Kategorie
Homilia

Niedziela Zmartwychwstania 2016

Radujmy się: oto niedziela, która nadaje sens wszystkim niedzielom roku. Grób jest pusty. (Facebook: Ktoś się zdziwił, dlaczego w optyce tak radosnych Świąt umieszczać wizerunek Jezusa cierpiącego…). Nie ma zmartwychwstania bez doświadczenia śmierci, grobu. Diabeł myślał, że Krzyż Jezusa to jego największe zwycięstwo. I miałby rację, gdyby Jezus nie zmartwychwstał. Tak czasami podszeptuje i nam. Oto dzień, który dał nam Pan! Czy nadaje również sens mojemu życiu?!

Niedziela, która nadaje sens wszystkim naszym porażkom, bezsilności. Choćby wobec śmierć kogoś bliskiego. Potrafimy zrozumieć rozpacz uczniów po śmierci Jezusa, ich zagubienie. Przed oczyma mają ostatnie dni: uroczysty wjazd do Jerozolimy; trwogę Ogrójca; pojmanie przez zdradę Judasza; biczowanie, cierniem ukoronowanie; podburzony tłum wołający: „Ukrzyżuj!”. Okrutna śmierć. Kamień zatoczony na grobie. Lęk przed tym, że i oni doświadczą tego samego. Zamknięci w Wieczerniku. Ich życie stoczyło się jakby w ciemność

Nagle do tej ciemności wpada promyk nadziei, którego jeszcze nie rozumieją: Maria Magdalena woła – „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono„. Trzeba to rozważyć, zbadać. Jezus wyszedł ze swojego grobu i nie chce, byśmy Go przytrzymywali w grobach naszych: zniewoleniach, uzależnieniach, braku nadziei, zaniku życia duchowego, małoduszności. On dziś staje przed tymi grobami i woła mocą swojego zmartwychwstania: wyjdź z tego grobu! Jest to już możliwe, bo Ja zmartwychwstałem!

Nie spoglądajmy na to wydarzenie wiary jedynie „perspektywy sentymentalnej”, nie zatrzymujmy się „na poziomie emocji”, przez przyjęcie bezpiecznej „pozycji obserwatora”. Bo wtedy logika Krzyża i zmartwychwstania będzie tylko świątecznym ornamentem – jedynie pretekstem do świętowania.

Radość zmartwychwstania. Ona jest niewspółmiernie większa niż radość ze świąt. Ta ostatnia niekoniecznie musi być religijna, mieć coś wspólnego z Bogiem. Może być po prostu radością wolnych dni, lepszych potraw, tradycją poświęcenia koszyczka z pokarmami czy oblaniem kogoś w mokry poniedziałek. Co jest potrzebne, aby odnaleźć radość Zmartwychwstania? Mocna szczera wiara i pragnienie życia z Bogiem, pragnienie świętości. Zmartwychwstanie jest owszem wydarzeniem historycznym (konkret miejsca i daty), ale jego skutki są ponadczasowe, dotykają każdego człowieka. W skutkach Chrystusowego odkupienia, jak i w zobowiązaniach z tego płynących.

A my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie„. Też mam być świadkiem Zmartwychwstałego. Wobec cywilizacji, która boi się pustego grobu. Jak wówczas, gdy wystawiono przy grobie Jezusa straże, a gdy to nie pomogło, zapłacili za rozsiewanie kłamstw. Tak i dziś, są tacy, którzy będą pieczętować życie (aborcja eugeniczna, i inne formy cywilizacji śmierci). I będą urządzać demonstracje przeciw terroryzmowi i 34 ofiarom, a głosu nie wydadzą wobec ponad 2 tys. zabitych w ub. roku w majestacie prawa (eutanazja), nie licząc dzieci zabitych przez aborcję. Tylko Zmartwychwstały ma moc, aby te kamienie odwalić, aby nasze życie było wolne. Byśmy czuli i mieli świadomość, że jesteśmy dziećmi, a nie niewolnikami.

Dwa zagrożenia stają dziś przed nami, kiedy Zmartwychwstały chce się spotkać z każdym z nas, chce wejść ze swoją mocą do naszego życia. Racjonalizm i perspektywa tylko ziemska w naszym patrzeniu na życie.

