Kategorie
Homilia

XVII NIEDZIELA ZWYKŁA „C”

Dzisiejsza Ewangelia to jakby kontynuacja tej z poprzedniej niedzieli, która mówiła nam o gościnnym domu Marii i Marty. Jezus raz jeszcze powraca do ważności przebywania z Nim: słuchania Boga i rozmowy z Bogiem (Modlitwa słuchania: Matka Teresa i modlitwa mówienia: Ojcze nasz).

W Kościele nie może zabraknąć zrozumienia dla znaczenia modlitwy, tracenia czasu dla Boga, troski o wieczność, o zbawienie. „Problemy właściwej relacji między Marią i Martą istnieje zwłaszcza w dzisiejszym Kościele” – mówił w 2001 roku kardynał Ratzinger. „Zajmujemy się służbą Marty, wykonujemy wiele zewnętrznych rzeczy: mamy posiedzenia, komisje, synody, dyskusje, nadmiar dokumentów…- tak, dzieje się wiele.. Ale może być tak, że w tym ciągłym zabieganiu Marty zapominamy, że prawdziwe oddanie siebie Panu, Jego królestwu, wymaga znacznie więcej niż tylko zewnętrznych działań. Zapominamy, że potrzeba przede wszystkim naszego siedzenia u stóp Pana, wsłuchiwania się w Jego słowo, w którym daje On nam samego siebie”.

Czy umiemy się modlić? Nie chodzi o ilość litanii czy koronek. Chodzi o umiejętność słuchania głosu Pana. Czasami przeraża nas myśl, że trzeba milczeć. Milczeć na modlitwie…?! Słuchać?! Ale jak tu nic nie mówić?

Warto wtedy przypomnieć sobie postać św. Matki Teresy z Kalkuty. Kojarzona przez nas wszystkich z wielkim dziełem miłosierdzia: opieki nad bezdomnymi. Skąd brała moc? Bo to także…niewiasta głębokiej modlitwy. Każdego dnia spędzała długie godziny na adoracji Najświętszego Sakramentu. Dopiero kiedy odeszła z tego świata, okazało się, że przez blisko pół wieku przeżywała swoistą „noc duszy”, tęskniąc za utraconym poczuciem bliskości Boga. To nie była utrata wiary, lecz doświadczenie mistyczne.

Doprawdy można ją nazwać „Teresą od nocy ciemnej”. Jak to możliwe? Dnia 10 września 1946 roku – miała wówczas 36 lat – w trakcie podróży pociągiem otrzymuje wyraźne wezwanie do opuszczenia zgromadzenia zakonnego, do którego należy, i wyjścia na ulice, by służyć najbiedniejszym z biednych. Powołanie jest jasne, nie ma w nim cienia wątpliwości. Wie, że to wola Boża i że będzie to Jego dzieło. Przez dziesięć miesięcy słyszy Jezusa, który z nią rozmawia i inspiruje do działania: „Chodź, bądź moim światłem” (w ciemnych zakątkach Kalkuty). Teresa nie zwleka. Pisze do arcybiskupa Périera SJ i prosi o pozwolenie na dzieło. Arcybiskup nie jest z początku, tak jak ona, przekonany o tym, że owo natchnienie pochodzi od Boga. Teresa musi czekać, jednak obstaje przy swoim i wciąż powtarza w swoich wielu listach: Let me go.

Gdy arcybiskup po rocznym namyśle wydaje pozwolenie i zapewnia, że wierzy już w jej nowe powołanie, ustaje jej wewnętrzny kontakt z Jezusem. Przestaje słyszeć Jego głos. Pozostawia ją w zupełnych ciemnościach, które poza kilkudniowym wytchnieniem w roku 1958, będą trwały aż do jej śmierci.

