Na początku dzisiejszej konferencji, chciałbym na chwilę wrócić, do tego, co zostało podkreślane podczas omawiania obrzędu „Przekazywania znaku pokoju”. Otrzymujemy sygnały, że musimy to przypominać, gdyż w trakcie tego obrzędu wykonywany jest bardzo ważny gest liturgiczny, który we wskazanej formie dla wielu wiernych jest rewolucyjnie nowy. Z tego też względu przypominam. Po słowach kapłana lub diakona: „Przekażcie sobie znak pokoju”, nie odpowiadamy: „Pokój nam wszystkim”. Natomiast kierujemy się do stojących obok nas i jeśli mamy na to ochotę mówimy: „Pokój z Tobą” na co przyjmujący odpowiada: „Amen” Wypowiadane słowa możemy uzupełnić podaniem dłoni lub skinięcie głową. Opisany przez nas gest, a dokładnie sposób jego wykonywania, wynika bezpośrednio z dokumentów wykonawczych Episkopatu Polski.
Psalmista modli się słowami: „Wejdę w dom Twój, na kolana padnę przed świętym przybytkiem Twoim w bojaźni przed Tobą”(Ps 5,8,). Sądzę, że wchodząc do kościoła, wszyscy powinniśmy przypominać sobie te słowa. Wchodząc do kościoła, stając przed ołtarzem, musimy pamiętać, że stajemy przed obliczem Boga. Niech każdy z nas zada sobie pytania: Czy zawsze o tym pamiętam? Czy wchodząc do Kościoła, mam pełną świadomość, że przyszedłem spotkać się z Bogiem? Czy moja postawa jest odpowiednia? Czy moje nastawienie jest ukierunkowane tylko i wyłącznie na to właśnie spotkanie? Na te pytania każdy sam musi sobie dać odpowiedź w swoim sercu.
„Pokora i miłość”. Te słowa są nam bardzo potrzebne, gdy przystępujemy do omawiania bardzo trudnych elementów naszych postaw, jakie okazujemy podczas Eucharystii. Możliwe, że jest to pewne ostrzeżenie abyśmy pamiętali, że w „ogromie oceanu informacji” na ten temat nasza wiedza jest tylko małą kroplą.
Każdy z nas przychodzi do Kościoła z innych pobudek. Chciałbym, aby wszyscy przychodzili z miłości do Naszego Boga. Realizm życia podpowiada, że nie jest o to łatwo. Ale jeśli chcemy dobrze przeżywać liturgię, jeśli mamy dokonać pewnych zmian w naszych postawach, ostatecznym argumentem tego musi być miłość. A nie ma prawdziwej miłości, jeśli nie jest realizowana w wolności
Na wstępie zanim zacznę omawiać zasady dotyczące wchodzenia i poruszania się po kościele, chciałbym przybliżyć nam wszystkim dwa podstawowe pojęcia: znak liturgiczny i gest liturgiczny.
W wielkim skrócie, możemy stwierdzić, że znak liturgiczny to osoba, czynność lub rzecz, przez którą odczytujemy Bożą obecność, poznajemy Go, zbliżamy się do Niego, wyznajemy wiarę w Niego, oddajemy Mu cześć, szacunek, miłość.
Natomiast gest liturgiczny to postawa lub czynność, którą wykonujemy, aby podkreślić autentyzm naszej relacji z Bogiem i to, jak tę relację przeżywamy, do czego ona nas dopinguje.
Każdy znak i gest ma w liturgii swoje uzasadnienie. Dlatego powinien być wykonany we właściwy sposób – z jednej strony z umiarem i bez przesady, a z drugiej bez lekceważenia i ograniczania się do przeżyć wewnętrznych. Dzisiaj chcemy się skupić na wchodzeniu oraz wychodzeniu z Kościoła. Chcemy namówić wszystkich wiernych do zachowywania jednolitości wykonywanych gestów.
