Kategorie
Katecheza - Rok wiary

9. Wierzę w Boga (4)

Każdy zgodzi się z prawdą, że człowiek jest istotą złożoną. Nie tylko w wymiarze spraw i problemów, z którymi przychodzi się mu borykać na codzień. Chodzi tutaj o złożoność bardziej istotną, można by rzec fundamentalną: punkt wyjścia do zrozumienia wszystkich innych spraw. Jesteśmy uczynieni z materii i ducha. Nasze ciało jest materialne i może być dla nas przeszkodą, kiedy dla przykładu ktoś się z nami zderzy na schodach. Nasza dusza, to coś, co w nas myśli, kocha, jest duchowa. Które z nich przynależy do rzeczywistości wyższej, wznioślejszej? Bez wątpienia dusza, gdyż daje nam poziom życia o wiele wyższy i bogatszy, niż życie zwierząt. Duch przynależy więc do wyższej kategorii niż materia, rządzi nią i nadaje jej sens: po prostu ją wyjaśnia. Lecz nasz duch nie jest tym, co nadaje sens całemu Wszechświatowi. Musi więc istnieć duch, który porządkuje cały Wszechświat i który nie jest tak ograniczony jak nasz. Tym Duchem jest Bóg.

Mija dzień za dniem, a twoja uwaga skierowana jest w większości ku światu materii. Zastanawiasz się: co będę jadł dzisiaj na obiad, czy samochód nie odmówi mi dziś posłuszeństwa, jaka będzie jutro pogoda. Popatrz jednak w swoje wnętrze, zajrzyj do własnej duszy: tam jest Bóg. Obecny jest w twojej duszy, jak promień słońca, który cię ogrzewa. Lecz Jego obecność jest o wiele bardziej bezpośrednia, o wiele bliższa niż obecność słonecznego promyka. Bóg jest przecież duchem nieograniczonym żadnymi granicami, stąd też nie ma odległości, która mogłaby nas od Niego oddzielić. Jedyne co nas od Niego oddala, to nasza postawa: niedostateczne myślenie o Nim, mierna miłość jaką Go kochamy…

Może jesteś kimś, kto powie: ale ja nie wierzę w Boga. Oczywiście, że wierzysz. Jeślibyś w Niego nie wierzył, nie mógłbyś wierzyć w siebie samego, ani nazywać swoją własnej duszy. Z reguły ludzie, którzy nie wierzą w Boga, nie wierzą w samych siebie i nie mogą też nazywać swoją własnej duszy. Tak dochodzi do tego, że bez problemu zaczynają wierzyć w ludzi pokroju Hitlera. Możesz więc postawić kolejne pytanie: <<jeśli kwestia istnienia Pana Boga jest tak oczywista, skąd bierze się konieczność wiary? Czy nie jest tak, że sprawa wierzenia powstaje tam, gdzie nie można dowieść istnienia jakiejś rzeczy i trzeba przyjąć jej istnienie, bo ktoś tak twierdzi?>>. Faktem jest, że Kościół nie oczekuje od nas, abyśmy wierzyli w Boga tylko dlatego, że nam to objawił Jezus Chrystus, lecz przypomina nam, że możemy odkryć istnienie Pana Boga sami naszym rozumem (Lumen fidei, 32-34). Chrystus objawił nam bowiem jasno i dogłębnie, że Bóg jest naszym Ojcem. O tym – przy innej okazji.

Wierzymy w Boga. Zauważamy przy tym, że nie jest tak trudno wierzyć, że On istnieje, trudniej – zdać sobie z tego sprawę. Taki jest jednak skutek upadku ludzkości. Umysł człowiek z łatwością zajmuje się światem stworzonym, co jednak nie prowadzi go do jego Stwórcy, lecz ma skutek przeciwny – oddala go od Niego. Mogłoby się wydawać, że nie jest rzeczą trudną przejść drogą od stworzenia do Stwórcy – takie to przecież logiczne. Lecz po upadku pierwszych rodziców bardzo łatwo schodzimy z tej drogi. Większość życia poświęcamy nie na co innego, jak tylko myślenie o rzeczach stworzonych, o naszej wygodzie, naszych zamiarach, naszych relacjach z innymi. I trzeba specjalnie uświadomionego momentu, aby nasz umysł skierował się ku Bogu. Dlatego też częściej powinniśmy powtarzać sobie słowa: <<wierzę w Boga>>…

Nie chodzi tu wcale o jakąś magiczną formułkę. Świadomość tego, że Bóg istnieje nadaje całkiem nowego kolorytu naszemu życiu. Sprawy wracają na swoje normalne tory, życie nabiera porządku i równowagi. Wówczas tak bardzo oczywiste staje się to, że przecież to nie ja jestem najważniejszy, lecz Bóg. To On jest centrum życia, a nie ja; to Jego wola jest na pierwszym miejscu, a nie moja; Jego chwała, a nie moja jest celem mojego istnienia.

Nie zawsze łatwo to zrozumieć. Zwłaszcza, kiedy jest się człowiekiem młodym. Wtedy wydaje się człowiekowi, że sam zdolny jest wykonać wszystko, podołać każdemu wyzwaniu jakie stawia życie. Łatwo wówczas snuć wspaniałe plany na przyszłość, mieć wielkie aspiracje: wydaje się, że nie trzeba przy tym na nikogo liczyć, że samemu z tym wszystkim sobie z łatwością poradzę.

Wraz z upływem czasu takie widzenie świata zaczyna się zmieniać. I zwłaszcza po kilkudziesięciu latach może przyjść moment, kiedy zdajemy sobie sprawę jak naprawdę jesteśmy samotni. Może to spowodować gdzieś w głębi duszy stan potwornej samotności, chyba że przez ten czas nie zapominaliśmy, że Bóg istnieje i powtarzaliśmy sobie słowa : <<wierzę w Boga>>. Jeśli tak nie było to przychodzi wtedy moment, kiedy wszystko widzi się inaczej. Nie uważasz już siebie za kogoś najważniejszego, samowystarczalnego – wręcz przeciwnie, czujesz się kimś małym, twoje zamiary, które chciałeś zrealizować za wszelką cenę, nie wydają ci się już tak ważne; twoje oceny ludzi i spraw nie wydają się być już tak ostateczne. Wówczas to, w takim właśnie momencie wiara w to, że Bóg istnieje oznacza, że jednak coś posiadasz, więcej nawet – że jest Ktoś, na kim możesz się oprzeć. Wszystkie rzeczy nabierają swojego sensu, znaczenia, bo zważa się na wolę Bożą, nie traci się z przed oczu Jego chwały. Takie proste, a jakże decydująca dla każdego, brzemienne w skutkach świadome wypowiadanie słów: <<ja wierzę w Boga>>.