Przejmująca jest lektura listu, w którym arcybiskupowi albo swemu spowiednikowi opisuje swój stan wewnętrzny. „Jest we mnie taka ciemność, jakby wszystko umarło. Tak jest z mniejszym i większym natężeniem od czasu, jak rozpoczęłam to »dzieło«”. Czuje się odłączona od Boga, niekochana, a nawet niechciana, tak – odrzucona przez Niego. Jednak dodaje: „W samo »dzieło« nie wątpię, jestem przeświadczona, że ono jest Jego, a nie moje”. W uczuciach – ciemność nocy, w rozumie i woli – wiara i posłuszeństwo woli Bożej.

Dwa lata później, w 1961 roku, spotyka ojca Neunera SJ, który pomaga jej zrozumieć sens nocy ciemnej. Uczestniczy mianowicie w cierpieniu Jezusa i w ten sposób współpracuje z Nim w ratowaniu świata. „Po raz pierwszy od jedenastu lat – pisze do ojca Neunera – jestem w stanie pokochać ciemności. Dziś naprawdę czuję głęboką radość z tego, że Jezus już nie może powtórzyć swej walki, ale pragnie przecierpieć ją we mnie”. Równocześnie uświadamia sobie, że te ciemności umożliwiają jej radykalną identyfikację z tymi, którym chce służyć: we własnym ciele i w swojej duszy doświadcza poczucia absolutnego opuszczenia, które dotyka najbiedniejszych z biednych.

Jeżeli kiedykolwiek zostanę świętą – pisała w 1962 roku do ojca Neunera – to z pewnością będę świętą od »ciemności« [darkness]. Wciąż będę nieobecna w niebie, by zapalać światło w tych, którzy żyją w ciemnościach na ziemi”. Kiedy mówi o „ciemnościach na ziemi”, ma na myśli przede wszystkim tych najbiedniejszych z biednych, których poczucia bycia opuszczonymi, niechcianymi i wyrzuconymi poza nawias sama miała łaskę zakosztować. Później, gdy zaczęła zakładać klasztory w bogatych, zsekularyzowanych krajach, zrozumiała, że istnieją jeszcze ciemniejsze ciemności od tych, z jakimi spotkała się w slumsach Kalkuty: ciemności w społeczności, która zyskała poznanie Boga, ale która zaczyna Go opuszczać. (W. Stinissen)

Pan Jezus często i wiele się modlił, bo również w swojej ludzkiej naturze był cały oddany swojemu Ojcu. Nieraz całe noce spędzał na modlitwie. W końcu święta zazdrość ogarnęła uczniów: „Panie, my chcielibyśmy podobnie! Naucz nas się modlić!„. Nieraz pragnienie modlitwy ogarnia ludzi na widok kogoś, kto prawdziwie i głęboko się modli.

Nauczył ich modlitwy, którą modliliśmy się już tysiące razy. Znajdź kiedyś czas na taką modlitwę, w której pomedytujesz trochę jej treść. I to, jak wpływa na twoje życie. Mówisz Ojcze nasz, a często może nie traktujesz innych jak przystało na dzieci tego samego Ojca w niebie. Mówisz: święć się imię Twoje, a Bożym imieniem wycierasz sobie usta, zamieniając na przekleństwo. Mówisz: przyjdź królestwo Twoje, a pamiętasz tylko o budowaniu swojego królestwa na ziemi. Czy nie przewrotne stają się wtedy w naszych ustach słowa tej modlitwy?! Czy taka modlitwa nie obraża więcej Pana Boga, niż przynosi Mu chwały?! Dotyczy to wszystkich próśb, jakie znajdują się w Modlitwie Pańskiej. Każda z nich dotyczy spraw wielkich, każda jest przeniknięta zawierzeniem Bogu i dziękczynieniem za Jego miłość. Zarazem każdą z nich można zanosić do Boga w sposób pusty i zakłamany.

Modlitwa jest sztuką, tak samo jak miłość, której trzeba się uczyć całe życie. Czasem wydaje nam się, że już potrafimy, ale przychodzą momenty, że cała nauka jakby na nic. Wytrwałości w ciszy, świadomości w mówieniu.

Panie, również nas naucz się modlić. I broń nas od modlitwy zakłamanej.