Czujesz się tutaj bezpieczny? Wyobraź sobie: jesteśmy tu, w kościele i zerwała się ogromna burza, tornado, ściany kościoła trzeszczą w posadach, za chwilę może zerwać dach… co byś wtedy pomyślał… jaka byłaby twoja modlitwa i wiara w to, że w tej łodzi jest z nami Chrystus?!
Czy burza może być groźna? Zdecydowanie tak. Niebezpieczne są same pioruny, a także towarzyszące burzy zjawiska meteorologiczne, jak choćby silny wiatr. Porażenie piorunem bardzo często jest śmiertelne, ale wyładowania atmosferyczne mogą powodować także pożary, uszkadzać budynki czy ich instalacje.
Wiara poddawana próbom. Wiele jest różnych zaburzeń i burz w naszym życiu, które poddają próbie naszą wiarę. Bywa, iż wydaje się nam, iż Jezus śpi, nas nie słyszy. Bo może wołamy:
„Panie, nic to Cię nie obchodzi, że tak mało teraz powołań kapłańskich? Że młodzi stają się obojętni na wiarę? Nic Cię nie obchodzi, że tylu ochrzczonych rodziców, zamiast przekazywać wiarę, wypisuje swoje dzieci z lekcji religii? Panie nic Cię nie obchodzi, że teraz takie gwałtowne fale ateizmu i antychrześcijaństwa biją w łódź Twojego Kościoła?”.
Jeśli niepokoisz się o Kościół, to dobry znak. Znak, że Kościoła nie opuściłeś, że zależy Ci na dobru Kościoła i że Kościół kochasz. Zatem ciesz się, że Kościół jest dla ciebie matką, z którą czujesz się głęboko związany.
Ale przypomnijmy sobie, że Pan Jezus skarcił apostołów za to, że zlękli się tego, że ich łódź zatonie podczas burzy. Łódź, w której znajduje się Pan Jezus, nie może przecież zatonąć. Toteż jeśli kiedyś przyjdzie na nas lęk o przyszłość Kościoła, badajmy przede wszystkim swoją wiarę: czy ja naprawdę wierzę w Pana Jezusa (że jest prawdziwym Bogiem?). Badajmy wtedy swoją miłość: czy zawierzenie siebie Bogu jest naczelnym drogowskazem mojego życia? – i o resztę się nie martwy. Pan Jezus jest Synem Bożym i Panem ludzkich dziejów. Jeśli zechce, w jednym momencie może uciszyć burze, które niepokoją Jego Kościół. Jeżeli zaś różne burze przyjadą na mnie lub na ciebie, nie lękajmy się, tylko jeszcze więcej się do Niego nawracajmy. Jeszcze więcej zawierzajmy Mu samych siebie.
O wiele groźniejszy od burzy jest brak wiary. To wskutek braku wiary ogarnął Apostołów strach. Brak wiary powoduje bowiem osamotnienie człowieka wobec świata, a zwłaszcza śmierci. Bo cóż może człowiek w obliczu ogromu wszechświata i swego nieuchronnego końca, jeśli nie ma Boga, jeśli się w Niego nie wierzy? Człowiek podejmuje wtedy rozpaczliwą walkę o ratowanie siebie, ale nadaremnie. Bo samemu nie można się zbawić.
„«Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?»” – czy także dziwi się moją słabą wiarą? Mamy wiarę, ale gdy wokół nas na skutek różnych życiowych problemów łódź naszego życia zaczyna się zanurzać, napełniamy się lękiem i krzyczymy w sercu: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. Uspokójmy emocje i pomyślmy: Jak ma Go nie obchodzić, kiedy swoje życie oddał za nas?! Św. Paweł: „za wszystkich umarł Chrystus po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor 5). Pan dozwala na burze, aby nas w ten sposób oczyszczać: z samowystarczalności.
Dziś jednak daje się słyszeć inne zdania – różne wymówki: „Jestem wierzący, ale nie praktykujący”. To ci, którzy nie chcą wypłynąć na głębię, którzy nie są posłusznie nakazowi Chrystusa: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Nie chcą podjąć ryzyka wiary. Lub inne głosy: „straciłem wiarę”. Im jednak nie Jezus zasnął, lecz oni sami posnęli – tak jak nie zasnął Chrystus w Ogrodzie Oliwnym, lecz to uczniowie byli posnęli. Inni: liczę na cywilizację, ona mnie obroni.
Na koniec zwróćmy uwagę na początek Ew – „gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: «Przeprawmy się na drugą stronę»” – symbol naszego życia, przejścia do wieczności. Całe życie człowieka jest wyprawą na drugą stronę. Dwie rzeczy potrzebne w tej podróży: wiara i wspólnota. Ciemność, którą trzeba przejść z zapaloną lampą w ręku = wiara. Łódź, w której wspólnie płyniemy = Kościół. Wiara oparta na obietnicy Jezusa: Ja jestem z wami zawsze! Wspólnota, bo przecież Jezus mówi: „Przeprawmy się…”. My, czyli razem. On posyła, ale mówi: „Zróbmy to razem”.
Jakże mocna nadzieja płynie z Ewangelii!
Dzisiejsze Słowo prowadzi nas nad brzeg życia i śmierci. Tam gdzie musimy opowiedzieć się, czy słuchamy lęku i trwogi, czy jesteśmy dziećmi odwagi płynącej z zaufania Bogu. Jezus swoją śmiercią pokonał już wszystko, co budzi w nas lęk. On nad wszystkim panuje. Strach, oddany w Jego ręce, już nie paraliżuje w nas miłości, która jest silniejsza od śmierci i która przynagla do ofiarowania swego życia. Św. Teresa z Avila tak zachęca: „Niech nic cię nie niepokoi, niech nic cię nie przeraża. Wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Temu, kto ma Boga, nie brakuje niczego. Bóg sam wystarcza”.
