Dziś razem z całym Kościołem obchodzimy jedno z najważniejszych świąt roku liturgicznego ku czci Najświętszej Maryi Panny — Jej Wniebowzięcie. Gdy dobiegło końca Jej życie ziemskie (dogmat nie określa jak), Maryja została wzięta z duszą i ciałem do nieba, czyli do chwały życia wiecznego, w pełnej i doskonałej komunii z Bogiem. Świętując tę prawdę wierzymy, że Maryja, podobnie jak Chrystus, Jej Syn, przezwyciężyła już śmierć i króluje w chwale niebieskiej w pełni swojej istoty, «z duszą i ciałem».
Pośród upalnego lata jest to więc święto życia. Wskazuje na to również symbolika poświęcenia dziś bukietów ziół i kwiatów (Matki Boskiej Zielnej). Dziękujemy Bogu, Dawcy życia, że je wzmacnia w darze ozdrowieńczej mocy natury. Iluż z nas ich nie stosuje, różne… obok lub zamiast współczesnych leków.
Ale dzisiejsza uroczystość – choćby w jej nazwie – każe nam wznieść wzrok ku życiu bez końca. Nazywamy je niebem.
Benedykt XVI: Przez to określenie «niebo» chcemy powiedzieć, że Bóg — Bóg, który stał się nam bliski — nie opuszcza nas nawet w chwili śmierci i po niej, lecz ma dla nas miejsce i daje nam wieczność; chcemy powiedzieć, że w Bogu jest dla nas miejsce. Aby trochę lepiej zrozumieć tę rzeczywistość, popatrzmy na nasze życie: wszyscy doświadczamy tego, że dana osoba po śmierci nadal w jakiś sposób istnieje w pamięci i w sercu tych, którzy ją znali i kochali. Moglibyśmy powiedzieć, że w nich nadal żyje jakaś cząstka tej osoby, lecz jest jakby «cieniem», ponieważ także to przetrwanie w sercu bliskich jej osób musi się skończyć. Bóg natomiast nigdy nie przemija, a my wszyscy istniejemy mocą Jego miłości. Istniejemy, ponieważ On nas kocha, ponieważ jesteśmy Jego pomysłem i On powołał nas do życia. Istniejemy w myślach i w miłości Boga. Istniejemy w całej naszej rzeczywistości, a nie tylko we własnym «cieniu». Nasza pogoda ducha, nasza nadzieja, nasz pokój opierają się właśnie na tym: że u Boga, w Jego myśli i w Jego miłości, nie tylko może przetrwać nasz «cień», lecz w Nim, w Jego stwórczej miłości jesteśmy strzeżeni i w Niego włączeni z całym naszym życiem, z całym naszym istnieniem w wieczności.
To dokonało się w Maryi, bo Ona pierwsza z ludzi ma pełny udział w zmartwychwstaniu Jezusa, w Jego zwycięstwie nad śmiercią. 2 czyt: I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Patrząc na siebie, pytamy: jak to będzie? Spójrzmy na Maryję.
Św. Paweł mówi nam, że wszyscy jesteśmy «włączeni» w Adama, pierwszego i starego człowieka, wszyscy dziedziczymy ten sam los ludzki, do którego należy cierpienie, śmierć, grzech. Ale do tej rzeczywistości, którą wszyscy możemy widzieć i przeżywać każdego dnia, dodaje rzecz nową: jesteśmy nie tylko dziedzicami jedynego istnienia ludzkiego, zapoczątkowanego wraz z Adamem, ale jesteśmy «włączeni» także w nowego człowieka, w zmartwychwstałego Chrystusa, a zatem zmartwychwstałe życie jest w nas już obecne. Tak więc to pierwsze «włączenie» biologiczne jest włączeniem w śmierć, włączeniem rodzącym śmierć. Drugie, nowe, którego dostępujemy w chrzcie, jest «włączeniem» dającym życie.
Dziś Kościół wskazując na Maryję mówi: Ona doświadcza tego, czego my oczekujemy na końcu czasów, kiedy zostanie pokonany «ostatni wróg», śmierć (por. 1 Kor 15, 26); doświadcza już tego, co wyznajemy w Credo: «Wierzę w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne».
A zatem możemy postawić sobie pytanie: w czym zakorzenione jest to zwycięstwo nad śmiercią, które w cudowny sposób dokonało się już w Maryi? Jego źródłem jest wiara Dziewicy z Nazaretu, o czym świadczy fragment Ewangelii, którego wysłuchaliśmy (Łk 1, 39-56): wiara, będąca posłuszeństwem Słowu Bożemu i całkowitym zdaniem się na inicjatywę i działanie Boga, zgodnie z tym, co zwiastuje Jej archanioł. Wiara zatem jest wielkością Maryi, jak radośnie obwieszcza Elżbieta: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana„.
Nasze życie to droga do nieba. Maryja jest przewodniczką na naszej drodze wiary. Augustyn: „Najpierw w sercu Maryi pojawiła się wiara i dopiero potem Syn Boży zamieszkał w jej łonie” (Mowa 293). Bez wiary Jezus, Syn Boży, nie może zamieszkać w naszym sercu. Nie możemy stawać się w Nim nowym człowiekiem, który jest na drodze ku swojej pełni. Nikt do końca, z uczniów Pana, nie wytrwał w wierze (Piotr, Maria Magdalena), tylko Maryja. Godziło się więc by Ona była pierwszą z wierzących w Niego, która również stała się pierwszą, która w pełni dostąpiła szczęścia zbawienia.
Nie mieć wiary, to twierdzić: po co mi jakieś 'życie wieczne’, zbawienie. Sam sobie dam radę na tym ziemskim szlaku… nie jesteś mi Panie Boże potrzebny…
Moi Drodzy! Nie poprzestawajmy na podziwianiu Maryi w Jej chwalebnym losie, jako osoby bardzo od nas odległej. Nie! Mamy patrzeć na to, czego Pan w swej miłości pragnął także dla nas, dla naszego ostatecznego przeznaczenia: byśmy żyli poprzez wiarę w doskonałym zjednoczeniu miłości z Nim, a tym samym żyli prawdziwie.
Ewangelia, wskazując na Maryję, mówi o dwóch postawach życia wiarą: służby i uwielbienia Boga. Uwielbiamy Boga, gdy służymy drugim. Maryja tam w domu Elżbiety, do której się udała, aby jej pomóc – starszej kobiecie w ostatnich miesiącach ciąży – wypowiada słowa uwielbienia Boga.
Nie bójmy się przyznać się do tego, że jesteśmy ludźmi wierzącymi. Może właśnie przyszedł czas, abyśmy z odwagą razem za Maryją mówili te słowa: Wielbi dusza moja Pana, moje życie jest uwielbieniem Pana, jestem człowiekiem wierzącym, ochrzczonym, chcę żyć według wartości, które noszę w swoim sercu, które Bóg włożył mi w serce. I chcę, aby te wartości były naprawdę wszędzie tam, gdzie ja jestem: w moim domu, w mojej ojczyźnie. I nikt i nic, żaden system, żadna ideologia, żadna propaganda medialna czy żaden inny system nie może nam tego zniszczyć.
Bądźmy pewni: tak jak do Elżbiety, tak jak przed 100 laty w 'cudzie nad Wisłą’, tak dzisiaj Maryja „śpieszy, aby przybyć do nas, abyśmy nie byli samotni, abyśmy się nie czuli odrzuceni, czy zapomniani”. Wpatruj się w Maryję, naśladuj Ją i proś o wspomożenie.
