Działo się to w niewielkiej wiejskiej parafii. Do ciężko chorego, umierającego mężczyzny wezwano księdza. Kiedy ksiądz przybył i ledwo był usiadł przy chorym, ten poprosił go, aby razem z nim odmówił „Credo /czyli <<Wierzę w Boga>>/„. Choć zdziwiony, zaczął odmawiać Credo, ale czynił to z bezzasadną obawą o to, żeby przypadkiem nie zawiodła go pamięć – coś co i nam się zdarza w podobnych sytuacjach. Odmawiał więc ksiądz „Wyznanie wiary” i widział, że staruszek mu w tym towarzyszył. Aż doszli do słów „trzeciego dnia zmartwychwstał…„. Zauważył wtedy ksiądz, że chory uniósł rękę, jakby prosząc go, aby na chwilę przerwał. Zamilkł więc i usłyszał łamiący się głos umierającego: „Owszem, zmartwychwstał, ale… gdzie jest Jego ciało?„. Po barwie głosu rozpoznał ksiądz, jak wielkie znaczenie miało to pytanie dla chorego: było jasne, że myśl o tym, gdzie jest ciało Zmartwychwstałego, urosła do wymiaru muru pomiędzy wiarą a śmiercią tego człowieka. W jednej chwili, z szybkością błyskawicy, zrozumiał ksiądz, że nie czas teraz na długie teologiczne rozważania. Zdecydował się więc na najbardziej prostą i rozbrajającą w szczerości odpowiedź: <<Tego nie wiemy. Od wielu już wieków mnóstwo uczonych rozważa ten problem i jak do tej pory nie dali nam jeszcze satysfakcjonującej odpowiedzi. Wiemy jednak, że Jezus zmartwychwstał, ponieważ mówi nam o tym Pismo Święte i poświadcza to Kościół„.
Kiedy skończył to wyjaśnienie, usłyszał głos staruszka, który nic nie komentując, stwierdził: „Możemy odmawiać dalej„. Doszli do końca, tym razem beż żadnych już pytań ani komentarzy. Staruszek poprosił o spowiedź, a potem ksiądz proboszcz udzielił mu Sakramentu Namaszczenia Chorych i Komunii św. W kilka godzin potem chory zmarł.
Cały następny dzień proboszcz chodził niezadowolony z samego siebie. Tak niezdarnie i beztreściowo odpowiedział staruszkowi! Przychodziło mu na myśl tyle właściwszych odpowiedzi. Lecz teraz – myślał – jest już na późno.
Następnego dnia, po zakończonych obrzędach pogrzebowych, podeszła do niego córka owego staruszka, aby mu podziękować i powiedziała: „Nie mam pojęcia, co ksiądz proboszcz mógł powiedzieć mojemu ojcu, ale zaraz po tym, jak ksiądz wyszedł, ojciec stwierdził: <<Zadałem proboszczowi bardzo ważne pytanie i on bardzo dobrze mi na nie odpowiedział>>„. I zrozumiał ksiądz proboszcz, że najlepsze odpowiedzi to te autentyczne, prawdziwe, choćby wydawały się nam najsłabsze z możliwych.
Ile razy i my w naszym życiu stoimy przed tyloma ważnymi pytaniami. Czasami stawiamy je sami sobie; innym razem stawiają nam je inni. Jakże się wysilamy, aby dać zadowalającą odpowiedź. Wynajdujemy na poczekaniu byle jakie argumenty, aby mieć święty spokój. Ale często pozostajemy niezadowoleni z samych siebie. Może więc warto zadać sobie trochę trudu, aby poszukać odpowiedzi. Nie tylko po to, aby umieć potem rozmawiać z innymi, i to niekoniecznie od razu ze Świadkami Jehowy. Św. Piotr przypomina nam: „bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” /1 P 3,15/. To po pierwsze. Ale może jeszcze ważniejsze jest, aby w sobie nie nosić wątpliwości, które mogą stawać się takimi murami, oddzielającymi naszą wiarę od naszego życia. Po co czekać aż do śmiertelnego łoża?
Każdy dzień przynosi coraz to nowe sytuacje i wydarzenia, które wymagają od nas świadectwa naszej wiary. Z jednej strony przyglądając się ogólnej sytuacji zauważamy, że w wielu dziedzinach życia w naszej Ojczyźnie, gdzie przecież są obecni w większości ludzie wierzący, wiara nie ma wpływu na kształtowanie tej rzeczywistości. A przecież na rzeczywistość wpływa nie szara masa, lecz tworzy ją, na miarę swoich możliwości, każdy z nas. Czy wniosek nie nasuwa się sam? Wszystko zdaje się wskazywać na to, że często jest to wiara nieuświadomiona, czyli przejęta „w spadku” od rodziców jak wiele innych rzeczy oddziedziczonych i zaakceptowanych zgodnie z zasadą: <<bo tak wypada>>. Gdyby jednak zadać wielu ludziom pytanie o to, dlaczego wierzą lub jeszcze bardziej w co wierzą, jakie są poszczególne prawdy tej wiary i co one mówią o konkretnym życiu, napotkalibyśmy, zamiast odpowiedzi, kłopotliwe milczenie.
Sama natura wiary, jak wyzwania aktualnej sytuacji, domagają się od nas, ludzi wierzących, by nasza wiara była nie tylko sprawą woli czy serca, lecz całego człowieka, czyli również i rozumu. To rozum właśnie dopominał się, aby główne prawdy wiary zebrać i umieścić w jednym, choć skrótowym, to jednak całościowym zestawieniu. Nazywamy je Wyznaniem wiary, a w języku łacińskim: Credo. Poszczególne jego punkty są jakby drogowskazami na naszej drodze do Boga: ich dobre odczytanie i zrozumienie jest gwarancją, że nie zagubimy tej drogi, a nasze po niej wędrowanie nie będzie wyborem przypadkowych kroków. Taki jest cel katechez: wspólnie wędrować od jednego punktu Credo do drugiego.
