Kategorie
Katecheza - Rok wiary

3. Przeciętność

Każdy, prędzej czy później, lubi uwić sobie własne gniazdko. Pieczołowicie i z wielkim trudem budowane staje się ochroną przed wielkimi niebezpieczeństwami tego przewrotnego świata, miejscem gdzie najchętniej lubimy przebywać, gdzie najwięcej czasu spędzamy. Dobrze, jeśli takie miejsce mamy. Ale istnieje przy tym, jak zawsze, druga strona medalu. Te miejsca mogą stać się bastionami, z których trudno nas wydobyć, ogródkami, gdzie nasze korzenie mocno wrastają. Ktoś powie: i co w tym złego? A no to, że w takim przypadku jest praktycznie niemożliwe odważyć się na podróż, która pozwoli osiągnąć wyznaczoną metę życiowej wędrówki.

Nieznane i wyolbrzymione trudności mogą nas bowiem bardzo skutecznie zniechęcić do podjęcie tej podróży.     W efekcie duchowe spoczęcie na laurach grozi miernością. W takim razie bycie człowiekiem przeciętnym, a wręcz miernym jest nie do uniknięcia? A może jest czymś naturalnym, rzekłbym wrodzonym, owa tendencja do przespania trzech czwartych całego życia?

Nie chodzi wcale o to, że wówczas nie stać cię na posiadanie wielu wspaniałych pragnień i marzeń, a zadowalasz się jedynie tym, co posiadasz. Chodzi przede wszystkim o przeciętność ducha, tę niesamowitą, straszną pokusę rutyny i banalności, która zewsząd nas otacza i atakuje.

Jest czymś oczywistym, że żyć w ciągłym napięciu jest niemożliwe, nawet geniusze nie są nimi przez całe 24 godziny i każdy musi systematycznie odpoczywać. Czy jednak te chwile odpoczynku nie stały się dla wielu ideą przewodnią ich życia, które staje się w ten sposób – jak rzekliby Hiszpanie – niekończącą się sjestą.

O jaką mierność czy przeciętność mi chodzi? O taką, jaką prezentują ci, którzy nie są dobrzy ani źli; ci, którzy nie mają marzeń, ani nadziei i nigdy nie pragną czegoś lepszego; ci, którzy pomniejszają wartość wszystkiego, co wielkie i zamiast wspinać się na szczyty, wolą być porwanymi do dołu; ci wszyscy, którzy lekceważą wszystko, co nie leży w zasięgu ich możliwości i atakują wszystko, czego nie mogą zrozumieć; ci, którzy zdobywają swoją wiedzę „ze słyszenia” nie sprawdzając nigdy wiarygodności źródła; ci, którzy nie są w stanie rozmawiać o niczym innym, jak o głupstwach; ci, którzy mówią, że się nudzą, ponieważ dali się opanować rutynie. W sumie są to ci wszyscy, co do których można zastosować najbardziej surowe zdanie w całej Biblii, to, które w Księdze Apokalipsy Duch wypowiada w liście do Kościoła w Laodycei: „ O byś był zimny albo gorący. Lecz ponieważ nie byłeś ani zimny, ani gorący, lecz letni, wypluję cię z moich ust” /por. Ap 3,15/.

To prawda: większa część ludzkości przewraca się częściej na drodze miernoty i przeciętności, niż na drodze zła. Wszyscy mieliśmy wielkie porywające ideały młodości. Lecz szybko przyszły pierwsze niepowodzenia lub odkrycia, że droga prawdziwego życia jest pełna trudów, a większość ludzi żyje sobie spokojnie w swojej przeciętności. I łatwo było do nich dołączyć. Wielkie niebezpieczeństwo przeciętności tkwi jednak w tym, że mamy do czynienia z chorobą bez bólów, bez jakichś widocznych oznak (symptomów). Ludzie przeciętni są szczęśliwi lub na takich wyglądają, a z całą pewnością odznaczają się spokojem. Trudno jest jednak, w tej swego rodzaju wewnętrznej ślepocie, dojść do takiego stanu, aby życie stało się nie do wytrzymania. Bardzo często trzeba jakiegoś bolesnego wydarzenia, które ukazałoby nam prawdę o takim stanie naszego życia. A potem niezbędny jest wielki wysiłek, aby wyjść z tej przeciętności i na nowo do niej nie powrócić.

Taka diagnoza może dotyczyć każdego z nas. I wówczas rzeczą konieczną jest uświadomienie sobie tego stanu, tej prawdy o naszym życiu. Tylko wtedy (będzie to punkt wyjścia) będziemy mogli wyruszyć w tę cudowną przygodę poznawania świata za pomocą mapy Chrystusa.

Jedna z hiszpańskich nowel opisuje księdza, który stojąc już na progu śmierci odkrywa, że w swoim życiu w gruncie rzeczy nie był ani dobry, ani zły, że nie zrealizował żadnego ze swoich życiowych marzeń. Pewnej nocy ma sen: oto po śmierci Bóg skazuje go na bardzo dziwny czyściec: otrzymuje wielki worek orzechów, które symbolizowały wszystkie dni jego życia i musi rozłupać je, jeden po drugim: na końcu okazuje się, że wszystkie były puste.

Mówimy: życie jest tak krótkie! O ile zmieniłoby się życie, gdyby wykorzystał choć połowę czasu, który został mu zadany przez Boga.

<<Pamiętaj, duszo uśpiona, że śmierć przychodzi tak po cichu>> – jak przypomina nam poeta. Ale może bardziej istotniejsze jest przypomnienie, że to życie uchodzi tak po cichu. Przepływa tak po cichu, podczas gdy my śpimy na brzegu cudownej rzeki. Czas więc, aby się obudzić i wreszcie śmiało wyruszyć w drogę… Nie jesteś sam, Chrystus ci przypomina:

Nie lękajcie się! Ja jestem! ….Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata..