Kategorie
Homilia

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 'A’

Gdy człowiek się rodzi to ledwo coś widzi. Potem jego wzrok staje się zazwyczaj normalny, pozwala widzieć, lepiej czy gorzej. Z wiekiem nasz raczej się pogarsza, musimy nosić okulary (soczewki).

Inaczej jest duchowo. Rodzimy się całkowicie niewidomi. Rodzimy się w grzechu pierworodnym. Chrzest staje się takim obmyciem, więc możemy powiedzieć, że to o nas mówi św. Paweł: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości”. Tak, by spełniały się słowa Jezusa: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, będzie miał światło życia” (J 8, 12b).

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia„. To niewygodny niewidomy. Kiedy siedział na swoim miejscu żebraka często był niezauważany: mógł tam sobie siedzieć. Lecz kiedy zachciało mu się widzieć i zaczął widzieć, nie robi nic innego jak tylko stwarza problemy: a to wierzącym praktykującym (Żydom), a to swoim rodzicom… Wydaje się, że nawet on sam, ciągany od przesłuchania do przesłuchania i wyrzucony z Synagogi, zaczął myśleć, że tak naprawdę nie było mu tak źle, gdy był anonimowym niewidzącym.

Teraz widzi: widzi, kto go uzdrowił. Ale nie wie, kim on jest. Wydaje mu się, że musi być jakimś prorokiem i że pochodzi od Boga. I tę swoją drogę poznawczą kończy nie tym, że już się dowiedział, lecz „wierzę Panie” – wyznanie prosto z serca. Odzyskał nie tylko wzrok oczu, ale także i wzrok serca.

Ci, co go przepytują pozostają niewidomymi z otwartymi oczami, są jak ciemności niezdolne przyjąć światło. Niewidomy w swojej prostocie odzyskuje wzrok, widzi oczami i sercem. Ci co trwają w swojej pysze, pozostają niewidomi. Czy i my nie jesteśmy z  rodzaju „niewidomych z otwartymi oczami”? My pośrodku cywilizacji ludzi ogarniętych ciemnością hipokryzji i kłamstwa, ciemnością chciwości i konsumpcji, ciemności korupcji i rozwiązłości seksualnej, tam właśnie każdy z nas ma być światłem. Nie wystarczy oskarżać, użalać się i lamentować, gdyż większy pożytek jest z zapalenia choćby jednej zapałki niż ciągłego narzekania na ciemność.

Ale nie zapomnij, że to nie my stwarzamy to światło — my je jedynie odzwierciedlamy. To nie my zbawiamy dusze, skłaniając je do czynienia dobra, jesteśmy tylko narzędziami, bardziej lub mniej przydatnymi do zbawczych zamiarów Bożych. Gdybyśmy kiedyś pomyśleli, że dobro, które czynimy, jest naszym dziełem, powróciłaby pycha jeszcze bardziej zdradliwa niż przedtem; sól utraciłaby smak, a światło rozmyłoby się we mgle” (Przyjaciele Boga, 250)

Wsłuchajmy się zatem w słowa Jezusa: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal” – mocne ostrzeżenie Jezusa. Do nas. Bo ciemności dopadają także ochrzczonych, którzy albo nigdy nie odkryli daru chrztu, albo odwrócili się od Jezusa i Jego Kościoła. Mamy w Polsce sporą rzeszę ochrzczonych pogan. Pewnie nie brak ich także w naszej wspólnocie chrześcijańskiej.

Tam, gdzie jest największa świętość, tam świat w swej ciemności wydaje najbardziej głupie i kuriozalne oceny. Tak było w przypadku rotmistrza Witolda Pileckiego, który dobrowolnie  stał się więźniem obozu. Pod dwóch latach wychodzi na wolność, prześwietlił plany obozowe z narażeniem życia, a potem Polacy, rodacy skazali go na karę śmierci za zdradę stanu i narodu.

Powtarza się to, co było 2 tysiące lat temu. Jezus uzdrowił niewidomego od urodzenia, a przez faryzeuszy został okrzyknięty grzesznikiem i posądzony, że łamie prawo, bo uzdrawia w szabat. Czy tak nie jest w przypadku papieża św. Jana Pawła II? Działo się to na Podkarpaciu, 4-letni chłopczyk bawił się w kuchni jakimiś klockami. Wieczorem zaczęła boleć go główka. Rodzice nie wiedzą co się dzieje, ból nie ustępuje, dziecko płacze. Idą do swojego lekarza pediatry. Lekarz odkrywa, że w nosie dziecka jest duże ziarnko fasoli. Wiadomo, że fasola, gdy zetknie się z czymś mokrym, pęcznieje. Pediatra kieruje ich laryngologa, ten stwierdza, że nie da rady, konieczny jest zabieg. Daje im skierowanie do szpitala. Gdy tam jadą przejeżdżają obok pomnika Jana Pawła II ojciec zatrzymuje samochód i mówi do żony: – Pomódlmy się o szczęśliwy przebieg tego zabiegu. Po modlitwie wsiadają do samochodu i jadą do szpitala. Po drodze nagle to dziecko zaczyna kichać. Liczyli te kichnięcia. Kichnęło 10 razy. Za 10-tym razem z noska wyskoczyła ta nieszczęsna fasola. Zabieg był niepotrzebny. – Powiedz tym rodzicom, że Jan Paweł II nie jest świętym…że trzeba zburzyć jego pomniki…

Idź, obmyj się w sadzawce Siloe„. To wezwanie Jezus kieruje dziś do każdego z nas. Bo może nasze oczy oblepione są błotem naiwności, osądów a może nawet nienawiści. Można patrzeć, a nie widzieć. Obserwować dalekie planety, a nie dostrzegać człowieka obok. Ślepota grzechu stała się chorobą bardzo powszechną. Oziębłość w wierze sprawia, że nam to nie przeszkadza. Jeśli oślepi mnie grzech, zawsze mogę zwrócić się do Jezusa. On zaś powie mi, abym obmył się wodą miłosierdzia w sakramencie pokuty.