Sól. Ewangelia z dziś – To nie program o gotowaniu ani medyczne rozważania o szkodliwości soli (nadmiaru). Owszem, doświadczenie życiowe nam podpowiada: Gdy coś gotujemy, musimy dodać sól w odpowiednim momencie. Mało zabawne staje się, gdy gotujący pyta nas o to, czy chcemy soli, gdy już spożyliśmy, wstrzymując oddech, ziemniaki pure bez soli.
Jezus mówi nam dziś, że to my jesteśmy solą ziemi. Mówi do nas, którzy żyjemy w społeczeństwie ludzi znudzonych, dla których wszystko jest mdłe, bez smaku i dlatego ciągle szukają nowych, ciągle mocniejszych wrażeń i atrakcji. Nie znajdują smaku życia, może właśnie zjedli już te swoje ziemniaki pure, a my nie zdążyliśmy na czas z solniczką. A może to my sami: dla nas tu obecnych wszystko jest mdłe, bez smaku.
Bez soli Bożej, czyli Wiary, społeczeństwa się psują. Nasze również: szybciej, niż nam się wydaje. Bo nie brak sytuacji czy postaw, na które w krajach niechrześcijańskich, jak np. w Japonii czy Jordanii, nikt by nie dozwolił. Nie szukajmy winnych. Bo to może my, którzy winniśmy być solą naszego społeczeństwa staliśmy się bez smaku, a sól bez smaku jest do niczego: najwyżej do wyrzucenia.
Potrzeba naszej chrześcijańskiej obecności wszędzie tam, gdzie decydują się najważniejsze zmiany, gdzie można nadawać smaku życiu. Gdzie trzeba myśleć głową i sercem przenikniętym mocą prawdy Ewangelii.
Jeden z amerykańskich uniwersytetów. Profesor Josh McDowell, gdy wspomina historię swojego spotkania z wiarą, mówi przede wszystkim o pewnej grupie studentów, których życie wyglądało zupełnie inaczej od życia pozostałych. On sam szukał sposobu na szczęśliwe życie, jednak jego ulotne szczęście było uzależnione od okoliczności: gdy wszystko szło po jego myśli, czuł się szczęśliwy, gdy sprawy układały się źle – czuł się fatalnie. Studenci, których spotkał, promienieli szczęściem i było widać, że nie jest ono zależne od okoliczności. Posiadali jakieś niezawodne źródło szczęścia. Jak się okazało, tym źródłem był Jezus, życie w dobrych relacjach z Nim. Było to dla Josha wielkie odkrycie. Życie tych młodych ludzi miało prawdziwy smak, dlatego on sam zapragnął lepiej poznać Jezusa, aby również jego życie stało się szczęśliwe.
Być solą i światłem to konkret życia. Prorok Iz: „jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach”. Nadmiar soli: gdy rodzice robią wszystko za dzieci….
Za Kazimierza Wielkiego kopalnie soli w Wieliczce i Bochni stanowiły jedną czwartą dochodów państwa…. Dla świata dziś takim niezbędnym bogactwem jest obecność w nim chrześcijan z krwi i kości. Zdecydowanych i klarownych w swoich słowach i czynach.
Co to znaczy w praktyce? Słowa Wy jesteście solą dla ziemi… Wy jesteście światłem świata wypowiada Bóg-Człowiek, ten, który zna prawdę o człowieku lepiej nawet niż my sami, bo z boskiej perspektywy wieczności. Czyż więc możemy wątpić w prawdziwość tych słów? Czy nie powiemy za św. Piotrem: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego?” (J 6,68)
Skoro sól może utracić smak, trzeba postarać się o czujność. Nikt nie jest chrześcijaninem na zawsze i nawet geniusz może zakopać talent. Łatwo wpaść w pokusę rutyny i powtarzających się opowiadań o własnej świetlanej przeszłości i osiągnięciach, które przecież nie są na zawsze. Nie można żyć tylko wspomnieniami o przeszłości. Ziemia potrzebuje soli corocznie i to soli, która rzeczywiście jest solą.
Dlatego nie można zamknąć się w kręgu wzajemnej adoracji, zamknąć w kościele. Ale dzisiejsze słowa Jezusa to żądanie, byśmy byli Jego świadkami na zewnątrz Kościoła, wobec niewierzących czy walczących przeciw Kościołowi. Byśmy byli solą dla ziemi i światłem dla świata – to Jego życzenie.
Wobec takiej postawy stare jak świat są zarzuty: niech sobie katolicy uważają małżeństwa za nierozerwalne, ale dlaczego to nam narzucają? Dlaczego narzucają innym prawa antyaborcyjne czy sprzeciw wobec uznania związków homoseksualnych za równoprawne małżeństwom?
Nic bardziej mylnego. Nie ma tu wcale żadnego narzucania. Prawda o powadze i nierozerwalności małżeństwa to nie wynik zgody różnych poglądów. Krzywdy dzieci w wyniku rozwodu rodziców są czymś bardzo obiektywnym, niezależnym od wiary czy religii. Faktem obiektywnym jest to, że aborcja zawsze jest zabójstwem małej istoty ludzkiej. Faktem jest również i to, że prawa wywierają realny wpływ na decyzje moralne wielu ludzi. Dlatego nie jest czymś obojętnym, czy prawo stoi po stronie dobra.
Świadectwo uczniów Chrystusa na rzecz obiektywnej hierarchii wartości to tylko mała cząstka wypełniania nakazu Chrystusa, by być solą dla ziemi i światłem dla świata. Najpierw trzeba się zapytać o coś innego: czy moja relacja z Jezusem jest prawdziwie żywa: czy On jest dla mnie solą, która nadaje prawdziwy smak mojemu życiu? Czy Jezus jest światłem, które rozświetla moją drogę pośród mroków tego świata, zwłaszcza kiedy dokonuję ważnych życiowych wyborów.
By stać się solą i światłem, trzeba najpierw zaprosić do swojego życia tego, który jest Światłością świata. Znany aktor […..] przyznał w wywiadzie, że gdy się ożenił, a na świat przyszła jego córka, wiara nie była zbyt obecna w jego życiu.
– Funkcjonowaliśmy na zasadzie: w niedzielę Msza Święta, a później zakupy w supermarkecie. W pewnym momencie poczuliśmy, że potrzebujemy pomocy, bo nasze relacje są bez perspektywy, każde myśli tylko o swoich potrzebach, a druga strona ma spełniać określone oczekiwania – powiedział aktor.
Wszystko zmieniło się, gdy – za radą znajomego księdza – rodzina zaprosiła Jezusa do swojego życia. (nie wystarczy odwiedzać Go raz w tygodniu)
Każda Eucharystia: światło Bożego słowa – smak Eucharystii, która jest smakiem życia wiecznego. Bez niej nie wypełnimy nakazu Chrystusa, aby być solą ziemi i światłem świata.
