Co więcej, znaczę dla Boga wszystko: przecież ofiarował za mnie swojego Syna.

Niech mnie to nie usypia. Moje życie ma być aktywnym słuchaniem głosu Boga. Paweł i Barnaba powiedzieli odważnie: „Należało głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan”. Chrześcijaństwo nie może być „ciepłymi kluchami”, lecz jasnym, zdecydowanym wyborem i odpowiedzialnością: Bóg czeka na ciebie, zaprasza cię. Jeśli to odrzucasz, to wiedz, że sam czynisz siebie niegodnym życia wiecznego. Twój wybór, twoje konsekwencje. Bóg nie jest kimś, kto – obojętnie co by się działo – będzie śpiewał: Polacy, nic się nie stało.

Nie możemy być „stadem baranów”, które bezmyślnie idzie w przepaść. Potrzebujemy mądrości, która płynie z góry i w świetle której codziennie będziemy korygował moją marszrutę (drogę).

Iść czy nie iść za Dobrym Pasterzem? Jezus chce nam dziś pokazać, że nie tylko w Izraelu, ale i dziś nie brak takich, którzy chcą nas prowadzić ku zgubie, którzy są najemnikami, chcącymi żyć naszym kosztem. Skąd płynie moc i autorytet Jezusa? Bo On jest jedno z Ojcem. A Ojciec powierzył Mu troskę o owce, o to, aby miały życie. Te słowa były bardzo mocne dla żydów, bo odrobinę dalej, gdy czytamy ten tekst, widzimy, jak żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować, ale On oddalił się spośród nich. Wielu jednak spośród nich uwierzyło. Byli też i tacy, którzy pozostali obojętni. Jak dziś.

Wobec słów Jezusa i ja muszę sobie zadać pytanie: za kim idę w moim życiu? Bardzo sugestywny jest obraz, jakim posługuje się Jezus, choć dla nas dziś, „mieszczuchów” mało przemawiający. To, co najważniejsze: On nie zmusza, by iść za Nim. On zaprasza, respektując naszą wolność. On jeden ma moc doprowadzić nas do życia wiecznego. Pozwalam się Mu prowadzić? Czy też daję się oszukiwać różnym najemnikom? Jak odróżnić dobrego pasterza od złego? Po czynach, czyli po oddaniu temu dziełu. Po tym, czemu poświęcają swoje życie… To również mocne wezwanie dla dzisiejszych pasterzy Kościoła. Ale również dla wszystkich, którzy mają słuchać głosu Chrystusa, modlić się za pasterzy, modlić się o nowych… Obojętnie gdzie jesteśmy w Kościele, każdy z nas musi rozpoznać w Chrystusie jedynego Dobrego Pasterza. I posłusznie iść za Nim. Tylko Chrystus, Dobry Pasterze, może mi dać życie wieczne. On, moja nadzieja. Choćbym chodził w ciemnościach, z Nim zła się nie ulęknę. Amen.