Pierwszym znakiem, który nam towarzyszy, jest znak krzyża, a nakreślenie na swoim ciele tego znaku, to niewątpliwie najważniejszy gest liturgiczny. Gdy wchodzimy do świątyni przed uczynieniem znaku krzyża zanurzamy dłoń w misie z wodą święconą. ( Bez znaczenia jest czy przychodzimy do kościoła, aby uczestniczyć w liturgii, czy po to, aby pomodlić się w samotności). Wspomniane gesty mają na celu przypominać nam nasz sakrament chrztu świętego, dzięki któremu zostaliśmy oczyszczeni z grzechu pierworodnego oraz zostaliśmy włączeni we wspólnotę Kościoła. Wspomnianych gestów nie należy „uzupełniać” uderzeniem się w pierś. Ten gest zastrzeżony jest wyłącznie do stosowania przy akcie pokuty. (Znak krzyża jak i zanurzanie dłoni w wodzie święconej będą tematem oddzielnych konferencji)
Po zanurzeniu dłoni w wodzie święconej i uczynieniu znaku krzyża, kolejnym naszym gestem powinno być przyklęknięcie na jedno kolano. Oczywiście jeżeli pozwala nam na to zdrowie.
W momencie przyklęknięcia swoje ciało kierujemy na tabernakulum z Najświętszym Sakramentem.
Niezależnie od tego, czy używamy wody święconej, czy nie, powinniśmy uklęknąć na jedno kolano tak, aby dotknęło ono podłogi. Ani kucnięcie, ani dygnięcie nie jest okazaniem szacunku, nie jest uznaniem swojej niższości wobec majestatu Boga. Podczas klękania nie rozglądamy się na boki i nie rozmawiamy z nikim. Nie wykonujemy też żadnego innego gestu- nie żegnamy się, ani się nie kłaniamy, ale podnosimy wzrok na Chrystusa obecnego w Tabernakulum i uświadamiamy sobie jego rzeczywistą obecność. Jeżeli ktoś ma kłopoty z klękaniem, bo jest na przykład chory, może stanąć i pochylić głowę.
Weszliśmy już do świątyni, przeżegnaliśmy się wodą święconą i przyklęknęliśmy. Teraz udajemy się na miejsce modlitwy indywidualnej lub uczestnictwa w nabożeństwie. Do ławki powinniśmy iść spokojnie. Nie trzeba się też rozglądać i sprawdzać kto przyszedł. Idziemy, mając świadomość, że Jezus jest przy nas, że na nas patrzy, że On wychodzi nam na spotkanie. Dlatego też nie podchodzimy do znajomych, nie pytamy ich o zdrowie własne ani małżonki czy teściowej. Oczywiście nie udajemy, że nas nie ma, nie trzeba uciekać wzrokiem przed spojrzeniami znajomych. Gdy napotkamy czyjś wzrok, możemy delikatnie skinąć głową w geście mówiącym „dzień dobry”, ale nie podejmujmy rozmowy, by samemu nie naruszyć swojego skupienia, ale również nie utrudniać skupienia innym ludziom, obok których przechodzimy. Przecież wszyscy, i my, i nasi znajomi, przyszliśmy tu do Jezusa, a nie na prywatną pogawędkę, którą możemy sobie uciąć po wyjściu ze świątyni.
Gdy dojdziemy do ławki, nie powtarzamy gestów, które wcześniej wykonaliśmy: nie kreślimy znaku krzyża, nie przyklękamy, nie robimy żadnego skłonu. Najzwyczajniej zajmujemy miejsce, przyjmujemy właściwą pozycję (siedzącą, stojącą lub klęczącą) i poprzez modlitwę przygotowujemy się do udziału w liturgii.
Dla wielu wiernych niezrozumiałe wydaje się korzystanie z wody święconej, gdy po skończonej modlitwie wychodzimy z świątyni. Tu trzeba podkreślić, że każdy gest liturgiczny ma sens wtedy, gdy oddaje jakąś prawdę. Jestem przekonany, że zdecydowana większość ludzi wychodzących z kościoła po Mszy Świętej, korzysta z wody świeconej niejako odruchowo. Jest naczynie z wodą święconą to trzeba z niego skorzystać. Jeśli woda święcona ma nam pomóc w przeżyciu liturgii, to jej używanie po zakończeniu Eucharystii mija się z celem, chyba że żegnający się wzbudza w sobie intencję, by nakreślony wodą święconą na ciele znak krzyża utrwalił moc otrzymanego przed chwilą błogosławieństwa i bronił przed pokusami złego ducha również poza świątynią. W tej sytuacji, może nasunąć się pytanie, czy niekorzystanie z wody święconej jest jakimś uchybieniem lub nawet grzechem? Nie ma takiego obowiązku. Każdy gest, każdy znak, który wykonujemy z wiarą, przybliża nas do Boga. Ale jeśli miałby być wykonywany bezmyślnie czy tylko dlatego, że inni tak robią, to traci swój sens. Przecież Bóg zna serce człowieka.
Szczęść Boże