Zmartwychwstały przynosi prawdziwe życie. By je przyjąć nie wystarczy stanąć u pustego grobu. Trzeba Go spotkać osobiście. To spotkanie z Nim, choć niewidzialne dla oczu, jest dużo bardziej realne, niż spotkanie kogoś, kogo widzą nasze oczy. Tak jak życie, które On przynosi jest nieskończenie realniejsze od tego, które doświadczamy dziś. Nie dajmy się oszukać modnemu racjonalizmowi, który będzie nas przekonywał, że nie może być w Ttym, co dopiero wyszedł z grobu takiej mocy, przed którą trzeba upaść na kolana. Dotknąć Go jak Apostołowie w Wieczerniku. Nie widzieć w Nim tylko odrażających oznak śmierci… Wierzę w tyle, co widzę. To jeszcze wiara?!

Jest taka przypowieść: W brzuchu ciężarnej kobiety rozmawia dwóch chłopców – jeden wierzący, drugi nie. Jeden pyta drugiego: – Czy ty wierzysz w życiu po urodzeniu? Wierzący: – Oczywiście, wszyscy wiedzą, że istnieje, a tu jesteśmy po to, aby stać się silnymi i przygotować na to, co nas czeka. Niewierzący: – To wszystko głupota, nie ma żadnego życia po urodzeniu. Czy możesz sobie wyobrazić, jak takie życie by wyglądało? Wierzący: – Nie znam szczegółów, ale tam na pewno będzie więcej światła i więcej radości. Będziemy np. jeść ustami. Niewierzący: – To śmieszne, przecież mamy pępowinę, która nas karmi. Tu jeszcze nikt nigdy nie powrócił. Życie po prostu kończy się narodzinami. Na to wierzący: – Nie, ja nie wiem, jak będzie dokładnie to życie wyglądało, ale na pewno zobaczymy mamę! Ona się o nas troszczy. – Mamę?, zapytał niewierzący. Ty wierzysz w mamę? No to gdzie ona jest? Wierzący: – Przecież ona jest wszędzie, jest wokół nas, dzięki niej żyjemy, bez niej by nas nie było. Na to niewierzący: – To jakiś absurd! Ja nie widziałem żadnej mamy, więc to proste: na pewno jej nie ma. Wierzący: – Nie zgadzam się z tobą. Czasami, gdy wszystko wokół cichnie, można usłyszeć jak ona śpiewa, jak gładzi nasz świat. Ja wierzę, że nasze prawdziwe życie zacznie się po urodzeniu.

A ty: wierzysz? Wierzysz, że Zmartwychwstały staje przed tobą w tej Liturgii? Bo inaczej trzeba zapytać: Czy wiesz dlaczego biją rezurekcyjne dzwony? Zatrzymajmy się dziś przed Zmartwychwstałym, aby uwielbić Boga za Jego miłość. Za to, że posyłając na ziemię swojego Jednorodzonego Syna nie pozwolił, by nasze życie było niekończącą się ucieczką. W Nim nasza wolność! W Nim nasz ratunek! W Nim nasza wieczność! Czy może być większy powód do świętowania?

Bóg wskrzesił swojego umiłowanego Syna z martwych i posadził po swojej prawicy, bo jest Bogiem życia. Jest obok każdego z nas: stwarzając, powołując do wiary, wyzwalając z grzechu, wskrzeszając… Teraz mam żyć tymi właśnie konsekwencjami „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi.”

Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi„. To nie oznacza, jak chcą niektórzy wrogowie Jezusa, że mamy zająć się sprawami nieba, a im zostawić sprawy ziemi. Nie!!! Dążyć do tego, co w górze nie oznacza zapomnieć o naszych obowiązkach tu na ziemi. Oznacza, że przejście Pana przez śmierć przyobleka nas w nieśmiertelność i naszym przeznaczeniem jest Życie na zawsze. Od tej pory, choć z rzeczywistością śmierci przychodzi nam się spotykać, to ona nie jest motywem lęku czy beznadziei. Chrystus otworzył nam bramy życia. Choć jeszcze nie raz będziemy musieli przechodzić chwile wątpliwości, będziemy odczuwać, że Zmartwychwstały idzie razem z nami, jak z uczniami do Emaus, i w ten sposób nigdy, nawet największe trudności nie będą większe niż nasza zdolność stawienia im czoła. Od dziś możemy powiedzieć na nowo: „inny świat jest możliwy„. I on jest dla mnie! Panie, wierzę, że zmartwychwstałeś dla mnie. I proszę Cię: Przymnóż mi wiary!