Zwróciłeś uwagę na refren psalmu? „Pan wśród radości wstępuje do nieba„. Apostołowi cieszą się, że ich Mistrz odchodzi z ziemi do nieba? Czy też Jezus cieszy się, że wreszcie może opuścić ten ziemski padół? Nie, lecz radość z tego, że wypełnił swoje dzieło. Że nadał ludziom ostateczny sens ich życia. Że pośle im swego Ducha, aby ich-nas umacniał. (Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi, * hymn zaśpiewajcie! Bóg króluje nad narodami, * Bóg zasiada na swym świętym tronie). Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, w ciele uwielbionym, wstępuje do nieba! To radość i dla nas, bo widzimy jak nasze śmiertelne ciało, tak doświadczane przez trudy i cierpienia, a także nasze upadki, triumfalnie wchodzi do wiecznej chwały. Uroczystość Wniebowstąpienia jest bezpośrednio złączona z uroczystością Zmartwychwstania. Dziś jakby plastycznie (namacalnie) doświadczamy czym jest zmartwychwstanie.
Św. Leon Wielki: „Zaiste, niewypowiedzianie wielki był to powód do radości, gdy wobec tłumu świętych natura ludzka wznosiła się do najwyższej godności ponad wszystkimi stworzeniami niebios, wyniesiona ponad chóry aniołów i wszelką wspaniałość archaniołów, nie znajdując na najwyższych stopniach kresu swego wstępowania – zajmując w końcu miejsce przy Ojcu przedwiecznym. I razem z Nim zasiada ona na tronie Jego chwały, bo w Synu Bożym została zjednoczona z Jego naturą”.
Radość, która uwrażliwia nas na kontemplację dwóch prawd: podczas ziemskiej pielgrzymki mieć przed oczami horyzont NIEBA; być aktywnymi świadkami Jezusa.
„Pewien gorliwy proboszcz zdenerwował się okrutnie, gdy raz w niedzielę przypadkowo odkrył, że w pobliskiej gospodzie „urzęduje” prawie cała męska część jego parafian. Głosem donośnym przywołał ich do porządku i gromadnie zaprosił do kościoła. Tutaj uroczyście oświadczył:
– Wszyscy, którzy chcą wejść do nieba, proszę, niech przejdą na prawo! – Wszyscy, oprócz jednego, zaczęli powolutku przesuwać się chwiejnym krokiem do prawej nawy. Ksiądz zauważył owego odmieńca, zmierzył go surowym wzrokiem i krzyknął: – A z tobą, co jest? Nie chcesz iść do nieba po śmierci? – Naturalnie, po śmierci to chcę wejść do nieba – brzmiała odpowiedź – Ja tylko myślałem, że będziemy szli tam zaraz teraz” (Przyczynki nr 73).
Jednak pomyślmy poważnie: jaka byłaby nasza reakcja, gdyby do nieba trzeba było iść właśnie teraz?! Stąd warto się dziś zapytać: Co ma wspólnego niebo z naszym życiem? A może lepiej zapytać: co ma wspólnego moje życie z niebem???!!! Czy to wchodzi w zakres naszych głównych trosk?
„Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?»” – naszym zadaniem nie jest budowanie królestwa na ziemi. Lęk o Kościół, chwieje się jego budowla… troska o swoje serce (otwartość i posłuszeństwo Duchowi), o rodzinę… parafię… każdy w tym pielgrzymowaniu ma swoje konkretne miejsce i konkretne odcinki odpowiedzialności (2 czyt). Nie martwy się tym, co od nas nie zależy (Jeśli martwi się nie żywią, to dlaczego żywi się martwią? :)). Troszcz się o niebo! Ale nie wpatruj się w niebo z założonymi rękami!
Być aktywnym świadkiem. „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” – człowiek wierzący to nie obserwator. Chrześcijanin to świadek: „gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami” (1 czyt)
Jezus odchodzi fizycznie, ale pozostaje w nas. Powiedział „Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (J 9,5). Ale także powiedział o nas: „Wy jesteście światłem świata” (Mt 5, 14). Nie możemy zadowolić się byciem jak ta delikatnie świecąc lampka przy Tabernakulum. Świat, który wydaje się coraz mocniej zapadać w ciemność niewiary – odrzucenia Boga, bezsensownej wizji człowieka, potrzebuje naszego światła wiary, które oświeci innych. Widzieliśmy (przed covidem) jak czasami na koncertach publiczność zapala światełka zapalniczek jako wsparcie dla występujących. Jest nas ponad miliard katolików (1 345 mln). Wyobraź sobie te miliony katolików oświecających swoją wiarą cały świat… Światło wiary rozpoznawanej w dziełach miłości.
Nie chodzi o wielki heroizm, jak w przypadku dzisiejszego patrona, św. Andrzeja Boboli… Kiedy się czyta relacje świadków jego męczeństwa, trudno wręcz uwierzyć, że ludzki organizm może znieść tak wiele. Jeszcze bardziej zdumiewające są pośmiertne losy męczennika (poczytaj o tym)…. Jakie więc nasze dzieła miłości? Potraktować współpracownika po ludzku…Cierpliwa miłość wobec kogoś z rodziny… Pewna osoba chora na raka wyznała kapłanowi: „Lubię księdza słuchać, budzi ksiądz we mnie myśli o Bogu. Ale kiedy siostra Klara pielęgnuje mnie, wtedy czuję, że Bóg mnie kocha„. Chodzi o świadectwo odwagi życia i realizowania swojego człowieczeństwa. Ludzie, widząc człowieka, którego życie przeniknięte jest wielkim zawierzeniem Bogu, są naprawdę pod wrażeniem: „Jeśli wiara jest czymś takim, to może warto wierzyć„. Takiego światła dziś potrzeba.
Ale można dać jeszcze inne świadectwa heroizmu i miłości. Jestem światłem również wtedy, gdy mówię prawdę bez względu na to, ile mnie to będzie kosztować. Jestem światłem, kiedy dzielę się z innymi radosnym pokojem, który otrzymałem podczas modlitwy. Jestem światłem, kiedy podczas Mszy świętej walczę z rozproszeniami i bezmyślnym odmawianiem modlitw, starając się „być obecnym” w swoich myślach, słowach, gestach.
Aniołowie rzekli do apostołów: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?”. Nie stójcie tak, czyńcie, co wam przykazał wasz Mistrz: nakaz Chrystusa, by szli na cały świat i głosili prawdę o zmartwychwstaniu. Indyjski poeta Rabindranath Tagore parafrazując te słowa napisał „Owszem, patrzcie w światło gwiazd, ale nie zapominajcie dorzucić drew do domowego ogniska, gdyż światło gwiazd nie ogrzeje ani was ani waszych braci”. Jeśli poważnie potraktujemy niebo, to i poważnie potraktujemy życie na ziemi.
