Ktoś mówiąc o sztuce pisania powiedział: „Przymiotnik jest nieprzyjacielem rzeczownika”. Może to komuś wydawać się bez znaczenia (jak: masło jest nieprzyjacielem chleba), jednak nie ulega wątpliwości, że efekt rzeczownika może zostać popsuty przez nadmiar przymiotników wokół niego. Dlaczego o tym? Bo wydaje się, że my katolicy często dodajemy niepotrzebne przymiotniki. Nigdy nie mówimy „Bóg”, lecz „Bóg Wszechmogący”, jakbyśmy byli ludźmi o krótkiej pamięci i musielibyśmy sobie przypominać, że Bóg jest wszechmogący. A w przypadku tego punktu Credo: „święty Kościół powszechny”, czy słowo „święty” jest jedynie ładnym dodatkiem? Czy też nam mówi coś więcej?
Odpowiedź jest prosta: w Credo nie ma pustych, zbędnych słów! Świętość Kościoła jest czymś, w co ja i ty mamy wierzyć. Jednak w praktyce życia nie jest to już czymś tak oczywistym. Kiedy św. Paweł mówi o Kościele jako Oblubienicy Chrystusa, podkreśla, iż Chrystus chce, aby Kościół stanął przed Nim „jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,27). Czyli taki, z którym zjednoczy się w niebie. Ale to nie jest Kościół, jaki my znamy. Z dwóch powodów.
Po pierwsze, być katolikiem, nie oznacza automatycznie iść do nieba. Bo tu w Kościele na ziemi wszystkiego jest po trochu. Wielka różnorodność osób. Tak wynika choćby z przypowieści o rolniku, który zasiał ziarno na polu. Ale nocą przyszedł nieprzyjaciel, zasiał chwast i wprowadził spore zamieszanie. Słudzy chcieli chwast natychmiast wyrwać. Na co gospodarz: „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza” (Mt 13,30). Nie wiadomo, czy współcześni rolnicy by się z nim zgodzili. Tak jednak dzieje się w przypadku królestwa Bożego (Kościoła): dobrzy i źli chrześcijanie będą obok siebie aż do ostatecznego żniwa. Źli będą obok dobrych przychodzić do kościoła, będą pochowani na tym samym cmentarzu. To jednak nie oznacza, że razem z dobrymi pójdą do nieba. Podobnie inna przypowieść o sieci zarzuconej w morze, która zgarnia wszystkie ryby. „Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”(Mt 13, 49). Tak będzie z siecią Kościoła po drugiej stronie śmierci.
To jest motyw, dlaczego Kościół, który znamy jest inny, też ten, który w chwale nieba stanie się Oblubienicą bez zmazy poślubioną przez Chrystusa. Istnieje jeszcze drugie oblicze tej prawdy. Są też nie-chrześcijanie, którzy pójdą do nieba. Byli poza Kościołem z racji tego, co nazywamy „ignorancją niepokonalną”. Z przyczyn od siebie niezależnych nie odkryli, że jedyną pewną drogą do zbawienia jest założony przez Chrystusa Kościół katolicki.
Czyli Kościół w niebie to nie będą tylko osoby, które są w Kościele na ziemi. Kościół Chrystusowy w niebie będzie się składać w 100% z ludzi zbawionych. Natomiast Kościół na ziemi to jak w sieci: wszystkiego po trochu. I to mamy na myśli, gdy mówimy „wierzę, że Kościół katolicki jest święty”. Judasz zdradził Mistrza, a my mówimy „Kościół jest święty”. Idziemy do kościoła, siadamy obok pobożnego mężczyzny odmawiającego różaniec, a gdy wracamy od Komunii, brak mężczyzny i torebki. I nadal mówimy: Kościół jest święty. Co więc sprawia, że nadal tak twierdzimy?
To ważne, bo to temat często obecny w dyskusjach. Kościół święty, a tu tyle zła, również spowodowanego przez ludzi Kościoła (duchownych i świeckich). Temat długi, więc pokrótce. Byli w historii Kościoła papieże słabi i źli, np. Aleksander VI. Ale z tej samej rodziny Borgiów pochodził św. Franciszek Borgiasz (+1572), człowiek wielkiej modlitwy, mąż stanu, trzeci generał jezuitów (przyjął do nowicjatu św. Stanisława Kostkę). Święci to osoby wielkie nie przez to, co czynią, lecz co Bóg przez nich nam ukazuje. Oni są kwiatem świętości Kościoła przez wieki.
Inna rzecz, która uwydatnia świętość Kościoła to istnienie zakonów. Na całym świecie tysiące ludzi (950 tysięcy osób konsekrowanych, z czego ok. 35 tys. w Polsce) wstają rano, by wiele czasu spędzić na modlitwie, na służbie na wielu odcinkach, gdzie państwo nie chce lub nie może dotrzeć (służba biednym, opuszczonym, chorym, wychowanie dzieci). Rzesza ludzi, którzy prowadzą życie uporządkowane, pełne wyrzeczeń z miłości do Boga. Czegoś takiego, o takim charakterze, nie ma w innych religiach. To stały wyraz i świadectwo świętości Kościoła.
Gdy mówimy: <święty Kościół> nie mamy na myśli „stowarzyszenia osób świętych”. Czy prawdziwy będzie sylogizm: „Słońce nigdy nie zachodzi nad kulą ziemską – jestem mieszkańcem ziemi – słońce nigdy nie zachodzi nade mną”? To, co prawdziwe dla całej grupy nie oznacza, że musi być prawdziwe dla każdego oddzielnie. W przypadkach życia świeckiego jest tak: jakaś instytucja będzie doskonała, gdy jej członkowie będą doskonali. Kiedy mówię: „wierzę w święty Kościół”, wyznaję inną prawdę: Wierzę, że Kościół jest święty, niezależnie od tego, czy my tacy jesteśmy. Oczekuję, że to on uczyni mnie świętym, a nie że moją misją jest uczynić (takim) Kościół świętym. Kościół jest Matką, świętą Matką, która rodzi nas do świętości.
Jak możemy przekonać innych o świętości Kościoła? Tym, co nie przekonuje, co staje się przeszkodą w nawróceniu wielu jest nie tyle zło czynione przez niewielu katolików, co bardziej przeciętność większości. Jedyna droga: nie założone ręce, lecz ciągle aktywnie być na drodze ku świętości. Pamiętając, że jest ona darem łaski, która zostaje przez nas przyjęta, na którą dam odpowiedź całym życiem. Mówiąc: wierzę „w święty Kościół katolicki” wyznaję nie tylko, że świętość jest czymś dobrym, lecz również, że świętość jest dobrą rzeczą dla mnie.
