Kategorie
Homilia

XVII NIEDZIELA ZWYKŁA „B”

Zaufanie Bogu (Opatrzność) i oddanie mu naszego „niewiele”, ale w pełni.

Popatrz wokoło siebie. Jaka wśród nas różnorodność! Wieku, wyglądu, wykształcenia… Ale Duch Święty potrafi uczynić z nas jedną wspólnotę Kościoła sprawującego Eucharystię: gdzie Jezus staje się obecny w chlebie, jaki powstał z wielu zmielonych ziaren. Św. Paweł zachęca nas, abyśmy „postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliśmy wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością znosząc siebie nawzajem w miłości”. Tak jak Pan Bóg znosi cierpliwie każdego z nas, bo nas kocha.

Błędnie możemy postrzegać naszą relację z Bogiem. Że jest z nas tylko wtedy zadowolony (nas kocha), gdy wypełniamy przykazania na 100 %. Tak mało Mu dajemy…Trochę tę relację widzimy jak w jakiejś korporacji… A Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje, że Bóg domaga się od nas „niewiele”. Bo to ma nam uświadomić, że dzieło zbawienia i uświęcenia jest Jego cudem. Jezus pyta Filipa: „Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?”. Wie doskonale co ma robić, ale pragnie rozbudzić w uczniach oczekiwanie czegoś więcej. Uzmysławia im, że tak po ludzku nie rozwiąże się problemu z nakarmieniem tłumu na pustyni. Chce, aby otworzyli się na Boże sposoby działania.

Dalej: Jezus uczy zaufania Bogu. „Każcie ludziom usiąść”. Czyli niech spokojnie przygotują się na cud, którego ma dokonać. Możemy sobie wyobrazić, że to nie było takie proste. Byli głodni i nic nie zapowiadało, żeby szykował się jakiś posiłek. A On każe im usiąść.

Co macie?Mamy tak niewiele. Tak naprawdę my nic, ale jest tu chłopiec, który ma 5 chlebów i 2 ryby. Ale to ‘niewiele’ trzeba Panu Bogu dać do dyspozycji. Jak w tym znanym żarcie, gdy ktoś usilnie przez długi czas prosił Pana Boga o wygraną na loterii i wreszcie razu pewnego usłyszał Jego głos: Owszem, ale daj mi szansę i kup los. To niewiele kosztuje.

Jezus ceni, to co małe, ułomne, niewielkie. „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło”. Jezus nie jest cudotwórcą (chcieli obwołać Go królem, sam się usunął), lecz Zbawicielem. Każdy cud ma umocnić wiarę człowieka. Rozumiał to św. Augustyn, gdy mówił: Pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie, ale ufaj tak, jakby wszystko zależało od Boga.

Nasze życie jest ciągłą współpracą z łaską i każda ze stron (Bóg i my) ma do wykonania swoją część pracy. W tym podziale zadań możliwe są dwie skrajności (nie popadam w którąś z nich??):

  1. O nic nie muszę się martwić, Bóg się o wszystko zatroszczy. Źle rozumiana Boża Opatrzność. Bóg dał nam rozum i zdolność działania. On wyznacza nam życiowe zadania. Jezus nie zwalniał swoich uczniów z wysiłku: nawet podczas burzy kazał im wiosłować; Piotrowi polecił iść i złowić rybę, by móc zapłacić podatek na świątynię. Zacheusz nie zobaczyłby Jezusa i nie doświadczył zbawienia, gdyby nie trud wdrapania się na sykomorę.

Bóg stanowczo domaga się od nas działania na miarę talentów, w które nas wyposażył. Ale w tym działaniu człowiek może się do tego stopnia zatracić, że popada w drugą złą skrajność:

  1. Bóg jest wysoko w niebie, a ja tutaj sam muszę wszystko ogarnąć. Ciekawe, że im większy rozwój cywilizacyjny, tym taka postawa staje się coraz bardziej powszechna. Postęp w medycynie czy informatyce wywołuje w ludziach przekonanie, że ze wszystkim sami sobie poradzimy. Koronawirus mocno odarł nas z tego złudzenia. Ale dla wielu ludzi Pan Bóg staje się jakimś planem B: Jeśli moje wysiłki nie doprowadzą mnie do sukcesu, zawsze jeszcze mogę się pomodlić: nie zaszkodzi, a nuż pomoże. Widać to u wielu, którzy popadli w herezję aktywizmu. W pośpiechu błagamy Boga, aby pobłogosławił nasze plany, a kompletnie zapominamy o Jego planach. Rodzice potrafią posyłać dzieci na dziesiątki zajęć pozalekcyjnych, a zapominają o czasie na wspólną z nimi modlitwę. (Dzień ludzi starszych – ileż od nich można się uczyć, szanujmy ich, dbajmy o nich).

Złoty środek: nawet w najtrudniejszych chwilach życia nie utracić wiary w Opatrzność i jednocześnie czynić to, co w zasięgu naszych sił. Ewangelia przypomina nam, że centrum tej współpracy ma być Eucharystia. Niewiele możemy Panu Bogu ofiarować: mały kawałek chleba niekwaszonego, odrobinę wina. Ale także odrzucenie pokus, że jak nie przyjdę w niedzielę na Mszę, to nic się nie stanie. Także trud walki o skupienie w kościele, wzbudzenie intencji, którą zechcemy Bogu ofiarować czy delikatność serca, która nie pozwala przyjść na Mszę św. byle jak ubranym. Jezus uczyni resztę. Nakarmi nas swym Słowem i swoją obecnością w małej Hostii. Da siłę, aby potem troszczyć się o chleb powszedni, mając przed oczami pierwszeństwo Boga.

Tak niewiele tu przynosimy. A tak wiele otrzymujemy. Jesteś Bogu potrzebny, aby On mógł cię zbawić. I jesteśmy sobie potrzebni, aby z naszych niewielkich ziaren Bóg wypiekał chleb jedności – czynił jeden Kościół.