Mój wieczorny pacierz… Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo… Czy stać mnie jeszcze na coś więcej..? Może na kilka słów dziękczynienia, prośby, uwielbienia… A może, jak za dziecięcych lat, jest jeszcze miejsce i czas na 10 Przykazań Bożych, 5 Przykazań Kościelnych, Credo… Właśnie: <<Credo – czyli Wierzę w Boga>>. Przypominanie sobie, punkt po punkcie, podstawowych filarów mojej wiary. Tak, aby na co dzień wiedzieć, czym mam żyć, na czym budować swoje życie, czego bronić…
„Wierzę w Boga…” – tak zaczynamy. Co to oznacza: spróbujmy wspólnie się nad tym zastanowić.
„Wierzę…„: czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego to wyznanie wiary rozpoczyna się od <<ja>>, a nie od <<my>>? Czy nie wydaje się trochę dziwne, że to wyznanie wiary, coś co jest tak bardzo wspólnotowe (więcej: wspólnototwórcze), co łączy nas wszystkich w tę samą wspólnotę ludzi wierzących, nie powinno się rozpoczynać od <<my: wierzymy>>? Jest w zwyczaju wielu sanktuariach maryjnych, np. w Lourdes, a bliżej nas: w Wąwolnicy, modlić się idąc w wieczornej procesji z zapalonymi świecami. Gdyby tak przyjrzeć się takiej procesji z góry, to trudno by dojrzeć pojedyncze świece. Ich blask zlewa się w jedno długie promieniste światło; każda świeca gubi się w tym potoku światła. Podobnie dzieje się, kiedy w wielkie święto, podczas uroczystej Mszy św. śpiewamy „Chwała na wysokości Bogu„. Każdy z nas śpiewa: „chwalimy Cię, wielbimy Cię, wysławiamy Cię..” i głos nasz gubi się w wielkim tłumie.
Kiedy jednak recytujemy lub śpiewamy <<Credo>>, nie chcemy zgubić się w wielkim tłumie. Każdy z nas, punkt po punkcie, wyraża dobitnie swoją opinię, za którą jest osobiście odpowiedzialny. Podobnie dzieje się na początku Mszy św., kiedy odmawiamy <<Spowiedź powszechną>>: „Spowiadam się…, zgrzeszyłem…, moja wina…„. Bo moje grzechy są moimi grzechami, a twoje są twoimi i każdy z nas jest za nie indywidualnie odpowiedzialny. Tak samo dzieje się z wyznaniem wiary: każdy z nas osobiście i oddzielnie jest odpowiedzialny za to tak doniosłe wyznanie: „Wierzę w Boga” (można by powiedzieć: „Ja wierzę w Boga„).
Czy rzeczywiście warto się zatrzymywać nad rozważaniem tego punktu Credo, który wydaje się być nieistotnym, wręcz banalnym? Jednak naprawdę warto. Zwłaszcza gdy chcemy prześledzić całe <<Credo>> i chcemy to uczynić świadomie, myśląc o tym, co mówimy, a nie na ślepo powtarzać to, co mówią inni… „Wyznanie wiary” powinno być głoszeniem naszego jak najbardziej osobistego przekonania. (może dlatego sporo ludzi w czasie wyznania wiary w czasie Mszy św. nie otwiera ust….?) I mam to czynić używając wszystkich sił mojego rozumu. Również i po to, aby coraz lepiej być gotowym do obrony, tego co głoszę i w co wierzę. Całkiem rozważnie i odpowiedzialnie mam mówić: „Ja, Jarek Kowalski wierzę w Boga…„.
„Wierzę..” – często powtarzano nam, że winniśmy chlubić się, szczycić się naszą wiarą. Lecz odkrywamy, że istnieje w nas coś całkiem odwrotnego, jakaś pokusa do wstydzenia się naszej wiary, szczególnie gdy znajdziemy się w środowisku ludzi, którzy nie bardzo popierają nasze poglądy. Czasami po prostu fałszywa pokora: nie bardzo podoba się nam to, że wiemy w tym temacie o wiele więcej niż oni. Może to też być i strach przed często panującą opinią: mianowicie taką, że jeśli ktoś mocno wierzy, to raczej uchodzi za osobę bardziej naiwną i łatwowierną, a nie mądrą i rozważną. Idąc bowiem dalej za tą opinią, człowiekiem bardziej wykształconym i mądrzejszym będzie ten, kto w mniej rzeczy wierzy.
Bardzo łatwo jednak okryć powierzchowność i mylność takiego sposobu myślenia. Nie jest bowiem ważne w ile rzeczy wierzymy, lecz czy te rzeczy są prawdziwe czy też nie. Innymi słowy, czy domagasz się wystarczających dowodów, zanim w coś uwierzysz lub nie. Weźmy dla przykładu historię o <<Yeti – człowieku śniegu>>. Bylibyśmy rzeczywiście ludźmi naiwnymi, gdybyśmy uwierzyli w jego istnienie tylko dlatego, że jakieś czasopismo szukające sensacji opublikowało artykuł stwierdzający istnienie tego <<człowieka śniegu>>. Z drugiej jednak strony, kiedy spotykasz się z ludźmi przybyłymi z innych krajów, którzy wydają się być rozsądnymi i roztropnymi i którzy twierdzą, że widzieli to stworzenie, to byłoby czymś głupim z twojej strony nie wierzyć w jego istnienie.
Nie dajmy jednak łatwo za wygraną, kiedy spotykamy się ludźmi, którzy np. nie wierzą we wszystko, co jest treścią <<Credo>>. Być może nie odnaleźli po prostu tylu wystarczających dowodów wiary katolickiej, które właśnie my posiadamy. Albo też, nawet jeśli się z nimi spotkali, nie mieli na tyle odwagi, aby je przyjąć. W tym ostatnim przypadku to oni, a nie my, są ludźmi naiwnymi. Ze wszystkich bowiem absurdalnych rzeczy, w jakie wierzy dzisiejszy świat, czymś najbardziej absurdalnym (a jednocześnie bardzo wygodnym) jest zwyczaj niewierzenia – postawa niewiary. Nie ma nic bardziej wygodnego jak twierdzić: <<ja po prostu nie wierzę>>.
Lecz my wierzymy. Ale również i my ciągle potrzebujemy przypominać sobie źródła naszej wiary, także i argumenty rozumowe za nią przemawiające. Ale o tym już następnym razem.
